Cadiz – ostatnie autostopowe przygody

Po przygodach z autostopem wjechaliśmy do Cadiz. Sam wjazd do miasta był niezwykłym wydarzeniem. Jakbym ktoś nagle przetransportował mnie z Hiszpanii Do Stanów. Jechałyśmy długą, prostą ulicą obsadzoną palmami. Po jednej stronie ocean, po drugiej port i olbrzymie statki. Słońce przypiekające przez szybę i wszystko pozamykane – bo przecież mają siestę, czyli popołudniowy czas na drzemkę po obiedzie, która w Hiszpanii zazwyczaj przypada pomiędzy 14 a 17, kiedy upał jest nie do wytrzymania.

mapa turystyczna Cadiz

 

 
Dojechałyśmy do centrum. Mogłam potowarzyszyć moim nowym znajomym, ale wiedziałam, że to typowo rodzinne wakacje i nie chciałam w nich przeszkadzać Poza tym, poczułam, że chcę pobyć sama ze sobą. Po prostu chwilę pospacerować, zobaczyć miasto i pójść na plażę. W końcu po to przyjechałam do Cadiz.
Tak naprawdę zabytkowa część miasta wcale nie jest duża i można ją przejść w ciągu godziny. Obrałam jedną z tras spacerowych zaznaczonych na mapie. Zwiedziłam wszystkie najważniejsze place oraz katedrę. Byłam naprawdę zmęczona kiedy doszłam na plażę.

katedra w Cadiz

 

Piękny, biały ciepły piasek i tylko kilkanaście osób. W oddali zacumowane żaglówki. Obrałam najbardziej dogodne miejsce pomiędzy kilkoma nagimi dziewczynami, które zrobiły sobie tu plażę dla nudystów i leżałam tak wpatrując się w Ocean. Leżałam kiedyś na przeciwległym końcu Oceanu i z Martyniki wypatrywałam Europy, której oczywiście nie sposób było dostrzec. Teraz znajduję się Ne drugim końcu i jak kiedyś Kolumb wypatruję drogi wodnej do Indii.

 

Zebrałam się na odwagę, żeby wejść do wody. Zamoczyłam tylko stopy. Woda zdecydowanie była zbyt zimna do kąpieli. W końcu to Ocean a na dodatek początek wiosny. Jeszcze nie miała kiedy się nagrzać.
Poleżałam jeszcze chwilę i postanowiłam ruszyć dalej w drogę. Gdzie? Jeszcze nie wiedziałam. Jak?  Autostopem. Może tym razem bardziej mi się poszczęści. Przecież już nie będę na tyle głupia, żeby jechać z samym mężczyzną.
W Internecie sprawdziłam najbliższe noclegi. Na początku chciałam dojechać do La Linei, miejscowości graniczącej z Gibraltarem, ale sprawdzając swoje realne szanse, szybko zmieniłam zdanie. W okolicy nie było żadnych wolnych noclegów. Najbliższy był w Tarifie. Tam przecież nie zamierzałam jechać. Na szczęście jestem na wakacjach i mogę dowolnie modyfikować moje plany. Pomaszerowałam z plecakiem tą samą długą ulicą bez końca, którą kilka godzin temu wjeżdżałam samochodem. Wtedy nie sądziłam, że jest taka długa. Po ok. 50 minutach spaceru nad szumiącym oceanem dotarłam do rozwidlenia dróg. Jedna prowadzi w kierunku Sevilli, druga do Tarify. Z optymizmem rzuciłam plecak na chodniku i zaczęłam łapać stopa. Z bloku stojącego przy drodze, szybko wyłoniły się pierwsze ciekawe twarze przyglądające się mi z uwagą. Ignorowałam to. Dopiero po 20 minutach zatrzymał się pierwszy samochód.
-jesteś sama?- zapytał młody kierowca puszczając do mnie oczko – podwiozę Cię, gdzie tylko chcesz…
Nie pytając nawet gdzie jedzie, odmówiłam. Bardzo mi dobrze na tej ulicy, nie zamierzam nigdzie jechać a już na pewno nie z nim. Ostatnia przygoda dużo mnie nauczyła.
Spędziłam tak 2 godziny, dwaj przyglądający mi się mężczyźni w oknach, również nie dali za wygraną. W przeciągu tego czasu zatrzymało się 6 samochodów. Nie wsiadałam do żadnego. Mogę być szalona, szukać przygód i czasem wybierać niebezpieczeństwo, ale na pewno nie jestem  głupia.
Po dwugodzinnym czekaniu pomaszerowałam na najbliższy przystanek i autobusem wróciłam do Cadiz. Na dworcu kupiłam bilet na ostatni autobus wyjeżdżający w kierunku Tarify i po 2 godzinach jazdy byłam na miejscu.
Postanowiłam, że tego dnia zakończyłam swoją przygodę z samotnym autostopem po Hiszpanii. Od dziś będę podróżowała już tylko bezpiecznymi środkami komunikacji. 

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *