Samotnie autostopem przez Hiszpanię – śmiertelne niebezpieczeństwo

Poranna pobudka, aż nie mogłam uwierzyć, że wstałam jako pierwsza z całego hostelowego pokoju. Tak mi było śpieszno, żeby wyjechać z Sevilli. Gdzie dzisiaj? Nad morze, a raczej nad Ocean! Do Cadiz! Pierwsza myśl, to autobus, ale nie chciałam czekać 2 godzin na najbliższy. Jeśli wczoraj poszło tak łatwo z autostopem, dziś też nie będzie problemu. Przecież zawsze mam szczęście.
Tylko gdzie jest droga do  Cadiz? Wczoraj na ulicy znalazłam mapę całej Andaluzji. Jakby spadła mi z nieba. Sprawdziłam drogę na mapie. Trzeba wyjechać na miasto. Poszłam na najbliższy przystanek i zapytałam przypadkową osobę o autobus na autostradę. Mężczyzna popatrzył ze zdziwieniem. – to w przeciwną stronę – odpowiedział. Przeszłam na drugą stronę ulicy. Wsiadłam do najbliższego autobusu. -Na autostradę?- zapytał kierowca, jakbym co najmniej chciała jechać na księżyc. – ale po co chcesz tam jechać?- usiłował się dowiedzieć.
– chcę jechać autostopem do Cadiz- odpowiedziałam ze stoickim spokojem widząc jego powiększające się oczy. Myślał, że żartuję, ale nie żartowałam. Nie udało mu się wyperswadować, że w Hiszpanii nie jeździ się autostopem. Widząc, że nie dam za wygraną, powiedział, że jedzie w tym kierunku. – A na którym przystanku mam wysiąść? –
– na którym? Oczywiście na ostatnim- odpowiedział ze zrezygnowaniem
Wyjechałam za miasto. Na drogę miałam tylko kilka minut pieszo. Poranne godziny a słońce już mocno przypiekało. Stanęłam i czekam. Nie było dużego ruchu, ale już za chwilę zatrzymał się samochód. Zdezelowany seat z marokańską muzyką i mężczyzną o typowo arabskiej urodzie. Nie wsiadam, postanowiłam. Mam czas, na pewno zatrzyma się ktoś bardziej gody zaufania.
Po kilkunastu minutach zatrzymuje się sześćdziesieciparoletni Hiszpan. Nie jedzie do Cadiz, ale do miasta oddalonego o 30 km. To już niedaleko. Wsiadam. Po chwili mężczyzna oznajmia, że będę musiała chwilę poczekać, bo jeszcze musi coś załatwić. Zjeżdżamy z autostrady. Mijamy osiedla domków socjalnych które zdecydowanie nie wyglądały zachęcająco. Minęliśmy je i wjechaliśmy na plac oddalony od osiedli. Na placu stał jeden samochód i kilku mężczyzn. Nie czułam się komfortowo. Już żałowałam, że zdecydowałam się jechać z tym mężczyzną. Nie wiedziałam jakie interesy załatwiają na pustym placu. Nie chciałam wiedzieć. Chciałam tylko bezpiecznie dojechać na miejsce. Po kilku minutach rozmowy mężczyzna wrócił do samochodu. Jedziemy.
Rozmawiamy o wszystkim i o niczym. Nie przeczuwałam, że ten wyglądający na dziadka, żonaty mężczyzna, może mieć nieuczciwe zamiary. W pewnym momencie mężczyzna zaczął spoglądać na mnie dziwnym wzrokiem. Każda kobieta go zna. Bez słów można rozpoznać, że facet chce czegoś więcej, niż tylko zwykłej rozmowy. Udawałam, że tego nie zauważam, jednak w myślach układałam już plan ucieczki z samochodu. Ja na przednim siedzeniu. Mój plecak na tylnym. Nie mam szans. Mimo wszystko miałam nadzieję, że na spojrzeniu się skończy. Niestety nie.
 – chcesz colę – zapyta wciąż spoglądając ukradkiem dokładnie tym samym spojrzeniem.
 – Nie dziękuję- odpowiedziałam najgrzeczniej i najbardziej  oschle jak umiałam mając serce w gardle. – a może chcesz odpocząć na chwilę –  nie dawał za wygraną.
– nie dziękuję- powtórzyłam swoją odpowiedź modląc się w myślach – Boże pomóż.  
Kierowca nie odpuszczał – a może chciałabyś prezent- zapytał wykrzywiając twarz w uśmiechu. Usiłowałam udawać, że nie wiem, o co mu chodzi. – nie rozumiem- odpowiedziałam najbardziej przekonująco jak umiałam.
autostop Hiszpania
 – nie rozumiesz? To ja Ci pokażę- tym razem jego jego twarz wykrzywił szyderczy uśmiech i zrobił gest, który jednoznacznie wskazywał, czego ode mnie oczekuje. Serce stanęło mi w gardle. Nie wiedziałam, co mam powiedzieć. Starałam się zachować spokój,  ale wiedziałam, że jestem skazana na jego dobrą wolę. Że wsiadając do tego samochodu powierzyłam swoje bezpieczeństwo w ręce obcego mężczyzny, któremu „zaufałam” w ciągu kilkudziesięciu sekund. Bo właśnie tyle miałam czasu oceniając, czy z nim jechać, czy nie. A teraz żałowałam tej decyzji najbardziej na świecie. Gdybym mogła, na pewno cofnęłabym czas. Ale nie mogłam. Mogłam tylko zachować spokój i udawać, że jestem silna psychicznie i mieć nadzieję, że nie będzie próbował nic zrobić.
– nie- powtórzyłam z zaciśniętymi zębami usiłując nie okazywać złości i tym samym nie rozzłościć jego. Miałam nadzieję, że moja odpowiedź będzie na tyle stanowcza, że da za wygraną. Nie dał.
 – jeśli chcesz, to Ci zapłacę 40 euro. Na pewno przydadzą Ci się pieniądze. W końcu jedziesz autostopem….
 Chciałam krzyczeć, uciekać, wyskakiwać. Ale wiedziałam, że nie mogę i do póki nie starał się nic zrobić, siedziałam w samochodzie.
Nie zmieniłam swojej odpowiedzi- Nie chcę . No qui ero! Po hiszpańsku dziwnie zabrzmiało to w moich ustach. Nie sądziłam, że kiedykolwiek będę używała tego zdania w takim znaczeniu. 
– to zapłacę 50 euro- negocjował, nie dostrzegajac chyba rozpaczy w moich oczach i mając nadzieję, że jeszcze się zgodzę.
-nie!- na inną, dłuższą odpowiedź nie miałam już siły
 – dlaczego?- zapytał niewzruszony moją odmową.
– bo mam chłopaka i jestem mu wierna- wymyśliłam coś co jak najszybciej przyszło mi do głowy.
– ale chłopak nie jest tutaj- odparł mój argument, jakby był nieistotny
-to nic nie zmienia-  powiedziałam – nie!
Ta konwersacja trwała jakby bez końca, modliłam się, żebyśmy dojechali już na miejsce. Żebym była gdzieś, gdzie jestem bezpieczna.
Po mojej ostatnie odmowie mężczyzna zrezygnował z dalszych prób. Pewnie dlatego, ze dojechaliśmy do rozwidlenia na którym on jechał w innym kierunku, niż Cadiz. Zatrzymał samochód a ja jak najszybciej zabrałam bagaże i zatrzasnęłam drzwi za sobą. Wciąż z sercem w gardle, ale na chwilę poczułam się bezpieczna. Pomimo tego, że byłam sama w obcym kraju, na środku autostrady- byłam bardziej bezpieczna niż przed chwilą. A to nieopisane uczucie kiedy śmiertelne niebezpieczeństwo mija. Przynajmniej na chwilę.
Byłam ok 30 km od Cadiz. Po ostatnim autostopie zdecydowanie nie miałam ochoty znów się narażać. Niestety nie miałam wyjścia. Autobusy na pewno tu nie jeżdżą. Stanęłam na autostradzie. Już po chwili zatrzymało się czarne BMW z młodym Hiszpanem. Wsiadłam przestraszona, tym razem trzymając bagaż na kolanach. Na szczęście nie było takie potrzeby. Kierowca pochodził z Madrytu, świetnie mówił po angielsku i podróżuje po całym świecie. Nie jedzie do Cadiz, ale w tym kierunku. Jedzie do Tarify, raju dla surferów. Surfujesz? – Zapytałam z ciekawością. – Nie, jadę tylko dobrze zjeść- odpowiedział z uśmiechem.
-Ja też nie surfuję, nawet pływać nie umiem, więc na pewno w Taryfy nie odwiedzę. – twierdziłam z przekonaniem, nie wiedząc jeszcze co przyniesie los.
Pożegnaliśmy się na rozjeździe. Przede mną jeszcze kilka kilometrów. Jednak wciąż za daleko, żeby pójść pieszo. Znów strach. Kolejny stop. Tym razem znów szczęście. 3 Hiszpanki: matka i dwie córki, które w połowie były Kanadyjczykami. Wybrały się we wspólną podróż z Barcelony. Dużo razem poróżują i to widać. Otwarte na świat. Matka dziennikarka, zatrzymała się, bo kiedyś  jeździła autostopem. Ale nigdy sama.
 -Nie boisz się?- Zapytała z ciekawością.
Nie chciałam opowiadać, o mojej dzisiejszej historii. – mam szczęście w życiu- odpowiedziałam ucinając dalszą dyskusję na ten temat.
Wiedziałam, że dziś nadwyrężyłam moje szczęście i że to mogło się źle skończyć. Dziękowałam Bogu,  że pomógł mi wyjść z tego cało. Obiecałam sobie, że nigdy więcej autostopem, bo przecież nie robiłam tego z powodów finansowych, ale w poszukiwaniu przygody. Jak na razie miałam wystarczająco przygód. Zdecydowanie miałam dość. 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *