Maraton w Walencji – złudzenie zdrowego stylu życia

Modna na bieganie przyszła do Polski z zachodu, to wiem, bo przecież wszystkie mody przychodzą z Zachodu. Niestety nikt  Hiszpanii nie wie, skąd przyszła tutaj moda na zdrowy styl życia. Przecież tu nie ma zachodu, no chyba  że zachodem nazwiemy Stany i  gdzie od zawsze w filmach pokazani są przystojni wysportowani mężczyźni i piękne umięśnione kobiety.  Nie roztrząsam tego, jak jest naprawdę. Ważne, że społeczeństwo zaczęło dbać o siebie  i nie interesuje mnie to, czy jest to zasługa Ewy Chodakowskiej czy jakiejkolwiek asteroidy.
W Hiszpanii moda opanowała wszystkich. Parki i deptaki wypełnione są biegaczami w każdym wieku, którzy dbają o swoje zdrowie, kondycję, bądź ubrani w najlepszy „wyjściowy” strój sportowy próbują znaleźć swoją drugą połówkę, reklamując się przy tym odpowiednio. Ale to nie o tym chciałam pisać, na temat podrywu w Hiszpanii napiszę innym razem, bo jest to nie tylko materiał na posta, ale na całą książkę. Oj uwierzcie mi, nawet na niejedną.
Tak naprawdę to cieszę się, że  Hiszpanie zaczęli biegać, by później o 23 w nocy zjeść kolację składającą się z dwóch dań popijając ją winem. Podobno wino wspomaga trawienie, ale żeby od razu cała butelka? Nie wiem, czy w takich ilościach wspomaga jeszcze cokolwiek poza snem i kacem zabójcą kolejnego dnia. 
Tak naprawdę mit „zdrowego i wysportowanego Hiszpana” już dawno zaczął istnieć tylko w mojej wyobraźni, bo z rzeczywistością ma niewiele wspólnego. Małe dzieci spotkane na ulicach to zazwyczaj pączucie z pucołowatymi twarzami. Gdzie jest ta zdrowa dieta śródziemnomorska? Pytam: Gdzie!?
Przy każdej sposobności bardzo chętnie wytykam moim znajomym ich „zdrowy tryb życia”.  – ale wiesz – tłumaczą – nasza śródziemnomorska kultura nie sprzyja uprawianiu sportów. Przecież tu jest za gorąco.
To dlatego piją tak dużo wina i na każdy posiłek zjadają takie ilości, które mnie wciąż przyprawiają o ból głowy.  Jednym posiłkiem spokojnie jestem w stanie najeść się na cały dzień. A oni? Są przejedzeni, ale to przecież przyjemne uczucie pełnego żołądka i wspaniała okazja do sjesty, czyli popołudniowej drzemki bez której po prostu nie umieją żyć!
Chciałoby się powiedzieć, że to właśnie moda na bieganie zapoczątkowała w Walencji organizację maratonu. Jednak w związku z tym, że jest on organizowany od 1981 r, przypuszczam, że może rzecz się działa na odwrót. Maraton w Walencji, to wydarzenie,  na które specjalnie przyjeżdżają ludzie z całego świata. Poznałam osoby, które mają właśnie taki sposób na życie – jeżdżą po świecie tylko po to, żeby przebiec maraton, a przy okazji zwiedzają dane miejsca. Jednak nie to uderzyło we mnie najbardziej.  Oglądając biegaczy, nie trudno dostrzec, że pierwsza 20. to czarnoskóre osoby.  W Walencji mieszkają czarnoskórzy, jednak nie zauważyłam, żeby mieli aż takie zamiłowanie do sportu. Nie mają! Okazało się, że specjalne firmy zajmują się wożeniem po maratonach najlepszych zawodników, którzy zdobywają medale. Mają swoich murzynów do biegania. Dosłownie i w przenośni. Jakby ktoś nie wiedział, to główną wygraną w maratonie są niemałe pieniądze. Zwycięzca dostaje jednak tylko niewielką część tego, bo większą pulę zgarnia firma.  Świetny sposób na biznes. Zastanawiam się jednak, czy to właśnie o to chodzi w takich maratonach, czy może jednak lepiej byłoby, żeby odbywały się one tylko dla mieszkańców danego miasta, albo miały jakieś ograniczenia. Bo co to za rywalizacja, jeśli każdy maraton wygra biegacz z Kenii, który tak naprawdę z Walencją nie ma nić wspólnego.  Tak naprawdę Hiszpanie trenujący cały rok nie mają najmniejszych szans w starciu z zawodowymi biegaczami.  Czy na pewno promocja miasta powinna odbywać się w taki sposób?
W każdym razie mam nadzieję, że moda na zdrowy styl życia nie przeminie tak szybko jak wszystko inne a jakiemuś Hiszpanowi uda się w końcu wygrać maraton.
*tekst zawiera charakter ironiczny. Jego celem nie jest obrażanie żadnej kultury ani rasy.  Autorka tego tekstu też podąża za modą i biega razem z miejscowymi. (ubrana w swoje stare adidasy i podarte spodenki). 
 
 
 
 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *