Moto GP Walencja 2014 – emocje sięgają granic

Kiedy dowiedziałam się, że w Walencji odbywają się motocyklowe mistrzostwa świata, wiedziałam jedno: muszę tam być. Nie mogłabym mieszkać w Walencji i nie zobaczyć tego wielkiego wydarzenia.  Moja świnka skarbonka została rozbita i pieniądze czekały na zakup biletu. Problem był tylko jeden jak przekonać któregoś ze znajomych, żeby się tam ze mną wybrał. Nie chciałam jechać sama. Niestety żaden z nich nie jest zapalonym fanem motocykli. Kiedy Carles powiedział, że może się nad tym zastanowić, pojawiło się światełko w tunelu. Niestety szybko zgasło! Gdy chcieliśmy kupić bilety. Nie ma! Ale przecież dzień wcześniej jeszcze były. Wkurzona czekałam na cud. W sobotni wieczór postanowiłam sprawdzić jeszcze raz. Od niechcenia weszłam na stronę. Bilety są! Nie mogłam uwierzyć w to co widzę.  Z drżącymi dłońmi,  w pospiechu wpisywałam wszystkie potrzebne dane. Bałam się, że nagle znikną. Bilety wyświetlił się na monitorze mojego komputera a ja zaczęłam jak oszalałam biegać po mieszkaniu krzycząc: mam! Mam! Udało się!Już dawno nic nie wywarło na mnie takich emocji.
Carlos! Mam bilety! – napisałam wiadomość
-ale jak to? Przecież nie było- wydawał się zdziwiony wcale nie mniej niż ja
– nie było,  ale są- jedziemy na moto GP!
Tej nocy nigdzie nie wyszłam, zamierzałam wcześnie położyć się spać, żeby mieć dużo siły na kibicowanie. Moje emocje były jednak tak duże, że nie mogłam spać. Co chwilę budziłam się myśląc, że to już, a to dopiero środek nocy.
Na dworcu byłam dużo przed czasem. Nie umiałam wyczekać w domu do ustalonej godziny. Już w metrze widać kibiców, którzy tłumie przyjechali wspierać swoich zawodników. Na dworcu zaczęły pojawiać się tłumy przystrojone we wszelkie możliwe gadżety motocyklowe. A ja wciąż nie wierzyłam, że za chwilę tam będę. Kiedy pociąg zaczął zbliżać się do Cheste (tam znajduje się tor motocyklowy) przestałam się odzywać.  Z napięciem czekałam, aż dojedziemy na miejsce.
Podążyliśmy za tłumami do wejścia. Nad nami zaczęły zbierać się czarne chmury. Boże, proszę, niech tylko nie pada. Daj mi chociaż godzinę. Choć przez chwilę nacieszyć się widokiem.  Moje ciche modlitwy i pewnie wszystkich tam zebranych  zostały wysłuchane. Co jakiś czas nad torami przechodziły chmury, ale co najwyżej tylko trochę z nich kropiło.  Niestety nadchodzący deszcz bardzo skomplikował sprawę Lorenzo, który ostatecznie wycofał się z wyścigu.
Weszliśmy na trybuny. Właśnie zaczynał się wyścig moto3. Zawodnicy walczyli do upadłego, często ryzykując, wyprzedzając się wzajemnie i zderzając.  Ostatecznie mistrzem świata został  Alex Marquez, który wyprzedził Jacka Millera zaledwie 2 punktami.  
Moto 2, to zacięta walka Esteve Rabat i Thomas Luthi. W trakcie całego wyścigu ich szanse były bardzo wyrównane, jednak kiedy Rabat był już pewny swojej wygranej, na ostatniej prostej chciał podnieść motocykl na jedno koło i właśnie w tym czasie wyprzedził go Luthi. Nie wierzyliśmy własnym oczom w to, co się stało. To chyba jakiś żart! Jak hiszpański motocyklista mógł odpuścić na ostatniej prostej?
Przyszedł czas na moto1. I wtedy się zaczęło! Widać było podekscytowanie widowni. Tłumy dumnie ubrane w czapeczki i koszulki z wizerunkiem  Valentino Rossiego.  Motocykle wystartowały i dopiero teraz zauważyłam  różnicę, pomiędzy moto1 a moto3. Olbrzymie maszyny prawie zasłaniały zawodników, na zakrętach wydawało się, że motocykle jadą same. Dźwięk silników był tak silny, że co niektórzy zaopatrzyli się w zatyczki do uszu.  Wygrał Marc Marquez. Jest to 13 tegoroczne zwycięstwo Hiszpana. Jeszcze nigdy, żadnemu zawodnikowi nie udało się wygrać 13 wyścigów w trakcie jednego sezonu. Ostatecznie Rossi zajął 2 pozycję.
 Wracaliśmy do domu z tłumami, które tak jak my, chciały się wcisnąć do pociągu. Żałowałam, ze nie mam swojego motocykla i nie mogłam razem z pozostałymi kibicami opuścić toru w dumnej paradzie motocyklowej. Obiecałam sobie, że na kolejne mistrzostwa przyjadę na motocyklu! Walencja spełniła moje kolejne marzenie, obejrzenia na żywo mistrzostw motocyklowych. Już boję się co będzie niedługo! Cała lista marzeń czeka! 
Marc Marquez po wygranej w ostatnim wyścigu
kolejka do wejścia
chmury nad torem w Cheste
kibice czekający na wyścig
wciąż nie wierzyłam, że tam jestem
 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *