Madryt – dom, czy nie dom?

Mój nowy dom. Tylko czy czuję się jak w domu?
Zamieszkałam z Hiszpanem.  Nie jest to żaden problem, gdyby nie to, że on po angielsku ni w ząb. A ja po hiszpańsku prawie tyle samo. J Mój współlokator, w wieku 36 lat poprosił swojego kolegę w tym samym wieku o pomoc. Ivan pokazał mi całą dzielnicę. Wiem już gdzie jest supermarket, apteka warzywniak i wszystko czego potrzebuję. Znam wszystkie okoliczne przystanki i wiem, że Hiszpanie mają dziwne poglądy o na temat Polaków. Ivan zabrał mnie też do centrum i starał pokazać wszystkie najważniejsze zabytki. Według niego każdy kolejny jest piękniejszy. Co chwila pytał mnie jak mi się podoba, a ja…. No cóż. Walencja to nie jest..
W mieszkaniu zimno jak na biegunie. Co  z tego, że jest ogrzewanie, skoro Jaime nie lubi ciepła. Ściany tak cienkie, że słyszę obcasy sąsiadów dwa piętra wyżej. Nawet głośny oddech słychać, nie wspominając nawet o chrapaniu. Wrrrrrrrr
 
……………

może szyneczki?
Czas na uczelnię
 
To był czas, kiedy zrozumiałam po co tak naprawdę tu przyjechałam. Po mentalność. To znaczy nie schowam jej do kieszeni i nie zabiorę do Polski, ale może korzystając z okazji nauczę się nowego spojrzenia na świat. Jeszcze nigdy nie widziałam, żeby Pani sprzątająca na stołówce śpiewała z uśmiechem na całe gardło. Tak o, bo fajna piosenka w radiu.
Mój opiekun na wypełniał moje dokumenty, jakby miał płacone za godzinę.   – Pamiętaj- mówił. – w życiu chodzi o to, żeby wszystko robić spokojnie. Ludzie pędzą niewiadomo gdzie i po co. Nawet nie zauważają, co mają dookoła. A ja tut wszystko powoli. Na wszystko mam czas- Takie niby nic, a sprawiło, że zaczęłam inaczej patrzeć na Madryt i wracałam do mieszkania z uśmiechem na ustach podśpiewując pod nosem. 
 
piękna kamienica
mam chociaż jedno zdjęcie 🙂
CZEŚĆ
 

One thought on “Madryt – dom, czy nie dom?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *