Studenckie życie w Madrycie

Jestem na ostatnim roku, ostatnim semestrze studiów a dopiero teraz poznałam, co to znaczy STUDIOWAĆ. Poznałam smak życia studenckiego ze wszystkimi jego wadami i zaletami. Wszystko to jest dla mnie nowe i niepowtarzalne.  Wstaję rano, na tyle wcześnie, żeby zbyt mocno nie spóźnić się na zajęcia. NA Uczelnię jadę godzinę, więc 2 godziny przez zajęciami jestem już na nogach. Gdy pracowałam, nigdy nie musiałam wstawać tak wcześniej, a teraz… no cóż – studenckie życie.  Próbuję zagotować wodę na kawę, przeszukuję kuchnię, ale nigdzie nie znalazłam czajnika. Korzystam z mikrofalówki. Wstawiam do niej kubek z wodą i ustawiam na 5. To chyba odpowiedni czas. Po minionym czasie wsypuję kawę do kubka i… cała moja kawa kipi na podłogę.  Jak to? Przecież nawet nie bulgotała po wyjęciu. Żałuję, że nigdy nie chciałam nauczyć się obsługi mikrofalówki. Przydałaby się! Uczyłam się innych nie potrzebnych tutaj czynności, jak gotowanie, a nie umiem zagotować wody. Trudno, wypiję kawę na uczelni.
Na zajęciach niewiele rozumiem. Jedni wykładowy nie patrzą przychylnie, drudzy chcą tłumaczyć dla mnie egzaminy, jeśli do tego czasu nie nauczę się hiszpańskiego. A właśnie, że się nauczę! Przez wszystkie lata studiów chyba nigdy nie bolała mnie ręka od pisania, a teraz… muszę zanotować wszystkie słówka, których nie znam. Na kolejne zajęcia nie idę. Nie wydają mi się interesujące, a przynajmniej wykładowcy na takich nie wyglądają. Skoro jestem studentem, to przecież mogę pozwolić sobie na małe „wagary”.  Na stołówce zjadam bacadillo, czyli hiszpańską kanapkę i popijam kawą. Dzisiejszy obiad i kolację mam już z głowy. Przecież nie będę  gotować tylko dla siebie.


Wracam do mieszkania przesiadając się cztery razy nie dlatego, że powinnam, tylko dlatego, że jak do metra wchodził kontroler, to ja z niego wysiadałam i czekałam na kolejne, za to on wysiadał na następnej stacji i wsiadał do tego, którym znów jechałam. I tak co stacja. Nie jechałam na gapę, to znaczy chyba nie jechałam, ale że nie byłam tego pewna, wolałam uniknąć spotkania z tym panem.

Jak na typowego studenta przystało, po zajęciach czas na… muzeum. To pierwsze spotkanie z Erasmusami z mojej uczelni. Poszliśmy do muzeum El Prado, które po 18.00 jest bezpłatne dla zwiedzających. Muzeum bardzo mnie zainteresowało, nawet aż tak bardzo, że po kilkunastu minutach zaczęłam studiować mapę w poszukiwaniu wyjścia. Jeśli nie jesteście miłośnikami obrazów, to możecie je odwiedzić tylko w muzealną pogodę, czyli kiedy pada. W Madrycie podobno nigdy nie pada, jest tak umiejscowiony, że deszcze omija go szerokim łukiem, jeśli już pada, to tylko przez chwilę. 
 
 
 
Erasmusi to tak naprawdę prawie sami Finlandczycy i Anglicy. Są wyjątki z Meksyku, Francji i Polski. Wszyscy młodsi ode mnie. Jak mają nie być młodsi, skoro ja już kończę studia, a oni niedawno zaczęli. Po muzeum poszliśmy integrować się popijając tinto verano (czyli taką polską sangrię) i zajadając tapas. Przy okazji dowiedziałam się, że wynajęłam najtańszy pokój z nich wszystkich. Po tej informacji, nawet zimno w mieszkaniu przestało mi tak mocno doskwierać i zamiast szukać nowego pokoju postanowiłam ogrzewać mój suszarką. Szkoda, że nie mam takiej profesjonalnej o dużej mocy…

Madryt jest piękny

Potrzebowałam kilku dni, żeby uświadomić sobie, że Madryt naprawdę jest piękny. Dotarło to do mnie, kiedy wracałam do domu po tym tinto verano. Wyszłam z pubu i poczułam na sobie lekki powiew wiosennego wiatru. Takiego zapowiadającego ładną pogodę. Postanowiłam nie wracać jeszcze do mieszkania, tylko pospacerować trochę. Szłam zielonymi alejkami i podziwiałam kamienice, fontanny, zabytki, przejeżdżające motocykle i światła, które są niesamowitą ozdobą tego miasta. Moje zwyczajne tempo (małego samochodziku) zamieniłam na prawdziwie hiszpańskie tempo biegnącego ślimaka.  Pomimo tego, że nie ma tu morza, jest to naprawdę piękne miasto. Zobaczcie sami.
 
 
Pionowe Ogrody. Madryt. Partic Blanc.
Dworzec Atoche
 
 

2 thoughts on “Studenckie życie w Madrycie

    1. Studiowałam na Universidad del Juan Carlos w Alcorccon (tam znajduje się wydział psychologii). Oj, to były ciężkie czasy, ale dzisiaj wspominam z uśmiechem 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *