Paryż-ach jak zimno.

Po całonocnym locie wylądowaliśmy w Paryżu. Ledwo wyszliśmy na zewnątrz a już tęskniliśmy za Martyniką. Było 0 stopni, a my tylko w wiosennych kurtkach nie chroniących od zimna. Zostawiliśmy bagaże w hotelu, założyliśmy na siebie wszystko co mieliśmy: spodnie, ciepłe buty, kilka podkoszulków, bluzę…  nic więcej nie zostało a nam dalej tak samo zimno. 
Pojechaliśmy pod wieżę Eiffla, ale nie zainteresowała nas szczególnie. Myśleliśmy tylko o tym jak schronić się przed zimnem. Usiedliśmy w McDonald i popijając kawę przyglądaliśmy się ludziom spacerującym pod Łukiem Triumfalnym oraz ekskluzywnym samochodom co chwila przejeżdżającym pod oknami.
 
To nie był ambitny dzień. Pospacerowaliśmy jeszcze po zadbanych  uliczkach podziwiając kamienice, muzea, kościoły…
Wieczorem wybraliśmy się na salsę do klubu polecanego przez właściciela hotelu. Podobno bardzo sławny klub gdzie często przychodzą gwiazdy . Salsy nie było, gwiazd też nie, ale za to było forro i muzyka na żywo. Forro to taniec brazylijski, coś jakby pomieszanie weselniaka, poleczki, salsy i kizomby i do tego dużo skakania. Mieszanka wybuchowa. My na siłę usiłowaliśmy się wpleść salsę do ich muzyki. Aż jakiś instruktor tańca podszedł do nas i pokazał podstawowe kroki. Coś nowego, coś dla nas.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *