Wodospady Iguazu – jakby jutra miało nie być

Z samego rana Raphael odwiózł mnie na autobus do Sao Paulo. To 6 godzin jazdy. W tym czasie miałam zastanowić się gdzie pojadę dalej. Mogłam wybrać Florianopolis słynące z przepięknych plaż albo wodospady Iguazu. 6 Godzin minęło za szybko. Wysiadłam z autobusu wciąż nie wiedząc co będę robić dalej. Pojawiła się też trzecia opcja- Leo poprosił mnie żebym została dzień w Sao Paulo i wyruszyła jutro. Za długo byłam w Rio więc postanowiłam jechać. Gdzie? Tam gdzie uda mi się kupić pierwszy bilet. Za 20 minut miałam autobus do Iguazu. To tylko kolejnych 15 godzin Jazdy. A tak naprawdę to 17, bo mieliśmy opóźnienie. O 7 rano dojechaliśmy na miejsce. Swoje pierwsze kroki skierowałam do informacji turystycznej. Mapa, dojazd do hostelu który dopiero co zabookowalam, wodospady. Wszystko jasne. No prawie, bo nikt nie był w stanie wyjaśnić mi gdzie dokładnie mam wysiąść aby dotrzeć do hostelu. Pomagał mi cały autobus, który jak w głuchym telefonie przekazywał informacje. W końcu pomógł mi niebieskooki chłopak sprzedający bilety Wskazując odpowiednie miejsce. Nie tylko on miał niebieskie oczy. Przez chwilę myślałam że może w Iguazu jest aż tak dużo turystów jednak po chwili ktoś uświadomił mi, że europejski wygląd miejscowych to sprawa imigrantów których w tym regionie jest bardzo dużo. Eco hostel był jedyny w swoim rodzaju. Położony jest tuż przy wejściu do Wodospadów Iguazu, pośrodku parku krajobrazowego. -Uwaga na pająki i węże -ostrzega napis na drzwiach. Wybrałam te miejsce właśnie ze względu na ciszę i spokój której potrzebowałam po długim pobycie w mieście. Zostawiłam rzeczy i jak najszybciej wyruszyłam by zobaczyć upragnione wodospady. Pogoda nie zachęcała do zwiedzania ale jutro miała być jeszcze gorsza. Doszłam do kasy biletów chwilę przed tłumnie zbierającymi się turystami. To w końcu jedna z najsłynniejszych atrakcji turystycznych Brazylii i Argentyny (wodospady położone są na granicy), uznana za jeden z siedmiu przyrodniczych cudów świata. W tym miejscu rzeka Iguasu spada do rzeki Paraná tworząc przy tym ponad 70 Wodospadów. Najwyższy z nich ma wysokość 82 metrów, czyli jest wyższy od wodospadu Niagara. Bilet wstępu dla obcokrajowców to 56 reali. Obejmuje przejazd autobusem na teren Wodospadów i samo zwiedzanie. Oczekiwałem czegoś bardziej… Różnorodnego a nie przejazdu turystycznym autokarem po nowej szosie. Jak tylko dojechaliśmy na miejsce, zapomniałam o moim dojazdowym niedosycie. wystarczyło dać kilka kroków by moim oczom ukazał się przecudowny widok na wodospady. To ten widok na który nie ma słów. Przede mną rozległa równina do której z hukiem wpadała woda ze wszystkich możliwych stron tworząc olbrzymią pianę. Słońce które zaczęło wyglądać zza chmur stworzyło unoszącą się nad wodą tęczę. Z miejsca w którym się znajdowałam widać było argentyńska stronę. Korzystając z pożegnalengo prezentu od R- lornetki- mogłam dostrzec spacerujących tam ludzi i powiewającą flagę -to moja ziemia obiecana. 🙂DSC_13941 Tak naprawdę widok, jaki ujrzałam był dopiero początkiem Wodospadów. Teraz czekał mnie godzinny spacer wzdłuż rzeki i walka z turystami o miejsce na zrobienie zdjęcia. Wąska ścieżka co jakiś czas odbijajała od brzegu by wprowadzić nas nad rzekę. To okres pory deszczowej, więc cały zbiornik był zapełniony robiąc niesamowite wrażenie, jakby kładka miała nie wytrzymać siły z jaką napierała na nią woda. Z kładki, był widok na wodospad diabla, to właśnie największy 82-metrowy wodospad. Przy takiej sile żywiołu człowieku czuje się całkiem bezbronny. Niektórzy mówią, że wodospady Iguazu są zbyt komercyjne aby je oglądać, ja jednak uważam, że to jedno z najpiękniejszych miejsc jakie widziałam, do którego nie przyczyniła się ludzka ręka i chętnie jeszcze kiedyś odwiedzę stronę argentyńską.Po wizycie na wodospadach miałam niedosyt, nie dlatego ze nie były piękne ale dlatego, że czasami takie chwile chciałoby się z kimś dzielić.a ja byłam sama. Aby sama ze sobą uczcić tę chwilę, wybrałam się do miasta na lunch. Na przystanku siedział chłopak z ciemna karnacja i czarnymi oczami jednak rysami twarzy, które mogłyby wskazywać również na jego europejskie pochodzenie. -Hey- powiedział z uśmiechem. R. Jest brazylijczykiem. On tak jak ja postanowił zobaczyć wodospadu i nie Przeszkadzało mu to, że wrażenia musi zatrzymać dla siebie. Jest strażakiem, dlatego że to zawód zaufania, uwielbia to co robi. Ma też dużo wolnego czasu co pozwala mu na podróżowanie. Poszliśmy zjeść wspólny obiad i pomimo tego, że poznaliśmy się pół godziny wcześniej czuliśmy się jak starzy znajomi, opowiadając o swoich przeżyciach. R uwielbia tańczyć więc udało mi się namówić go na uliczne lekcje brazylijskiego tańca. Na jego koszulce widniał napis – żyj, jakby jutra miało nie być– Zawsze myślę o jutrze, ale jakby jeden z dni mojej wyprawy był ostatnim dniem mojego życia, byłabym pewna, że moje życie było naprawdę szczęśliwe.

DSC_13531

DSC_14071

DSC_13821

 PicsArt_11-27-02.57.451

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *