Rio de Janeiro – spelnione marzenie

Pamiętam jak dziś, kiedy pierwszy raz oglądałam bajkę Rio. Siedziałam wtedy w warszawskim kinie z otwartą buzią wpatrując się w gadająca papugę która nie umie latać. Ale to nie o papugę chodziło, tylko o miasto, które urzekło mnie swoimi kolorami i tańcem bez którego brazylijska kultura nie istnieje. Pamiętam również, że tego dnia postanowiłam: kiedyś pojadę do Rio tańczyć sambę. Postanowienie nie zostało wpisane na listę marzeń ale za to wyryte w głowie tak głęboko, że nieświadomie postępowałam tak, aby znaleźć się tu jak najszybciej.
Nieświadomie, bo świadomie mówiłam sobie, że Brazylia musi jeszcze trochę na mnie poczekać. Po pierwsze dlatego, że zdecydowanie wolę zwiedzać kraje, jeśli mówię w miejscowym języku a moje kilka słów po portugalsku nie jest jeszcze jego znajomością. Po drugie dlatego, że Brazylia uważana jest za jeden z najniebezpieczniejszych krajów świata – kradzieże, napady, porwania, zabójstwa… Długa lista niebezpieczeństw bardzo wyryła mi się w pamięci. Nie zachęcała do podróży.
Pamiętam również, że w ostatnim tygodniu mojej podróży po Peru znalazłam w hostelu brazylijskiego reala. Wtedy znów przypomniało mi się Rio i jego magiczny klimat. Kiedy w promocyjnej cenie znalazłam bilety do Brazylii, pomimo tego, że miałam lecieć do Argentyny, nie zastanawiałam się nawet przez chwilę. Rio przybywam!!!!
Pomimo nocy spędzonej w autobusie i deszczu za szybami moje podekscytowanie wale nie opadło. Kiedy wjeżdżaliśmy do miasta, jak dziecko siedziałam przyklejona do szyby autobusu wypatrując znanych widokow. Zamiast tego za oknem miałam tylko przemysłowe dzielnice i favele. Za oknem mijały mi kolorowe domki przypominając mi wszystkie niebezpieczne historie z tej stolicy samby. Napady, zabójstwa, porwania, gwałty… jeszcze raz powtarzałam je sobie w myślach. To wszystko wydarzyło się tutaj. W mieście, do którego właśnie przyjechałam i w którym już się zakochałam, sama nie wiem dlaczego.
Autobus przyjechał z 20 minutowym opóźnieniem. Na szczęście mój Couch wytrwale na mnie czekał. Pojechaliśmy do mieszkania znajdującego się w centrum Rio – w dzielnicy Lapa. To jedna z najbardziej rozrywkowych dzielnic miasta. Dzięki temu będę miała blisko do samby. Z mieszkania położonego na 14 piętrze rozciągał się widok na stare miasto. M oprowadził mnie po nim palcem rekomendując rzeczy do zwiedzenia. Mówił gdzie spokojnie mogę iść, gdzie lepiej nie.

Pogoda wciąż nie zachęcała do zwiedzania miasta, jednak pojechaliśmy zobaczyć okolice zza szyby samochodu. Przejeżdżaliśmy przez szerokie drogi prowadzące przy nigdy niekończących się plażach, przez wąskie uliczki wyłożone kostką (która przywieźli tu Portugalczycy w zamian za złoto) wijące się w górę pomiędzy przepięknymi zabytkowymi domkami. Mijaliśmy wieżowce które tuż obok siebie miały niebezpieczne favele. Pomimo deszczu wjechaliśmy na jeden ze szczytów, aby zobaczyć miasto z góry. Tym razem widać było wszystkie najsłynniejsze plaże w Rio: copacabana, Ipanema.. Paoi de Azucar. Stanęłam oniemiała widokiem. Miasto położone na wzgórzach otoczonych wodą… Wszystko to, co miałam w swojej wyobraźni teraz stało się rzeczywistością.
Na górze nie grali muzyki, ale ja słyszałam ją całą sobą. Wiedziałam, że ulice Rio rozbrzmiewają jej dźwiękami i tylko nie tylko na filmach… Niebawem mogłam się o tym przekonać.
Zaczęło lać, allemy niewiele się tym przejmując pojechaliśmy do Sao Conrado. To przepiękne plaże znajdujące się w małych zatoczkach położone za Rio. Te bardziej komercyjne niewiele mnie interesowały. Wolałam poznać miejsce, gdzie chodzą miejscowi. Tu turyści na pewno się nie zapuszczają, bo nie można dojechać autobusem.
W drodzę powrotnej spałam. Byłam zmęczona. Nie tylko nieprzespaną nocą, ale również emocjami wywołanymi z powodu Rio. M dobrze wiedział jak mnie obudzić. – chcesz prowadzić- zapytał nagle.
Momentalnie otworzyły mi się oczy. – jasne, że chcę- powiedziałam zapominając o tym, że nie mam przy sobie żadnego dokumentu i że wypiłam już jedno piwo, a w Brazylii dopuszczalny limit alkoholu to 0,00%.
Wsiadłam za kierownicę i zaczęłam moją nową wyprawę po Ro.
-witaj na wojnie- powiedział Manu. Wtedy jeszcze nie wiedziałam co miał na myśli, jednak już za chwile zgadzałam się z nim całkowicie….

 

IMG_06681

IMG_06611

One thought on “Rio de Janeiro – spelnione marzenie

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *