Kanion Colca – gdzie te kondory?

Pobudka o 2 nad ranem, zaspana biorę plecak, mapę i bilet. Wychodzę z Andresem przed dom złapać taksówkę. Po wejściu do niej Adres zapisuje nr rejestracyjne i głośno prosi, żebym zadzwoniła, jak dojadę. Wszystko dla mojego bezpieczeństwa.
Wyprawa na Kanion Colca do najtańszych nie należy. Cena jednodniowej wycieczki to ok. 150 dolarów. Jak ktoś dobrze poszuka, może jechać za 70 soli, ale wtedy sam musi kupić bilet za kolejne 70. To nie mała kwota. Ja musiałam kupić tylko bilet na autobus, który kosztował 17 soli w jedną stronę. Dlaczego? Bilety wstępu do Kanionu Colca wystawiane są na 10 dni, bo przecież mało kto jedzie tam tylko na jeden dzień. Kuba z Anetą już tam byli, więc postanowili podarować mi jeden ze swoich biletów. Nawet nie zamierzałam odmówić. – powiesz, że byłaś kilka dni temu, ale nie widziałaś kondorów i wróciłaś, żeby je zobaczyć- planowaliśmy moją wymówkę, jak zapytają, dlaczego wracam po kilku dniach. – a może lepiej kupić bilet-pomyślałam, wiedząc, że w kłamstwach nie jestem najlepsza. Tak naprawdę indywidualny turysta nie ma obowiązku płacenia za wstęp. Zawsze płaci, bo nikt tego nie wie, ale nie ma prawa nakazującego tej opłaty. Kuba z Anetą nie zapłacili całej kwoty biletu. Po półgodzinnej sprzeczce dostali specjalne bilety (dla studenta z Argentyny i miejscowego Peruwiańczyka). Ja dostałam ten z Argentyny. Ciekawe co zrobię, jak mnie zapytają o pochodzenie. Może i mam dziwny akcent, ale że argentyński? Na pewno nie! – Nie przejmuj się- pocieszył mnie Andres. Te pieniądze idą na promocję kanionu, a tak naprawdę to na wycieczki i noclegi w luksusowych hotelach. …
Wsiadłam do autobusu, szybko zawinęłam się w śpiwór i chciałam zasnąć. Przede mną kilka dobrych godzin jazdy. Nic z tego! Dosiadł się do mnie student, jadący na praktyki do Chivay, miejscowości położonej nad Kanionem. Zaczął o wszystko wypytywać, o moje podróże, Europę, Hiszpanię, co mógłby eksportować z Peru… Po godzinnej rozmowie przeprosiłam i poszłam spać. Obudziłam się w międzyczasie. Przejeżdżaliśmy przez punkt wysokości ponad 4000 m, za oknem śnieg. To najwyższe miejsce, w jakim byłam, nie licząc lotu samolotem, a nawet nie mogłam na chwilę wysiąść. Nie czułam choroby wysokościowej. Już wiem, że chyba jej nie mam, bo w żadnym poprzednim miejscy, poza zmęczeniem nie miałam innych objawów.
Dojechaliśmy do Chivy. Wiedziałam, że już tutaj będą mnie pytać o bilet. Starszy mężczyzna wszedł do autobusu. Ze sprawnością wyszukiwał twarzy turystów, zresztą nie było ich dużo, poza mną tylko jeszcze jeden mężczyzna. – Ma pani bilet?- zapytał bez upewniania się gdzie jadę. – tak oczywiście, już pokazuję — usiłowałam udawać pewną siebie. Wyjęłam z plecaka pognieciony bilet z pieczątką sprzed 4 dni. – wracam, bo nie udało mi się zobaczyć kondorów, mam nadzieję, że dzisiaj będę miała więcej szczęścia -uśmiechnęłam się do niego. Mężczyzna popatrzył na bilet, sprawdzając datę i miejsce sprzedaży. – na przyszłość proszę o wpisanie nazwiska, jeśli będzie pani wracać -oznajmił i oddał mi bilet.
Ach, udało się. Jeśli on go zaakceptował, to dalej nie będę miała już problemów. 70 soli zaoszczędzone.
Jechaliśmy dalej. Tym razem mieliśmy dwie godziny jechać przez góry. Mijaliśmy małe wioski, piękne góry i wulkany. Bałam się o pogodę, ale od rana świeciło piękne słońce, oby tylko się nie zmieniła. Wąska droga przez góry i sposób jazdy kierowcy przyprawiały mnie o mdłości. Wczoraj widziałam informację, że 30 osób zginęło w wypadku autobusowym w Peru. Tutaj jest to nagminne, kierowcy jeżdżą zdecydowanie za szybko, albo co gorsze, za szybko i po alkoholu. Miałam nadzieję, że dojadę cała. Jechaliśmy wzdłuż kanionu, który był olbrzymi, nie mogłam sobie wyobrazić, dlaczego odkryto go tak późno. W  1981 roku Polacy (tak, Polacy!) odkryli kanion Colca, a tak naprawdę to przepłynęli go kajakiem. (koanion uważany jest za największy kanion na Ziemi).

IMG_66271 — kopia
Jechaliśmy autobusem wypełnionym miejscowymi ubranymi w tradycyjne stroje z tego regionu.
Na placach chusty z dziećmi bądź rzeczami na sprzedaż, w rękach koszyki… czułam się trochę, jakbym przeniosła się w czasie, ale nie, oni w XIX w żyją sobie właśnie tak. Zapytałam kobietę siedzącą obok, czy daleko jeszcze do Cruz del condor. – pół godziny-odpowiedziała. Po pół godziny nie było ani Krzyża, ani kobiety. Zapytałam kolejną osobę. – 20 minut-oznajmiła. Po 20 minutach wciąż jechaliśmy i nic nie oznajmiało dojazdu na miejsce. Kolejne pytanie- 15 minut – usłyszałam odpowiedź. Tym razem po 10 minutach zaczęliśmy wjeżdżać w mgłę. O nie! Przecież w takiej mgle nie zobaczę ani kanionu, ani żadnego kondora. Zbliżała się 9, to czas, kiedy kondory wzbijają się w powietrze. – Cruz del Condor- krzyknął kierowca. Wysiadłam próbując dostrzec cokolwiek w gęstej mgle. Pierwsze co zobaczyłam, to biletowego zmierzającego w moim kierunku. Już bardziej pewna siebie podałam mu swój bilet. – nie widziałam kondorów, ale nie wiem, czy dzisiaj uda mi się je zobaczyć-oznajmiłam szczerze- myśli Pan, że pogoda jeszcze się zmieni? – zapytałam.

– nie sądzę- usłyszałam w odpowiedzi. Mężczyzna oddał mi bilet, uśmiechając się pod wąsem. Rozejrzała się jeszcze raz. Zamajaczył mi krzyż i kilka postaci we mgle. Pomaszerowałam w ich kierunku. Dookoła nic więcej nie mogłam dostrzec. Żadnego kondora, żadnego wzgórza, tylko biała mgła. Zrezygnowana IMG_66541 — kopiausiadłam na murku-będę czekać. Siedziałam tak i oglądałam przyjeżdżających turystów ze zorganizowanymi wycieczkami. Mieli tak samo posępne miny, jak ja, tylko że oni zapłacili po 150 dolarów za dzień. Gdybym zapłaciła taką kwotę i nic nie zobaczyła, byłabym mocno wkurzona.
Po prawie dwóch godzinach czekania, kiedy mgła wcale nie opadła, postanowiłam zrezygnować. Wróciłam na przystanek autobusowy,  zapytałam pracowników o najbliższy autobus- za 2 godziny. cooo? A miał być co godzinę. Co mam teraz robić we mgle przez dwie godziny?
Znów usiadłam na murku zrezygnowana. – jeśli chcesz, to możesz jechać z nami- usłyszałam przyjazny głos dziewczyny-tylko zjemy i możemy jechać. Jasne, że chciałam! Para z Arequipy wybrała się do Kanionu Colca na jeden dzień, tak naprawę mogłabym ich zapytać, czy mogę z nimi wracać, ale w Arequipie nie miałam zdanego zajęcia, chciałam zostać w Chive i jeszcze trochę pozwiedzać.
Zjeżdżaliśmy powoli. Kondor, kondor-krzyknął chłopiec, który z nami jechał. Faktycznie, tuż nad nami, szybował kondor. Przynajmniej jednego udało nam się zobaczyć.

Wróciliśmy do Chive  i znów zostałam sama. Dookoła mnie małe miasteczko i niewiele do zwiedzania.
Miałam czas do autobusu, więc udałam się na miejscowy market. Tam poza jedzeniem i tanią chińszczyzna, również nie znalazłam nic ciekawego. Za to tuż obok marketu znajdowała się aleja gwiazd.. a tak naprawdę aleja z pomnikami symbolizującymi tradycyjne peruwiańskie tance. W końcu coś dla mnie. Spędziłam tam godzinę fotografując monumenty i studiując historie każdego tańca. W międzyczasie zadzwonił do mnie student, którego poznałam a autobusie. – Co robisz- idziemy pływać? – Zapytał. Przecież ja nie miałam stroju kąpielowego. Nic nie szkodzi, mogę go wypożyczyć.
Pojechaliśmy do Aguas Calientes, z których słynie okolica. Weszłam do gorącej wody i zdecydowanie chciałabym tam zostać. Tak bardzo brakowało mi ciepłej wody, przez te wszystkie dni podróży, a tu mogę spokojnie odpocząć i się wymoczyć. : )
Student musiał wracać na zajęcia, a ja zostałam jeszcze chwilę. -do zobaczenia kiedyś w Walencji-powiedział na pożegnanie — może otworzymy wspólną firmę- dorzucił.

 

IMG_66711

IMG_66681

IMG_66641

IMG_66611 — kopia

IMG_66501 — kopia

 

IMG_66491 — kopia
IMG_66401 — kopia

IMG_66371 — kopia

IMG_66331 — kopia

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *