Arequipa – białe miasto

Arequipa to białe miasteczko. Przewodniki głoszą, że swój przydomek zawdzięcza domom pomalowanym na biało, jednak miejscowi, że to wcale nie o domy chodzi, ale o białych ludzi, którzy bardzo upodobali sobie miasto położone pomiędzy górami i wulkanami. Jego kolonialny styl i połączenie wciąż zaściankowej kultury mieszkańców daje niesamowite wrażenie.
Pewnie nie pojechałabym do Arequipy, gdyby nie Kanion Colca. Wymyśliłam sobie, że koniecznie chcę tam jechać i zobaczyć kondory.
Z Puno do Arequipy jest 6 godzin jazdy autobusem. Aby jechać na kanion należy wyjechać z Arequipy o 3 rano. Wyliczyłam, że jeśli wyjadę z Puno o 8, to idealnie będę mogła rano jechać do kanionu. Nie przewidziałam tylko dwugodzinnego opóźnienia autobusu. Dwie godziny to przesada. I co ja mam teraz robić o 4 rano w Arequipie, uchodzącej za bardzo niebezpieczne miasto. Napisałam do mojego CS z wyjaśnieniem sytuacji i pytaniem, czy mogę przyjechać do niego o 7 (nie chciałam go budzić, najwyżej 2 godziny posiedzę na dworcu). Nie ma mowy, przyjeżdżaj od razu, otworzę Ci drzwi – otrzymałam szybką odpowiedź. Weź taksówkę albo jak chcesz, to po Ciebie przyjadę – napisał Andres.
Po nocy spędzonej w autobusie, z moim dużym plecakiem na kolanach dojechałam o 4 rano do Arequipy. Dworzec był straszny, nawet godziny nie chciałabym tam spędzić.
Jak najszybciej wzięłam taksówkę, przepłacając jak zwykle, pomimo mojego uporczywego targowania się. Dojechaliśmy na miejsce. Taksówkarz nie odjechał, dopóki nie upewnił się, że weszłam do domu. Drzwi otworzył mi nie Andres, a Kuba.. taki najprawdziwszy polski Kuba. On i jego dziewczyna właśnie podróżują po Peru. I akurat spotkaliśmy się w tym miejscu.
Cicho weszłam do pokoju i szybko zasnęłam.
Obudziłam się po 2 godzinach, ach, czy ja kiedyś przestawię na miejscowy czas.
Do pokoju zajrzał Andres. Czterdziestikilkuletni peruwiańczyk z wiecznie uśmiechniętymi oczami. – wszystko ok? – zapytał. Nie obudziłaś mnie rano, więc myślałem, że nie przyjechałaś. Zeszliśmy na śniadanie. – jadłeś już? – zapytałam. Jeśli nie, to ja przygotuję coś. Wyruszyłam w poszukiwaniu składników. Na ulicy było tłoczno. Kolorowe stragany sprzedające kanapki i soki. Ja chciałam sama przygotować. Pół godziny chodziłam w poszukiwaniu chleba i w końcu się poddałam. Kupiłam gotowe śniadanie. Andres zaśmiał się z mojego gotowania, ale zrozumiał, że faktycznie mogłam mieć problem z zakupem podstawowych składników w jego dzielnicy. On mieszka tu od zawsze, małe domki na przedmieściach Arequipy. W okolicy tylko miejscowi, jeśli pojawiają się obcokrajowy, to zazwyczaj są to rodziny miejscowych,  którzy wyjechali do innych krajów…

Zjedliśmy śniadanie i razem z Kubą i jego dziewczyną – Anetą- wyruszyliśmy zwiedzać miasto. IMG_65711 — kopiaZdecydowanie nie musiałam szukać przewodnika, bo Andres właśnie tak pracuje. Styczeń nie jest miesiącem turystycznym w Arequipie, więc ma czas, żeby nas oprowadzić. Zwiedziliśmy wszystkie kościoły i muzea, wszystkie kolonialne domy, które dziś są własnością banków. W każdym miejscy Andres spotykał znajomych.
Na ulicach były tłumy. Ludzie chodzący we wszystkich kierunkach, wiecznie trąbiące samochody, stragany i to wszystko pomiędzy białymi domami umieszczonymi w dolinie pomiędzy górami i wulkanami. W Arequipie jest ponad 30 kościołów, jednak jej mieszkańcy nie należą do głęboko wierzących. Być może dlatego, że rządy hiszpańskie szczególnie dały się tu we znaki….
Zaczęło padać, najpierw drobny deszczyk, później większy i większy… No pięknie, to po zwiedzaniu.
Mieliśmy wyjść wieczorem ale w taką pogodę zgodnie stwierdziliśmy, że wolimy zostać w domu, szczególnie dlatego, że rano musimy wcześnie wstać. Ja o 2, bo wyruszam zobaczyć Kanion Colca, a Kuba i Aneta idą zdobywać wulkan..

 

 

 

 

IMG_65741 — kopia

 

IMG_65451 — kopia

IMG_65421 — kopia

 

 

IMG_65151 — kopia..

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *