Bezpieczeństwo w podróży, czyli jak straciłam telefon w Barcelonie


Połowa stycznia to zdecydowanie nie jest szczyt sezonu w Barcelonie. Pomimo to, na ulicach ludzi nie brakowało. To miała być tylko dwudniowa wizyta, tydzień przed moją wielką wyprawą. Bez pakowania, bez wydawania wielkich pieniędzy no bo teraz przecież muszę oszczędzać jak nigdy. Twardy budżet ustalony.

Wyjechałam z Walencji o 2 w nocy. W autobusie nie zmróżyłam oka, bo przecież do spania potrzebuje idealnej ciszy, a trudno o nią jeśli co chwilę ktoś wsiada i wysiada. Po 5 godzinach jazdy, o 7 rano dojechałam do Barcelony. Zmęczona ale szczęśliwa, bo przecież jechałam tam na spotkanie z moją Anetką.

Barcelona słynie z kradzieży, chyba każdy mój znajomy został tam okradziony, tylko ja myślałam, że przecież mi sie to nigdy nie zdaży – w końcu jestem ostrożna, tyle podróżuję po świecie i jeszcze nic mi nie zginęło. To miał być też test przed wyprawą. Słysząc o notorycznych kradzieżach na trasie mojej podroży zaczęłam sie obawiać o mój cały dobytek, który przecież będzie tylko w jednym plecaku.  Z tego powodu postanowiłam w Barcelonie  być szczególnie ostrożna. Nie byłam.

Poniedziałkowa promocja w 100 montaditos zaprowadziła nas tam na szybki lunch. Jedzenie, plotkowanie, oglądanie zdjęć na telefonie. Położyłam go przed sobą na stoliku. Nigdy go tak nie kładłam. Zazwyczaj telefon schowany był głęboko w torebce i nie używany podczas spotkań ze znajomymi. Tym razem moja głowa rozbujana w chmurach co chwilę sprawdzała go leżącego przede mną.

Zbierałyśmy sie do wyjścia. Sięgnęłam po telefon, jednak nie znalazłam go na swoim miejscu. Szybko przeszukałam stolik, torebkę i cały bagaż, mając nadzieje ze może z roztargnienia zapomniałam, że go tam schowałam. Nigdzie go nie było.

W głowie przypominałam sobie całą sytuację i wiedziałam już co się z nim stało, wiedziałam też, że go nie odzyskam. W głowie miałam tylko pomarańczowe adidasy wychodzące ze spokojem z restauracji.

Siedziałyśmy przy stoliku, lokalu chodziła młoda cyganka prosząc o pieniądze.

Podeszła do naszego stolika kładąc na nim kartkę z jakimś napisem. Odwróciłam głowę nie przejmując sie nią. Nie dałam jej pieniędzy. Nigdy nie daję,  bo uważam ze nie jest to sposób na rozwiązanie ich problemów. Cyganka kilka razy powtórzyła swoją prośbę ale nie słysząc moją kolejną odmowę zrezygnowała. Wzięła swoją kartkę i dumnym krokiem ruszyła w stronę wyjścia.

Dopiero teraz zwróciłam na nią uwagę.

-żebrze, a na nowe adidasy ja stać- skomentowałam jej nowe pomarańczowe buty. Do tego obcisłe leginsy i jasna bluza. Na ulicy nigdy nie pomyślałabym, ze taka osoba żyje z żebrania. Juz wiem, ze nie z tego żyje. Adidasy zniknęły w drzwiach a wraz z nimi mój telefon.

Wiedziałam ze jest za późno. Poprosiłam jednak , obsługę o sprawdzenie kamer. Mamy kamery ale one nie działają- usłyszałam w odpowiedzi.

Wyszłyśmy na ulicę, na Rambli było dużo osób. Zamiast na twarze przechodniów  patrzyłam na buty. przecież takie adidasy z daleka można zauważyć. Ach, czemu ja wcześniej tego nie zauważyłam.

Chodziłyśmy przez chwilę szukając tej dziewczyny. Na ulicy zauważyłam dwie stare cyganki, zaczęłam je śledzić, ale wiedziałam, że nie ma to najmniejszego sensu. Zrezygnowana udałam sie na komisariat policji, który akurat znajdował sie przy najbliższej stacji metra. Wszyscy policjanci płynnie mówiący po angielski i do tego kolejka interesantów… każdy z tym samym problemem co ja… bo przecież w Barcelonie to nagminne. Jednej dziewczynie wyrwali telefon z kiedy jak przez niego rozmawiała, byli na rowerze i uciekli. Nie ma szans na znalezienie. Chłopak podpisujący protokół, zapytał po co to wszystko. -jakbyśmy znaleźli telefon to go rozpoznamy- odpowiedział policjant- ale to nie zdaża sie zbyt często- uśmiechnął sie smutno

Złożyłam zeznania, podpisałam sie i wyszłyśmy do najbliższego salonu orange. Tam znowu anglojezyczna obsługa. Po  chwili miałam juz nową  kartę sim. Ale co z tego, skoro mój prawie nowy telefon jest już jest czyjąś własnością.

Przez kilka dni przygotowywałam go do wyjazdu instalując niezbędne aplikacje, zabezpieczenia i dostępy do kont bankowych.  Z powodu utraty telefon nie zrezygnuje z wyjazdu życia, ale na pewno nie było to mile jego rozpoczęcie.

Później dowiedziałam się od znajomych, że to nagminny sposób na kradzieże w Barcelonie i nie tylko mi się to przydarzyło. Moje chwilowe roztargnienie dało mi nie małą nauczkę. Niestety.

 

IMG_39642

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *