Kubański autostop; w drodze do Hawany

Zanim zaczniesz czytać, włącz muzykę. To ona prowadzi mnie w podróży.

-zamierzasz jechać autostopem? Czym? – moja gospodyni zdziwiła się słysząc o moim planie dotarcia do Havany – przecież z dworca odjeżdża Via Azul, za 8 dolarów będziesz na miejscu.

Via Azul to jedyna firma transportowa na Kubie, która oficjalnie przewozi turystów. Poza tym, że jest droga, nie daje możliwości poznania kubańskiej kultury – bo żadnego kubańczyka się w niej nie uświadczy.  Oni przemieszczają się wowa – autobusami dla miejscowych. Żeby kupić bilet na wawa należy okazać kubański dowód.

Dowiedziałam się też, że istnieją camiones – stare, amerykańskie ciężarówki przerobione na autobusy. Nikt w nich nie sprawdza dokumentów. Za to są niewygodne – te lepsze mają wstawione siedzenia od autobusów, te gorsze mają metalowe deski zamiast siedzeń – w obydwu opcjach za okna służą powycinane dziury bez szyb, w czasie deszczu zakrywane plandeką któ®a i tak przemaka.  Kierowcy camiones widząc rzadko pojawiających się turystów tak strasznie zawyżają ceny (strasznie oznacza od 5 do 40 razy!!!). Nie chcesz płacić – nie jedziesz.

Są jeszcze taksówki, ale nad tym nawet nie będę się rozwodziła, wiedziałam, ze mnie na nie stać i tyle.

Chce podróżować a cubano – po kubańsku – powiedziałam uparcie  pomimo tego, że wiele razy słyszałam, że autostop na Kubie nie istnieje.DSC_10341

– My nie jeździmy autostopem  (hacer la botella) – powiedziała do mnie- tutaj za każde podwiezienie się płaci.

Nie ugięłam się pod jej naporem,  zarzuciłam na placy cholernie ciężkie plecaki i wyruszyłam w kierunku drogi.

-pamiętaj, że na Kubie są dobrzy i źli ludzie , niech Cię Bóg błogosławi – pożegnała się ze mną gospodyni domu wskazując drogę do Hawany.

– Teraz to dopiero będę miała przygodę – mówiłam sama do siebie (naprawdę mówiłam) z daleka widząc biegnących w moim kierunku kierowców bryczek,  mających nadzieje na opłacalny dla nich kurs.

– Gracias- odpowiadałam na każde zawołanie, z uśmiechem z każdą sekundą ucząc się do nich coraz większego dystansu.

Przeszłam przez drogę upewniając się, że nie pomyliłam kierunków. Na poboczu stało kilka osób, które wyglądały, jakby zamierzały zrobić to samo, co ja.

Kubańczycy stali wzdłuż ulicy, machali ręką zatrzymując autobusy. Wsiadali do nich jakby nigdy nic i odjeżdżali patrząc na mnie dziwnie.

Z wielką nadzieją wyciągnęłam rękę i podniosłam kciuk przyglądając się nadjeżdżającym samochodem. Wzbudzałam zainteresowanie kierowców. Niektórzy na mój widok zwalniali, oglądali się, wysyłali całusy… żaden jednak się nie zatrzymywał.

Wiedziałam, że zawsze mogę pójść na autobus, jednak miałam jeszcze dużo czasu, postanowiłam poczekać.

Po chwili minął mnie pusty autobus, który zatrzymał się na poboczu. Nie wzbudził mojego zainteresowania i nawet nie bardzo zważałam na trąbienie kierowcy, dopiero kiedy zaczął cofać, zdecydowałam się podejść.

 

 

 

 

 

W autobusie siedział tylko kierowca.

-jedziesz do Hawany? – zapytałam

– nie, ale jadę do Matanzas, to w połowie drogi. Zabiorę Cię za 5 CUC – powiedział

-jesteś szalony? – zaśmiałam się, przecież via azul do Havany kosztuje 8 CUC, poczekam tutaj

Kierowca skrzywił się – ile chcesz dać?

– Dam ci 3 – rzuciłam nie wiedząc, czy robię dobry biznes. Zawsze będę trochę bliżej mojej upragnionej Hawany.

Nie śpieszyło mi się, chciałam tą podróż odbyć w spokoju, jednak dzisiaj piątek – a skoro weekend, to na pewno tańczą, nie mogłabym tego przegapić.

– podróżujesz sama? – zapytał kierowca nie ukrywając zdziwienia.

– widzisz, nikt nie chce ze mną podróżować –zażartowałam. A tak poważnie, to ja kocham podróżowanie samemu, dzięki temu poznaję lepiej kulturę.

-Masz szczęście, że możesz podróżować, my nie możemy. Zamknęli nam granicę ze Stanami i teraz nawet na wakacje nie możemy wyjechać. Zresztą i tak nas nie stać.- żalił się

– a taniec? Ty coś tańczysz? – zapytałam z nadzieją, że w końcu znajdę jakiegoś tancerza.

– Ja, nie! Ja nie tańczę – zaśmiał się. Nie mam czasu na taniec, pracuję tyle godzin, że nie wiem kiedy jeszcze miałbym tańczyć.

– jakie jest życie na Kubie ? – zadałam drugie z mojej listy pytań.

– Ciężkie. Kubańczyk nigdy nie ma wystarczająco pieniędzy na to, co mu potrzebne. Kupuje ryż, kończy mu się fasola, zawsze czegoś brakuje. Tak naprawdę kubańczyk nie potrzebuje dużo, tylko pracy i odpowiedniego wynagrodzenia. To co dostaje to stanowczo za mało. No i wolności, bo jak to może być, że do stanów nie można wyjeżdżać – powtórzył, jakby brak możliwości wyjazdu do USA był największym kubańskiem problemem.

– A Fidel? Niedawno umarł. To dobrze czy źle dla Kuby? – zapytałam

– niedawno umarł Fidel, tak.

-Ale co to oznacza dla Kuby? Przecież rządził tyle lat. A Teraz jest jego brat? Czy coś się zmieni?

– Fidel rządził straszne długo, jeszcze jak ja byłem dzieckiem. A Teraz jest jego brat, ale on an pewno też będzie długo – unikał jakiejkolwiek odpowiedzi na pytanie.

Wiedziałam już, że Kubańczycy boją się mówić o swoich poglądach. Obawiają się, że ktokolwiek mógłby wydać ich policji. Przez tyle lat stali się mistrzami dyplomatycznego unikania tematu.

Podwiozę Cię w miejsce, gdzie będziesz mogła złapać wawa do Havany, albo dalej stanąć na drodze.

Kierowca wysadził mnie na skrzyżowaniu dróg, wskazując tę właściwą.

-Bien viaje por Cuba – (udanej podróży po Kubie)- powiedział na pożegnanie.

Zrzut ekranu (170)

Rozejrzałam się dookoła. Zanim znów zaczęłam łapać stopa wolałam jednak upewnić się, że stoję na właściwiej drodze. W małej uliczce stał stary autobus .  Przy wejściu do niego dwóch mężczyzn zacięcie o czymś dyskutowało.

– Perdon (przepraszam) – podeszłam do nich niepewnie. Czy ta droga prowadzi do Hawany? Muszę się tam szybko dostać – uśmiechnęłam się – będę łapała stopa.

– mężczyźni przerwali rozmowę – po co masz łapać stopa ta wawa jedzie do Hawany.

Wiedziałam już, że turyści nie mogą jeździć miejscowymi autobusami.

– A mogę nim jechać? Ile kosztuje?  – zapytałam niedowierzając

– on jest kierowcą – wskazali na innego mężczyznę

-podeszłam z wielkim uśmiechem na ustach przygniatana już przez mój plecak .

– mogę jechać do Hawany? – zapytałam najmilej jak umiałam

– Claro (oczywiście) – odpowiedział kierowca.

– a ile kosztuje bilet? – dodałam oczekując jakiejś znaczniei zawyżonej kwoty

– 20 – powiedział

-20 czego? – Zapytałam wiedząc, że 20 CUP a 20 CUC to przeogromna przepaść.

-20 cubanos – odpowiedział. (to mniej niż 1 dolar).

Nie wahałam się ani przez chwilę, zanim zdążył zmienić zdanie wpakowałam się do autobusu zajmując ostatnie wolne miejsce.

P10206891

3 thoughts on “Kubański autostop; w drodze do Hawany

  1. Chyba coś Ci się pomyliło?? Z Varadero do Hawany przez Cienfuego? I na dodatek to zbliża do Hawany? Na pewno byłaś na Kubie?

    1. hej! No masz racje, w życiu nie dojechałabym tak szybko przez Cienfuegos. Jechałam przez Matanzas, ale nazwy mi się pomyliły. :)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *