Europejski zlot motocykli Harley Davidson we Wrocławiu- jednoczy czy dzieli?

Na Harleyu nie jeżdżę, ale wszyscy motocykliści to wielka rodzina.  Przynajmniej tak zawsze myślałam. Może motocykliści tak czują, ale firmy na pewno ich dzielą.
Wczoraj rozpoczął się we Wrocławiu europejski zlot motocykli Harley Davidson.  Dlaczego u nas? Bo z niewyjaśnionych przyczyn Irlandia wycofała się w ostatniej chwili. Fajnie, że przyjęliśmy ich do siebie, ale nie fajnie, że zlot jest tylko dla wybranych.

Co to znaczy?

Prowadzeni ciekawością zobaczenia tych niesamowitych maszyn pojechaliśmy na stadion olimpijski, gdzie wszystko się odbywa.
Dojechaliśmy do bramy stadionu. Wjazdu nie ma. Nic dziwnego, bo przecież nie mamy biletów za zaporową cenę 70 euro. Zostawiliśmy motocykle i pieszo pomaszerowaliśmy zobaczyć cokolwiek.  Nie można nic. Teren ogrodzony dwoma płotami i banerami zasłaniającymi jakikolwiek widok. A przecież zloty motocyklowe przyciągały zawsze nie tylko samych kierowców, ale też ich miłośników. Tu jest inaczej.
Poza terenem stadionu wyznaczono parking dla motocykli wszystkich pozostałych. Za tę samą cenę oczywiście.
Usiłujemy tam wejść. Ochrona zatrzymuje nas przy bramie. A opaskę Państwo macie? – pyta niewzruszony. – nie mamy, no bo skąd mielibyśmy mieć, przecież chcemy tylko pooglądać- odpowiadamy uprzejmie – a nie może nam Pan pożyczyć?- pytam  ochroniarza. Nie ma dyskusji. Nie wchodzimy i tyle. Na szczęście, szczęście jest z nami.  Naszą rozmowę słyszy ktoś z obsługi. Ma czarną opaskę, czyli może wszystko. Jak wszystko, to nas też może wprowadzić. Idzie z nami na spacer po campingu dla tych „wyrzutków” motocyklowych których nie wpuszczono na płytę stadionu.   Podziwiamy perełki, widać tablice z całej Europy. Nowe i starodawne, tu nie ma podziałów na lepszych i gorszych. Tu jest wspólna pasja. Nic poza tym.

Dlaczego tak jest? Pytam  mężczyznę, który nas oprowadza. Pytanie retoryczne, bo odpowiedź znam. Harley jako ekskluzywna marka sprzedaje nie tylko maszyny, ale także tworzy całą kulturę. Kulturę życia, spotykania się, wypraw… Bardzo hermetyczną kulturę do której nie ma dostępu ktoś  bez grubego portfela. Wydawałoby się, że tylko o to chodzi, o pieniądze. A jednak nie. Przy każdym wejściu na stadion stoi ktoś z polskiego klubu harleyowców i decyduje kto wejdzie a kto nie. Totalna selekcja.  Panie w różowych ciuszkach na harleyu raczej nie dostałyby się na stadion.
Nie wystarczy mieć  dużo pieniędzy i kupić sobie motocykl, trzeba wyznawać te same wartości.

Kupujesz Harleya i myślisz tak jak my. Jeśli nie myślisz, to nie przyjmiemy Cię do naszego grona.

Ostatnio gazety rozpisywały się o starciach gangów motocyklowych planowanych we Wrocławiu. Jakich bitwach, skoro to sam organizator puścił to do gazety!? A po co? Po to, żeby przyciągnąć tam wszystkie możliwe media. Będzie akcja, jedziemy na reportaż! Akcji oczywiście nie będzie ale rozgłos w mediach na pewno. I to bezpłatny. Patrzcie ludzie! Patrzcie i zazdrośćcie. Nie możecie być z nami, ale możecie zobaczyć w telewizji … Świetny sposób na bezpłatną reklamę i przyciągniecie klienta. Bo przecież to co zakazane i zamknięte, to właśnie chcielibyśmy mieć.
Jeszcze jeden fenomen tego zlotu. Najczęściej słyszany język: niemiecki. Starzy, bogaci Niemcy na swoich dostojnych maszynach, przyjechali tu spotkać się sami ze sobą.

Przy wyjściu słyszmy jak niemiecki dziadek pyta ochroniarza o drogę do hotelu znajdującego się na przeciwległym krańcu miasta. Coś nie mogą się dogadać. Idziemy pomóc. Nie wytłumaczymy mu tego, bo za daleko bez mapy. – No to Ci pokażemy- mówimy do harleyowca. Zdziwiony, ale uśmiechnięty, trochę gardzący naszymi motocyklami  zgadza się na  eskortę.  Dostarczyliśmy go pod hotel. W podziękowaniu dziadek wyjmuje portfel  WYPCHANY banknotami i próbuje dać nam 50 zł.
Odmawiamy oczywiście, ale pozostaje niesmak. Niesmak tego, że ktoś usiłował podziękować nam pieniędzmi. Trochę tego, że ktoś przyjeżdżając do Polski myśli, że nadal jedzie do innego świata. Świata, gdzie tylko pieniądze się liczą… a nikt ich tu nie ma.

Nie chcę żyć w taki świecie. Świecie uprzedzeń  i podziałów budujących przez nas samych ale i przez wielkie marki takie jak Harley Davidson.
Przecież wszyscy motocykliście to jedna wielka rodzina, bez względu na markę motocykla, własny wiek, czy zasób portfela.  Mamy coś co powinno burzyć jakiekolwiek podziały. Mamy wspólną pasję.

A Wy co o tym myślicie? Zapraszam do dyskusji.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *