Jordania-Akaba: gdzie ta plaża….

Tego dnia postanowiłyśmy w końcu dotrzeć na plażę. Wiedziałyśmy już, że plaża w mieście nie nadaje się do opalania, więc spakowałyśmy się i wyruszyłyśmy na plażę pod miastem. Powinna być gdzieś w okolicy.  Było gorąco, więc założyłam sukienkę za kolana. Szybko pożałowałam tej decyzji. Ludzie na ulicach z przyjaznych spojrzeń, zmienili je na bardzo niechętne.  Męski spojrzenia albo wyrażały nieszczere chęci, albo komentowali to mówiąc Neee, co oznaczało ich niechęć do mnie. A przecież miałam tylko odsłonięte łydki.
 
 
Mamo, bierzemy taksówkę. Przechodząc na drugą stronę ulicy, zobaczyłyśmy busa i miejscowych ludzi wsiadających do niego. Zapytałam, czy jedzie na południową publiczną plażę. – Jasne, pół dinara za osobę, za chwilę będzie odjeżdżał- odpowiedzieli Po chwili przyszedł kierowca zmieniając cenę na dinara od osoby. Specjalne ceny dla turystów. Nie zamierzałam negocjować. Kolejna przejażdżka z miejscowymi warta jest „każdej ceny”.
Droga na plażę była długa, dobrze że nie zdecydowałyśmy się na spacer, bo zająłby nam pół dnia.
Na miejscu okazało się, że plaża niewiele różni się od tej znajdującej się w mieście. Była większa i bardziej zadbana,  jednak tu też były miejscowe rodziny które nie zamierzały oglądać roznegliżowanych białych  kobiet. To co ja mam tu robić? Nie dość, że strasznie wieje i wszędzie mam pełno piachu, to  jeszcze nawet nie mogę wejść do wody, zdjąć sukienki a nawet wejść do wody.

plażowa pogoda

 

Gdy tak stałam zdesperowana, podszedł do mnie chłopak, wcale nie wyglądający na miejscowego. Miał ciemną karnację i oczy, jednak był przystojniejszy od typowych Jordańczyków i mówił bardzo dobrze po angielsku. Okazało się, że jest instruktorem snorkelingu. Chciał wyciągnąć mnie na nurkowanie. Tylko 20 dinarów.
Nie byłam zdecydowana. Usiłowałam go zbyć, twierdząc że na razie chce zostać z mamą. Może później się zdecyduję. -Później? Jak to? Teraz jest ładna pogoda!- usiłował mnie przekonać
Nie znoszę jak ktoś mnie usiłuje do czegoś zmusić. -Nie dzięki!
– Ok, przyjdę później- i poszedł w stronę swojego „biura”
Trochę żałowałam, że sobie poszedł, bo nadal nie miałam żadnego zajęcia. Stałam na środku plaży w sukience i już czułam się jak małpa w zoo. Jakiś odważny 19 latek podszedł do mnie i zapytał czy mam facebooka? A co to jest odpowiedziałam?  Nie, nie znam tego…. I odeszłam od niego kątem oka wypatrując zagubionego instruktora. To jedyna osoba w okolicy która wyglądała ciekawie. Nie musiałam długo czekać, jak znów do mnie podszedł. -Zdecydowałaś się? – zapytał- Nie. Odpowiedziałam – Nie szkodzi, choć pokażę Ci sprzęt, napijemy się czegoś, a później sama zobaczysz.- nie dawał za wygraną. Okazało się, że Mucha jest miejscowym. Mieszkał obok plaży, ma czwórkę rodzeństwa, własnego wielbłąda i osła. Teraz wynajmuje mieszkanie w Akabie bo ma bliżej do znajomych, a na plażę codziennie biega. Przecież to strasznie daleko. Widząc jego wysportowaną figurę byłam skłonna w to uwierzyć.

Jest instruktorem, bo nie odpowiada mu praca na etacie, a tu wszystko zależy od niego. Poznaje dużo ludzi, ma wielki fun ze swojego zajęcia. Nawet był kiedyś w Polsce i wie, co oznacza jego imię w naszym języku.
Ma 24 lata, więc rodzice namawiają go na znalezienie żony, ale jemu to nie w głowie. Żona, a nawet dziewczyna to zbyt duże zobowiązanie. Przecież on nie ma żadnych oszczędności, bo wszystko co zarobi, od razu wydaje. Dzięki jego pracy codziennie spotyka dużo dziewczyn i prawie codziennie może sypiać z inną. Niestety to nie jest sezon, więc teraz niewiele się dzieje i tylko ja się napatoczyłam. Miał pecha, bo nie jestem kobietą gustującą w ciemnookich, opalonych Jordańczykach i nawet jego kręcone włosy nie przekonały mnie do niego. Mimo to, nie mając ciekawszego zajęcia  postanowiłam spędzić z nim trochę czasu.
W końcu zdecydowałam się na snorkling. Spróbujmy. Najcięższym zadaniem było zdjęcie z siebie sukienki i przejście przez całą plażę w stroju kąpielowym. -Nie martw się- obiecywał. -Przy mnie nic Ci nie zrobią- mówił widząc moje zakłopotanie – Dzięki! Co za pocieszenie.-
Tylko założyłam maskę, wiedziałam, że to był błąd. Byłam przeziębiona, miałam katar, a maska jeszcze bardziej utrudniała mi oddychanie. Zanurzyłam głowę i jeszcze szybciej ją wyjęłam. Jakby ktoś mnie dusił. -Nic z tego nie będzie- powiedziałam. -No co ty, boisz się?  Nie spodziewałem się tego po Tobie.  Nie boisz się samotnych wyjazdów, robisz dużo rzeczy a boisz się wody.- próbował przekonywać mnie Mucha -Nie boję się, ale się duszę!- Byłam strasznie wkurzona. Nie lubię jak ktoś wchodzi mi na ambicję, ale w tym momencie nie mogłam nic zmienić. Strasznie się czułam.
Postanowiłam, że to już koniec naszej znajomości. Jednak on tak szybko nie dał za wygraną.
–Gdzie idziesz? Pokaże Ci miasto. Miejsca w których na pewno nie byłaś.-  W myślach biłam się z sobą.
-Nie dziękuję, zostaję dzisiaj z mamą.-
– Nie musisz spędzać z nią całych wakacji-znów nie dał się zbyć
 Tak bardzo chciałam gdzieś wyjść, potańczyć, że w końcu uległam.
-Ok, ale wieczorem. Dzień spędzam z mamą-
Mucha pojechał z nami taksówką aż do hotelu, chyba po to, żeby mieć pewność, że na pewno się zjawie, a jeśli nie to będzie wiedział gdzie mnie szukać.

Umówiliśmy się na wieczór, a tymczasem poszłyśmy z mamą na kolejny spacer po mieście.

piąta kawa w ciągu dnia-nigdy za wiele
kawa z kardamonem to jordański specjał.

 

Wieczorem o umówionej godzinie Mucha już na m nie czekał. Pokazał mi miasto od strony klubowej, jednak przez cały czas usiłował namówić mnie na romantyczny wypad na plażę.  Ja już wiem, co on chciał od tej plaży, a raczej ode mnie. Nic z tego. Zapomnij! Nie jestem kolejną naiwną turystką lecącą na kawałek nagiego, męskiego ciała, tylko dlatego, że ma ciemne oczy i kostkę na brzuchu. Podziękowałam uprzejmie! Na koniec wieczoru zdjął swój naszyjnik ze srebrnym żółwiem, który był jego totemem i powiesił mi  na szyi. Miał nadzieję, że oddam go mu kolejnego dnia. Przy „kolejnym” romantycznym spotkaniu. Tak się nie stało. 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *