Jadę do Ekwadoru

Zanim zaczniesz czytać włącz muzykę. Moje podróże bez niej wyglądałyby całkiej inaczej.

W Kolumbii spędziłam miesiąc i pewnie spędziłabym ich jeszcze kilka, gdyby nie kartki kalendarza, które nieubłagalnie przypominały mi o przemijającym czasie. Zazwyczaj nie wiedziałam jaki jest dzień tygodnia  ani miesiąca a jak już się dowiadywałam, zrywałam się na równe nogi decydując: muszę jechać dalej. Pojechałam. Ekwador jest mały, ma tylko 13 milionów mieszkańców, to prawie tyle co Lima. Przeglądając mapę postanowiłam spędzić w nim 2 tygodnie, no może 3, ale tylko jeśli niesamowicie mi się spodoba, czego nie przewidywałam.

Kolejne spojrzenie w kalendarz, zmiana placów z powodu brzydkiej, chłodnej pogody i jadę do Ekwadoru. Plan był prosty – jak zwykle – dotrzeć bezpiecznie gdzieś, gdzie będzie coś ciekawego do zobaczenia. O ekwadorsko- kolumbijskiej granicy słyszałam dużo: że naciągają, okradają, podkładają narkotyki. Moja szansa na wykonanie bezpiecznego planu malała z każdą godziną przybliżająca mnie do przejścia. Z powodu kilku miejsc, które koniecznie chciałam zobaczyć przed wyjazdem z Kolumbii, na granicę dojechałam późnym wieczorem. Było już ciemno. W moich oczach po raz kolejny zawitało przerażenie. Co jeśli ktoś podrzuci mi narkotyki i moja podróż zakończy się w ekwadorskim więzieniu? Wiedziałam, że jeśli ktoś zobaczy mnie samotnie przechodzącą przez granicę, będę łatwym kąskiem do tego typu przemytu.

Nie mogłam sobie na to pozwolić. W autobusie zagadałam do dwóch młodych chłopaków, którzy również zmierzali do Ekwadoru. – mogę iść z Wami?  – zapytałam. Chłopcy bardzo ucieszyli się z mojego pytania i bez zastanowienia przystali na moje towarzystwo.

Na przejściu było prawie pusto. Jednak niewielu śmiałków odważa się przekroczyć je po ciemku, a w końcu jest całodobowe. Podeszłam do celnika, który dał mi do wypisania dokument wjazdowy. Zapytał ile czasu zamierzam spędzić w Ekwadorze i dokąd jadę. Nie  miałam pojęcia dokąd. Właściwie to jeszcze nie podjęłam żadnej decyzji, rzuciłam jakąkolwiek nazwą  miejscowości.

Celnik uśmiechnął się do  mnie i łamanym angielskim powiedział – Ty, piękna. Witamy w Ekwadorze! – oznajmił wbijając mi pieczątkę wjazdową.

Żadnych problemów, żadnego przeszukiwania, żadnych narkotyków.

Witamy w Ekwadorze!

Razem z chłopakami wzięliśmy taksówkę do najbliższego miasta, z którego później można wziąć autobus dalej, tylko, że ja wciąż nie wiedziałam, gdzie chcę jechać.

Byliśmy na miejscu. Zrzuciliśmy się na taksówkę na zbyt wygórowaną cenę i wspólnie podeszliśmy do kas biletowych. Moi towarzysze kupili bilety do Quito –stolicy Ekwadoru, a ja wciąż się zastanawiałam. Nie chciałam jechać do Quito chociażby ze względu na brak jakiegokolwiek noclegu, a perspektywa szukania go po ciemku nie uśmiechała mi się. W ostatnich dniach poznałam kilka osób, które właśnie tam zostały napadnięte i pozbawione wszelkich funduszy. Wolałam być ostrożna.

Po raz kolejny przejrzałam moją mapę. Z granicy do Quito to tylko 5 godzin autobusem, jednak po drodze jest jeszcze kilka znanych miejscowości, które słyną z wulkanów i wodospadów. Niestety słyną też z napadów i morderstw.. Mimo wszystko zdecydowałam, że wolę którąkolwiek z małych miejscowości, niż wielką i jeszcze bardziej niebezpieczną stolicę. Padło na Otavalo. To małe, ekwadorskie miasteczko leżące pomiędzy wulkanami. Słynie z największego w kraju targu i  miejscowej ludności z indiańskimi korzeniami. Mężczyźni z Otavalo jako jedyni nie mają obowiązku ścinania włosów w wojsku, bo to przecież ich kultura.

Była północ. Co chwila pytany przeze mnie kierowca  – daleko jeszcze? – zatrzymał się na poboczu oznajmiając, że jesteśmy na miejscu. Że co? Wysiadłam z autobusu. Dookoła pusto. Kilka osób, które pakowało się do taksówek, a ja nawet nie wiedziałam gdzie chcę  jechać. Zresztą, nie uśmiechało mi się branie pierwszej lepszej taksówki z ulicy. Przecież może być niebezpieczna. Jeszcze bardziej nie chciałam zostawać tam sama.

Podszedł do mnie tutejszy mężczyzna: niski, ciemny, z długimi włosami i kobiecą twarzą. Zauważył moje zakłopotanie i zaproponował pomoc. – możesz jechać ze mną taksówką, podwiozę Cię do jakiegoś taniego hotelu – zaproponował. Nie miałam wyjścia. Bez zastanowienia przystałam na jego propozycję.  Taksówkarz podwiózł mnie do jednego z najtańszych miejsc w mieście i tam się pożegnaliśmy. Weszłam do recepcji za ladą której siedział chłopak z takimi samymi rysami twarzy jak przed chwilą poznany przeze mnie mężczyzna. -Czy oni wszyscy mają tu kobiece twarze? –  myślałam, przyglądając się jego damskim rysom i długim prostym włosom.

Nie miałam pieniędzy. Bankomat na granicy nie działał. Udało mi się przekonać chłopaka, że zapłacę rano. Wzięłam kluczyk do mojego pokoju . Położyłam się na łóżku i szybko zasnęłam.

 

DCIM100GOPRO

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *