Witamy na pokładzie – Sao Paulo

Zanim zaczniesz czytać, włącz muzykę. Moje podróże bez niej wyglądałyby całkiem inaczej

 

Co czuję? Radość pomieszaną z przerażeniem. Pomimo tego, że to nie jest mój pierwszy raz kiedy wyruszam w samotna, kilkumiesięczna podróż i na pewno jestem dużo bardziej spokojna niż za pierwszym razem. Mimo wszystko strach wciąż pozostaje, bo to przecież 5 miesięcy w obcych, niebezpiecznych miejscach, gdzie współczynnik przestępczości przyprawia mnie o ból głowy. To kolejny raz, kiedy nie tylko będę musiała poradzić sobie z otaczającym mnie, obcym światem, ale również sama ze sobą. Bo samotne podróżowanie wcale nie jest takie łatwe, szczególnie kiedy jest się taką ekstrawertyczką jak ja, która wciąż poszukuje ludzi…

Noc przed odlotem spędziłam na lotnisku, nie zdążyłabym dojechać na nie rano, co oczywiście spowodowało brak snu. Ciągle ktoś chodził, rozmawiał, wiercił… AAAA!!!! Od 4 na równych nogach z kłuciem w sercu czekałam na odprawę. To moment, którego zawsze się boję. W nazwisku na bilecie miałam błąd, może mnie nie przepuszczą, a może tak tani bilet wcale nie zostanie uznany. Mój bilet powrotny z którego wcale nie zamierzałam skorzystać jest z Chile. Nikt nie powiedział mi, że muszę udokumentować to, że dostanę się tam z Bazylii.  Miałam szczęście. Bez problemu przeszłam odprawę . Pracownica zapytała tylko czy jadę do Chile. Oczywiście, że jadę. Okazało się, że wszyscy pozostali już przy odprawie musieli kupować loty z Brazylii do Chile aby udowodnić, że tam przejadą. Ja nie musiałam. Do tego zapytana o miejsce, na którym chcę siedzieć poprosiłam o okno.. z ładnym widokiem. Dostałam miejsce przy wyjściu ewakuacyjnym, przy którym jest dużo miejsca na nogi.

Jeszcze tylko pieczątka w paszporcie.

-jedziesz na wakacje? – zapytał celnik

– nie, jadę w podróż – odpowiedziałam z uśmiechem. Dla mnie podróż to nie wakacje.

-więc udanej podróży i wróć do nas- powiedział na pożegnanie.

To był zdecydowanie miły początek podróży. Znak, że wszystko się uda, wszystko pójdzie dobrze.

Zajęłam swoje miejsce. Obok siedziała młoda dziewczyna. Zagadałam.

–Skąd jesteś?- zapytałam po chwili.

-z Polski- odpowiedziała niczego nieświadoma 🙂

Ola tak jak ja kupiła bilet w promocji. Kiedy później okazało się, że w Sao Paulo mieszka tuż obok mnie, nie wierzyłam, już w zbieg okoliczności. W towarzystwie wszystko wydawało się takie łatwe.. 🙂

No prawie. Bo kiedy z okna samolotu zobaczyłam jak wielkie jest Sao Paulo, przez chwilę przeszło mi na myśl, żeby się tam nie zatrzymywać. Tak jak robi to większość turystów. Ale ja turystą przecież nie jestem i nawet w dwunastomilionowym mieście znajdę coś ciekawego… Już nawet wiem co…  TANIEC!

Poza wieżowcami, których takiego natężenia nigdy nie wiedziałam w jednym miejscu, parków i narkomanów na ulicach w Sao Paulo ludzie tańczą. I to jest niesamowite!  Ale o tańcu póżniej, oj później. 🙂

W piątkowy ranek wybrałyśmy się z Olą na dłuuugi spacer. Bo pomimo tego, że wszędzie można dostać się metrem, które  jest stosunkowo tanie, wolałyśmy zobaczyć wszystko z pieszej perspektywy. Zaczęłyśmy od najdłuższej ulicy Paulinas. To zbiór wieżowców, banków i sklepów i niewyobrażalnych tłumów, pomiędzy którymi trzeba się przeciskać przytulając do siebie wszystkie cenne rzeczy. Po chwili roztargnienia można zapomnieć o kamerze, czy telefonie. Tutaj nie pisze się też wiadomości w telefonie ani przez niego nie rozmawia. Każde jego wyjęcie jest zachętą dla złodzieja, który wyrywa go i ucieka. Nie jestem dziewczyną z wielkiego miasta, dlatego ciężko było mi się odnaleźć przy tych wszystkich bezdusznych wieżowcach. Jeszcze gorzej było w centrum miasta. Zamiast spodziewanego starego miasta ujrzałam… wieżowce. Sao Paulo ma niewiele zabytków. Są to pojedyncze budowle powciskane pomiędzy drapacze chmur. Trzeba się nieźle naszukać, żeby je znaleźć.

IMG_02541

W centrum spotkałyśmy Leonarda, naszego prywatnego przewodnika, czyli znajomego z CS. Leonardo przywitał nas uśmiechając się i ukazując rząd śnieżnobiałych, równych zębów. W Brazylii wszelkie zmiany w wyglądzie, od zębów poprzez operacje nosa czy biustu są bardzo popularne.

Przez kilka lat mieszkał w Portugalii, dlatego europejskie życie nie jest mu obce. Tutaj pracuje jako prawnik i jest mu tu dobrze, jednak chciałby wrócić do Europy. Uważa, że żyjemy w innej kulturze, bardziej otwarci na świat. To zabawne, bo my dokładnie tak myślimy o brazylijczykach.

IMG_01621

Przeszliśmy przez centrum, przeciskając się pomiędzy wieżowcami a ludźmi. Obejrzeliśmy teatr ze schodami wypełniony bezdomnymi, katedrę, przed którą było ich jeszcze więcej i  wszystkie inne zabytkowe budynki, gdzie bezdomni mogą znaleźć schronienie.

Wcale mi się nie podobało. Najładniejszym miejscem były parki, w których spokojnie można spędzić kilka dni i które roślinnością przypominają od europejskich miejsc po amazońską dżunglę.

Pomimo wszystko postanowiłam dać szansę temu miastu, bo w sobotnie popołudnie na ulicy tańczy się sambę.  🙂

IMG_00861
centrum Sao Paulo

 

IMG_02041
w Brazylii motocykle są popularnym środkiem transportu

 

IMG_02411

IMG_01981
W Sao Paulo są najpiękniesze światła świata 🙂

 

IMG_01491

IMG_01191
katedra w Sao Paulo

One thought on “Witamy na pokładzie – Sao Paulo

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *