W pogoni za motylami

Obudziliśmy się z samego rana. Tuż przy namiocie, na gałęzi śpiewały ptaki. Wyjrzałam z namiotu. Przede mną  otaczające nas góry. – ach, jak tu pięknie –  pomyślałam rozglądając się wokoło. Zjedliśmy śniadanie na trawie i postanowiliśmy ruszyć dalej. Gdzie dzisiaj? Były góry teraz czas na plażę.
Tym razem Carlos jechał samochodem, a ja robiłam zdjęcia wszystkiemu co napotkałam.
Dojechaliśmy do miejsca, gdzie biolog kiedyś złapał niespotykany okaz motyla – poczekajmy tu chwilę- poprosił wyjmując już siatkę z bagażnika. Czekamy! Na początku również próbuje patrzeć w przestrzeń i wypatrywać tego szczególnego okazu. Jednak już po chwili zaczynam się nudzić. Ile można stać bezczynnie. W tym czasie, kiedy Carlos stoi nieruchomo, ja układam nowy taniec, „maluję samochód” i robię tysiące zdjęć.IMG_70931
– jak Twoi rodzice wytrzymali z Tobą, kiedy była mała? – śmieje się widząc, że nie umiem usiedzieć na miejscu.
Nie mieli wyjścia-odpowiadam uśmiechem, wiedząc, że powinnam popracować nad swoim skupieniem.
– Jest!- krzyknął Carlos biegnąc z siatką w stronę świetlisto- niebieskiego motyla latającego nad drogą.
Doświadczonym ruchem zamachał siatką i motyl znalazł się w środku. Ostrożnie wyjmuje motyla kładąc go na dłoni. Jest przepiękny, jego niebieskie skrzydła świecą w słońcu. Wciąż wygląda jak żywy i jakby za chwilę miał odlecieć.
Na badanie populacji tego motyla, Carlos uzyskał fundusze, więc już niedługo przyjedzie tu, aby dokładnie zbadać każdy okaz. Tym razem motyl nie idzie na uczelnię, będzie w jego prywatnej kolekcji. Mógłby go jeszcze sprzedać, bo za sztukę kolekcjonerzy płacą 5000 euro. -Ile!? – zapytałam z niedowierzaniem
-5 tysięcy- powtórzył Carlos, który najwidoczniej przywykł do takich kwot za motyle-to jest cena rynkowa tego spisu. Jeśli chcesz dać swoje imię motylowi,  to płacisz 2000 euro-wyjaśnił.
– chyba zmienię zawód, od jutra będę łapać i sprzedawać motyle-zaśmiałam się, wiedząc, że pewnie nie udałoby mi się złapać ani jednej sztuki
IMG_70861Z 10 tysiącami euro, świcącymi spokojnie w specjalnie przeznaczonym dla nich pojemniku (bo złapaliśmy jeszcze jedną sztukę), jechaliśmy nad morze.
Ta część Kolumbii należy do najładniejszych i słynie z długich, piaszczystych plaż i ciepłej, błękitnej wody.
Concha…. to jedna z plaż należąca do Parku Tayrona — parku, którego nie można ominąć, będąc turystą w Kolumbii. Plaża, która jest jego częścią, jest jednak dużo mniej komercyjna, i nieczęsto odwiedzana przez turystów-raczej przez okolicznych mieszkańców. Carlos przyjeżdża tu ze swoimi studentami, by uczyć o rafach koralorowych. Mniej komercyjna, jednak niczym nieujmująca tej tłumnie uczęszczanej przez turystów. Długa, piaszczysta plaża, ciągnąca się przy prawie przezroczysto -błękitnej wodzie. Dookoła góry osłaniające ją od nieproszonych gości… Ja tu zostaję, stwierdziłam czując przyjemne ciepło piasku ogrzewającego mi stopy. Carlos próbował mnie przekonywać, żebyśmy pojechali nocować do miasta, jednak ja się uparłam.Rozkładamy swój namiot na prawie pustym campingu-w końcu to nie jest sezon.
Byliśmy prawie sami. Poza nami jeszcze jedna rodzina, która podróżowała swoim camperowozem.

– chciałbym tak kiedyś podróżować- stwierdził Carlos leżący w hamaku i w zamyśleniu przyglądający się rodzinie. Młode małżeństwo, na pewno przed 40 i kilkuletnia córka. Do tego pies. Wszyscy wspólnie bawili się w wodzie. …….
Całe pole biwakowe dla nas i prawie cała plaża, nie licząc miejscowych pilnujących sieci do połowu ryb. Spacerowaliśmy po plaży podziwiając gwiazdy i dziwne światełka odbijające się w piasku. Złoto? pomyślałam widząc srebrzystą ziemię. Usiłowaliśmy wydobyć, choć małe ziarenko i przyjrzeć  się mu z bliska, ale jak tylko dotykaliśmy go palcem, przestawało świecić.
Zamyślona robiłam ślady na plaży co rusz przeplatając ślady Carlosa moimi. Tworzyłam linię linie życia, która tak naprawdę nigdy nie jest samotna. Nasze ślady życia przeplatane są przez wiele śladów innych osób, które napotykamy na swojej drodze codziennie. Jedne z nich znikają tuż po chwili, inne ledwo dostrzegalne… tylko niektóre ślady pozostają na stałe. Zawsze staram się, jak najszybciej zatrzeć ślady osób, które nie pozostawiły po sobie najlepszego wrażenia, jednak jak najdłużej zatrzymać ślady tych, którzy wywołali, choć mały uśmiech na mojej twarzy. Wiedział, że ślad Carlosa na pewno długo pozostanie niezatarty, bo chociaż całkiem inni, spędziliśmy ze sobą miły czas. I pomimo tego, że on jako biolog nie uznaje niczego, co jest niepotwierdzone, tak ja Bóg, czy nawet psychologia, pomimo częstego ucinania naszych sprzeczek na ważne tematy… Pomimo wszystkiego, ślad na mojej drodze życia na pewno pozostanie.
To miała być nasza ostatnia noc. Ja chciałam zostać na plaży, a Carlos musiał wracać do Barranquilli. I tak już wziął sobie za dużo wolnego. Jak to mówią, plany są po to, żeby je zmieniać. Carlos przekonał mnie do powrotu z nim do Barranquilli na dwa dni, a później wspólnego wyjazdu do Kartageny. Tam przecież też jest może. Jak postanowiliśmy, tak też zrobiliśmy…

 

IMG_71051

IMG_71021

IMG_71041.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *