Samą nauką człowiek żyje

Nie samą nauką człowiek żyje. To, że tak rzadko piszę, nie znaczy, że dostałam hiszpańskiego lenia, tylko wpadłam w wir zajęć.  Studia, nauka, znajomi… Wszystko to wypełnia mi całe dnie. To niesamowite, że w ciągu tych dwóch tygodni poznałam ludzi z całego świata. Spotkania z jednymi mijają niezauważone, z innymi pozostaną w pamięci na całe życie.
 
mimo wszystko, nie zamierzam jeździć po alkoholu 🙂
Ostatni usłyszałam, że powinnam zapamiętać swoje życie jakie było przed przyjazdem tutaj,  bo za chwilę całkowicie się zmieni. Tylko, czy ja chcę zmiany swojego życia? Zmiany moich wartości przyzwyczajeń. To fakt! – uwielbiam poznawać nowych ludzi, podróżować, tańczyć do  białego rana, ale bez przesady z tym alkoholem. Zdecydowanie lepiej bawię się po jednym piwie, niż jak wypije ich 5. No więc, tego zmieniać nie zmierzam.  Tak naprawdę to najlepiej mi z miejscowymi. Oni nie szukają znajomych tylko do kieliszka, bądź do zabicia wolnego czasu.  Wiele tutejszych osób przyjechało tu z Ameryki Południowej i zadomowiło się na stałe.  Przekonałam się już, że w Madrycie można jeździć po alkoholu i nikt nic nie robi sobie z policji, co to znaczy boliwijska mafia i że trzeba wiedzieć z kim trzymać, żeby być tym „lepszym”. Wiem już komu podczas przywitania powinnam mówić: Cześć, jestem Teresa, mam chłopaka.  Uczę się. Uczę się nowego spojrzenia na czas, nowego rozkładu dnia, kiedy kolację jada się zwykle po 22, a do kluby wychodzi ok. północy. Uczę się  nowego okazywania emocji,  cieszenia się z każdej chwil spędzonej tutaj.  I uczę się… na zajęcia, bo za kilka dni już pierwszy egzamin po hiszpańsku. Dobrze, że testowy. Zobaczymy, jaki ze mnie strzelec. 
 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *