Medellin – szczęście do ludzi… no prawie…

Widząc moje zdenerwowanie, mężczyzna zaczął rozmowę i próbował mnie pocieszyć. -Na pewno ten autobus odjedzie opóźniony – mówi – a jeśli nie, to pojedziesz drugim – dodaje. Dojechaliśmy na dworzec 20 minut po czasie. Autobus już odjechał. Mężczyzna wciąż przy mnie był. Dzięki niemu mogłam wymienić bilet na kolejny autobus, który odjeżdżał  za półtorej godziny. Pierwszy raz w życiu spóźniłam się na autobus. Pierwszy i mam nadzieję ostatni, jednak wiem, że zawsze w potrzebie znajdzie się ktoś odpowiedni, kto chętnie mi pomoże. – mam nadzieję, że tu wrócisz – powiedział na pożegnanie podarowując mi bransoletkę, którą zdjął ze swojej ręki. – jak wrócisz, to wezmę sobie tydzień wolnego, żeby pokazać Ci Kartachenę, będziesz mieszkała z moją rodziną– dodał.
Noc a autobusie. Miałam dojechać do Medellin o 9, dojechałam godzinę później, bo kierowca stanął na śniadanie. W Meellin czekał już na mnie CS. . Tym razem dziewczyna na dworcu pomogła złapać mi odpowiednie metro i autobus. Znów miałam szczęście.
Weszłam do autobusu, tak naprawdę to do małego busa. Aby do niego wejść, trzeba przecisnąć się przez bramkę. Nie mieśiłam się w niej z moim plecakiem. Kiedy udało mi sie przez nią przedostać, autobuskierowca nagle zahamował a ja wpadłam na kolana jakiemuś siedzącemu mężczyźnie. Pasażerowie wybuchnęli śmiechem.  Tylko mi jakoś nie było do śmiechu. Co chwila
potrącając  pasażerów i ledwo trzymając się na nogach udasło mi się przecisnąc na koniec autobusu.  Zastanawiałam się co dalej. W Medellin, autobusy nie mają przystanków, stają na żadanie. Tylko jak mam zażądać, że chcę wysiąść, skoro nie wiem gdzie. Stojący obok mężczyzna zauważył, że potrzebuję pomocy. Nie tylko powiedział mi gdzie mam wysiąść, ale wysiadl również ze mną i pomógł znaleźć odpowiednie miejsce. nie opuścił  mnie, dopóki mój CS, po mnie nie przyszedł. -Uważaj na siebie – powiedział na pożegnanie – i pamiętaj, że jeśli czegoś potrzebujesz, zawsze możesz do mnie zadzwonić – dodał.
Luis, moj CS, to 4o letni sprzedawca akumulatorow. Jeśli porównam go z 40 Carlosa, to mogłabym pomyśleć, że jest jego tatą. łysy, lekko otyły, wygląda dużo starzej. Pewnie przez swój spokojny sposób bycia, i ta poważna mina na twarzy. Mieszka na przedmieściach Medellin, na strzeżonym osiedlu z basenem, z którego  nigdy nie korzysta. W domu jest jeszcze jedna dziewczyna z CS, Astrid.J est z Cali i postanowiła podrożować w przerwie miedzy studiami.
-nie jesteś taka, jak inne Polski, które znam,-  stwierdza Luis po naszej krótkiej rozmowie – jesteś bardzie uśmiechnięta, otwarta, bije od Ciebie energia.
Gdybym wiedziała, ze moje energia bije aż tak, to od początku udawałabym ponuraka… Ale o tym później…
Wspólnie wyszliśmy zobaczyć miasto. Pojechaliśmy do centrum żeby zobaczyć park… Słynne figur stały porozstawiane dookoła. Później czas na ogród zoologiczny,w  sumie to to raczej park, bo zwierząt tam nie ma, no chyba , że za zwierzęta można uznać cąłujących się nastolatków zajmujących wszystkie możliwe zakątki, ławki, i trawniki. Po jednym dniu zwiedzania uznałam Medellin za ładne, ale żeby od razu tu zamieszkać? – raczej nie.
Wieczorem wyszliśmy do klubu. Wiedziałam już co się święci, kiedy odruchowo przejechał mi palcem po dłoni. Co to to nie! pomyślałam usiłując utrzymać dystans. W klubie, nie wiedzieć czemu chciał tanczyć tylko ze mną a ja im dłużej z nim przebywałam, tym bardziej chciałam uciekać. W ruch poszła historyjka o  chłopaku. Choć na chwilę uspokoiło to jego zapał. Ale kolejnego dnia, kiedy zaproponował, żebyśmy wyszli wspólnie do klubu- odmówiłam.
W Medellin spędziłam jeszcze klika dni zwiedzając najbardziej niebezpieczne dzielnice i świetnie się przy tym bawiąc, ale od Luisa uciekłam, tak szybko, jak  tylko nadażyła się okazja.

 

IMG_76581

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *