Los Frailes – dziewiczy Ekwador

To niesamowite uczucie, kiedy otwierasz oczy a przez  niezasunięte okno w namiocie wpada słońce. Wyglądasz przez nie, a tam widok na pustą plażę i morze. Leniwie wygrzebałma się z mojego puchowego śpiwora, w którym było mi za gorąco. Wyszłam z namiotu w poszukiwaniu śniadania

Śniadanie jest dla mnie najważniejszym posiłkiem w ciągu dnia, a śniadaniowa kawa jego najistotniejszym składnikiem. Martin szybko przyzwyczaił się do tego, że tuż po obudzeniu muszę mieć kawę, do tego, że na śniadanie zjadam więcej od niego – też, co przez cały nasz wspólny wyjazd było powodem jego uszczypliwości. Po rozstaniu dostałam wiadomość: i kto zje o całe jedzenie, które mi zostawiłaś? J

Jedliśmy śniadanie w naszej jadalni, z której widok był prawie tak same, jak z namiotowego okna, tylko, że piętro niżej, ale za to ciepły piasek mogliśmy czuć pod nogami.

Po obfitym śniadaniu poszliśmy odbyć poranną kąpiel , czytanie książki, żonglowanie i wyruszyliśmy dalej.   – Martin, tak wygląda Twoje codzienne życie w podróży?   -zapytałam wiedząc, że kilka dni lenistwa dobrze mi zrobi, ale pewnie zwariowałabym wkrótce bez możliwości nagłej zmiany akcji, biegu, pędzenia do autobusu, kłótni z taksówkarzami, którzy naciągali mnie na zawyżone kwoty, czyli całej mojej „monotonności podróży”.IMG_972312

– wiesz, lubię moje spokojnie, podróżnicze życie , wstaję kiedy chcę i robię co chcę. Nigdzie się nie spieszę. Nawet nie przeszkadza mi to, że samochód nie jedzie szybciej, niż 50 km/h. Dla mnie to nie wakacje, to moje życie – odpowiedział z uśmiechem.

Cały on! Wiedziałam, że jeśli szukałabym kogoś do podróży dookoła świata, Martin byłby idealny. Wiecznie uśmiechnięty, potrafił wszystko załatwić, do wszystkiego podchodził z dystansem, nigdy się nie złościł i rozumiał sens podróży.

Spakowaliśmy nasz dom i wyruszyliśmy dalej wzdłuż wybrzeża odwiedzając wszystkie napotkane plaże,  te puste i nieznane oraz te bardziej komercyjne. Dotarliśmy do Los Frailes. To najpiękniejsza ekwadorska plaża. Tego jestem pewna. Położona w zatoce, chroniona od pozostałych plaż górami, które pilnie strzegą do niej dostępu, drobny, złocisty piasek parzy w stopy, a ciepła przeźroczysta woda daje delikatne orzeźwienie po palącym słońcu. Plaża należy do rezerwatu przyrody. Aby na nią wejść należy zapłacić wstęp. Zakaz palenia, zakaz spożywania alkoholu, tylko ludzie i przepiękna natura.

Położyliśmy się na piasku pod wypożyczonym parasolem i tak leniwie spędziliśmy dzień. Na noc pojechaliśmy do Puerto Lopez – miejscowości słynącej z portu i bazy wypadowej na: Isla Salando i Isla de La Plata.  To dwie małe ekwadorskie wysepki, które z powodu podobne przyrody lecz dużo niższej ceny  nazywane są Galapagos dla ubogich.

Szukaliśmy z Martinem taniej wycieczki na Isla Salango. Zaczepił nas sprzedawca, który chciał sprzedać ją za wysoko wygórowaną cenę. Tego samego dnia odbywał się mecz Ekwador – Argentyna. Wszyscy Latynosi są kibicami, więc zamiast rozmawiać o cenie, Martin zaczął rozmawiać o piłce nożnej. Rozmowa przerodziła się w sprzeczkę, która drużyna wygra. Skończyło się zakładem – jeśli wygra Ekwador, popłyniemy na wyspę, za całkiem przystępną cenę, jeśli jednak wygra Argentyna, ja płynę za darmo a Martin za normalną cenę.  Bez względu na to, czy wygramy, czy przegramy zakład, wynegocjowana cena była całkiem przystępna. Argentyna wygrała.

 

IMG_972212

 

IMG_974512

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *