Linie z Nazca – samotnie na pustyni

Dojechałam do Nazki po południu. Wysiadłam z autobusu i od razu dopadła mnie setka taksówkarzy machających mi przed oczami kluczykami i oferujących swoje usługi. Podziękowałam. Chciałam tylko zobaczyć słynne Linie z Nazki, które zostały namalowane na pustyni przez Inków, a odkryte dopiero niedawno. Właściwie to nikt nie wie dlaczego zostały umieszczone na środku pustyni. Prawdopodobnie służyły jako kalendarz astrologiczny. Żeby zobaczyć linie, najlepiej polecieć samolotem. Przyjemność do najtańszych nie należy, bo kosztuje od 80 dolarów. Bijąc się z moim budżetem, który zdecydowanie nie obejmował takiego wydatku, udałam się do biura z nadzieją negocjacji ceny. Ceny mogę negocjować do woli, ale dzisiaj i tak już nie polecę. Jest za późno. Samoloty zazwyczaj latają z rana, a jest już po 15. Dla mnie samej -nic z tego. Rozejrzałam się dookoła. Jakoś nie widziałam innych turystów. – mamy dla Ciebie inną ofertę -powiedział pracownik agencji, w której pytałam o lot. Za 80 soli możesz pojechać na punkt widokowy. Kierowca już czeka — zaproponował.
Za 80 soli? Żeby zobaczyć punkt widokowy? To trochę dużo. Ale świadomość bycia w Nazce i niezobaczenia nic nie była zbyt przyjemna. – muszę się zastanowić – powiedziałam, kalkulując w myślach ofertę. W międzyczasie zabookowałam bilet do Cusco w tej samej firmie. Mieli zdecydowanie najlepszą “dostępną” ofertę. 90 soli. Muszę iść do bankomatu. – kierowca Cię zawiezie i w międzyczasie będziesz mogła przemyśleć wyjazd na punkt widokowy — powiedział podstępnie. Czułam, że nie chce, żebym zostawała sama, że mogę znaleźć lepszą ofertę. Kierowca nie odstępował mnie na krok, dopytywał o moje życie, dlaczego podróżuję sama. Pierwszy raz poczułam się niepewnie. Na poczekaniu wymyśliłam kłamstwo -mam chłopaka z Kolumbii, ale on teraz nie może ze mną podróżować-skłamałam. Spotkamy się w Bogocie. Ta odpowiedź trochę ostudziła zapał kierowcy.
Wróciliśmy do biura. Zapłaciłam za bilet do Cusco.
– to co- jedziemy na punkt widokowy? – zapytał pracownik. Wciąż nie byłam przekonana.
– potrzebuję chwili, żeby coś zjeść- odpowiedziałam szukając sposobu możliwość poszukania lepszej oferty
– możesz szybko kupić cos na wynos i powinniście jechać, niedługo będzie ciemno, a tak to jeszcze zdążycie jechać na cmentarz (o który wcześniej zapytałam, za świetna cenę 50 soli) -przekonywał mnie

– wiem, ale musze pomyśleć 10 minut- powiedziałam na zakończenie – za 10 minut wracam
Wyszłam z biura z nadzieją znalezienia innej, tańszej opcji dojazdu, jednak byłam skłonna zdecydować się na tę ofertę. Szłam chodnikiem, kiedy zaczepił mnie pracownik innej agencji. -Hej, co słychać? Skąd jesteś? Z Polski? Mam mnóstwo znajomych z Polski. Chodź na chwilę, porozmawiamy – odpowiedział z uśmiechem.
Wiedziałam, że czas mnie goni, ale postanowiłam zapytać o lot.
Lotów faktycznie już dzisiaj nie będzie.
– czyli już nic nie zobaczę? – zapytałam zasmucona.
– mógłbym Ci wciskać wiele opcji, ale mam dla Ciebie najlepszą- odpowiedział pokazując mi katalog — idziesz na dworzec, kupujesz bilet za 3 sole na mirador. Później spacerujesz 800 metrów i możesz obejrzeć dwie figury. To zawsze lepsze niż nic.
– 3 sole? – zapytałam ze zdziwieniem-poważnie?
– nie żartuję, tylko powiedz, że chcesz jechać na mirador .
Podziękowałam i z uśmiechem pobiegłam na dworzec kupić bilet. Faktycznie 3 sole. A ja chciałam zapłacić 80! Weszłam do poprzedniej agencji, żeby poinformować, że nie jadę. – kupiłam bilet na autobus, oznajmiłam szybko i pobiegłam do autobusu, który za chwilę odjeżdżał.
Usiadłam na przednim siedzeniu przyglądając się miastu. Za chwilę autobus się zatrzymał i wsiadł mężczyzna, który wczoraj podwiózł mnie do hotelu. Świat jest mały. Przywitaliśmy się i całą podróż odbyliśmy rozmawiając.
-wiesz, nie jestem pewny, czy to dobry pomysł, abyś sama jechała na pustynię.- powiedział. Mirador jest ładny, ale niedługo będzie ciemno, lepiej, żebyś zdążyła przed zachodem słońca.
Zaczęłam wątpić w świetność mojego pomysłu. Dojechaliśmy na miejsce. Wysiadłam z autobusu i zostałam prawie sama. Po przeciwnej stronie ulicy wielka, metalowa ambona. Na dole kobieta sprzedająca pamiątki i mężczyzna pobierający 2 sole za wstęp. Wchodzę! Trochę niepewnie, nie wierząc w stabilność metalowej konstrukcji. Dotarłam na szczyt. Dosłownie tuż pode mną dwie figury namalowane na pustyni. Wielkie! Mają aż tyle lat? Przez wieki deszcz ich nie zmył? No tak, przecież jesteśmy na pustyni, tu nie ma deszczu. Chwilę napawałam się widokiem. W oddali majaczyło wzgórze, które było naturalnym punktem widokowym. To o nim mówił mężczyzna z agencji. Tylko muszę tam dojść. Chwilę biłam się z myślami. Nie uśmiechał mi się spacer poboczem drogi przez pustynie, gdzie dookoła żadnej żywej duszy poza kierowcami. Postanowiłam iść! Szybko tego pożałowałam. To pierwszy moment mojej wyprawy, kiedy naprawdę się bałam. Spacerowałam poboczem, co chwilę mijały mnie trąbiące ciężarówki, bądź machający mężczyźni w osobówkach. Najbardziej bałam się momentów, kiedy nadjeżdżał tylko jeden samochód. Modliłam się, żeby nikt się nie zatrzymał. Te 800 metrów wydawało się dla mnie wiecznością i na pewno było dalej, bo zajęło mi to 20 minut. Powoli zbliżałam się do miejsca, z którego należy wkroczyć na pustynną ścieżkę, aby dość na wzgórze. Czy ja na pewno chcę tam iść? A jeśli ktoś tam jest? Jeśli mnie skrzywdzi? Szłam z włączoną kamerą i mówiłam sama do siebie. W oddali zobaczyłam kilka osób pod samym wzgórzem. Nie widziałam jeszcze, czy to kobiety, czy mężczyźni. Język stanął mi w gardle. Jak już tyle przeszłam, to idę dalej! Powoli zbliżałam się do postaci. Stały częściowo ukryte za znakiem informującym o punkcie widokowym. Do samego końca się bałam. Minęłam znak. To kobiety. Być może sprzedawały pamiątki i już zbierają się do domu. Zaczęłam biec pod wzgórze. W górę i w dół i jeszcze raz. Jestem! Rozejrzałam się dookoła. Słońce powoli zaczęło zachodzić za horyzont. Dookoła mnie linie, linie, więcej linii… które były częścią całych obrazów… poza tym pustka, w oddali majaczące góry i pustynia. Popatrzyłam przez chwilę i postanowiłam jak najwcześniej wracać do Nazki zanim jeszcze zrobi się ciemno. Znów minęłam stojące kobiety i pomaszerowałam w stronę drogi. Czekałam na nadjeżdżający autobus. W Peru wystarczy, że się go się zatrzyma. Kobiety mnie dogoniły. Zaczęłyśmy rozmowę. Okazało się, że one też są turystkami. Mieszkają na północy Peru. Zaprosiły mnie do siebie w odwiedziny. Na pewno nie odmówię. Tym razem za autobus zapłaciłam 2 sole. Pewnie dlatego, że byłam z miejscowymi. Ciężkie życie podróżnika w Peru. …

IMG_54671
zachód słońca nad liniami z Nazca

 

IMG_54321


IMG_54251

IMG_54191

IMG_54051
Linie z Nazca
IMG_54121
smotnie przez pustynię

 

IMG_54041

IMG_54021

IMG_54511

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *