Ica – szleństwo bez butów

Z Chinchy do Icy to ok 2 godzin jazdy. Mogłam pojechać do Pisco jak robi większość turystów, jednak postanowiłam ominąć miasto, z którego wywodzi się słynny peruwiański trunek. W autobusie usiadłam obok ok 60 letniego mężczyzny. Nie miałam ochoty zagadywać, zajęłam się swoimi rzeczami. Za to on zagadał. Zaczęliśmy długą rozmowę o życiu w Peru, o nielegalnych biznesach i podróżach. 2 godziny minęło nam bardzo szybko. Dojechaliśmy do Icy, gdy było już ciemno, a ja nie miałam pojęcia co mam ze sobą zrobić.

– mieszkam na ulicy, gdzie jest kilka hoteli, pojedziesz ze mną taksówką i na pewno znajdziesz tam coś taniego na jedną noc,
Z chęcią przystałam na propozycję, zresztą nie miałam lepszego pomysłu. Podjechaliśmy pod jeden z hoteli. Podziękowałam za pomoc i tam nasze drogi się rozeszły.
W hotelu zapłaciłam 25 soli za dwupokojowy pokój (oczywiście dla mnie). Nawet nie próbowałam się targować. Rzuciłam swoje rzeczy na łóżko i szybko zasnęłam. Obudziłam się rano. Zeszłam na dół z nadzieją zobaczenia czegoś ciekawego. Tu nie ma za wiele do oglądania – usłyszałam od pana w recepcji. – Jest tylko Huacachina i nic więcej, ale schowaj swoją kamerę i bądź ostrożna. Najlepiej nie chodź sama po ulicach. Weź taxi. – doradził.

Nie posłuchałam. Postanowiłam przespacerować się po centrum. Wyszłam z hotelu i od razu zauważyłam rzesze taksówek. Dosłownie wszędzie. Tak jak w Chinchy. Istne szaleństwo. Niepewnie spacerowałam chodnikiem. Mój internet w telefonie, za który zapłaciłam, nie działał. Postanowiłam odwiedzić biuro Claro, które znajdowało się w centrum. – My się tym nie zajmujemy, musisz iść na Plaza del Sol — poinformowała mnie pani niewiele sobie robiąc z mojego problemu. To idę. Mijam centrum, skręcam w wyznaczoną uliczkę, coraz mniej ludzi na chodnikach, taksówek wciąż tyle samo. Trochę zrobiło mi się niepewnie. Pytam przechodnia o Plaza del sol- to kilka przecznic stąd, ale lepiej tam nie idź, weź taksi. To bardzo niebezpieczna dzielnica – odpowiada
Dopiero teraz zauważam dziwne spojrzenia przechodniów. Mijam ich jak najszybciej, z całej siły ściskając mój plecak z całym ważnym dobytkiem. Siedziba Claro mieściła się w centrum handlowym, wystarczyło tylko przejść przez plac i już. Tylko zanim przez niego przeszłam, zdążyłam najeść się tyle strachu, że odechciało mi się samotnego spacerowania po mieście. 1,5 godziny w siedzibie Claro, dyskusji  i przekonywania, że nie będę drugi raz płacić za coś, czego nie mam, poskutkowały tym, że w końcu dostałam swój upragniony internet. Tylko przez ten czas mogłabym, coś zobaczyć, a tak to za chwilę będę musiała wyjeżdżać, bo już prawie 12.
Postanowiłam zobaczyć jeszcze Huacachinę, czyli wydmy paskowe wysokości gór, pośrodku których znajduje się małe jeziorko. Naprawdę tu ładnie. Do głównych atrakcji należy jazda na desce po piasku albo łazikami pustynnymi. Nie skorzystałam z żadnej z tych atrakcji, ale za to postanowiłam wejść na jedną z wydm. Było chwilę po południu, słońce mocno prażyło, a ja miałam na sobie sandałki. Piasek szybko poparzył mi stopy. Na szczęście w plecaku, wśród wielu niezbędnych rzeczy podróżnika, miałam też skarpetki. Założyłam je do sandałów i co chwilę odpoczywając, wspinałam się po piasku. Moje sandałki chyba jednak piasku nie lubią, bo postanowiły się zepsuć i to obydwa. Tak więc zostałam bez butów, w samych skarpetkach…
Nie przejmując się tym,  przez chwilę rozkoszowałam się widokami z góry. Dookoła wydmy i tylko w dole laguna z palmami.
Czas wracać. O ile spacer w samych skarpetach po wydmach nie sprawiał najmniejszego problemu, o tyle spacer po ulicy był już trudniejszy. Chciałam złapać taksówkę, ale wszyscy kierowcy żądali zdecydowanie wygórowanej ceny. W końcu stwierdziłam, że jak nie mam butów, to na pewno więcej nie zapłacę. Kierowca popatrzył na mnie z politowaniem. Ok, może być. Czas mnie gonił. Chciałam jeszcze dzisiaj zobaczyć linie z Nazci i wyruszyć do Cusco. Dużo jak na jeden dzień.
Może rzeczy były w hotelu więc przed wyjazdem musiałam po nie wrócić, za namową kierowcy pojechaliśmy najpierw kupić bilet. Jedna firma, najbliższy autobus (30 soli) odjeżdża o 19. O nie! Ja potrzebuję czegoś na już. Druga! Nie ma już dziś autobusów. Ostatnia, w biegu w samych skarpetkach kupuję bilet na autobus, który odjedzie za 40 minut. Wracamy do hotelu, biorę rzeczy i wracamy na dworzec. Moje porwane buty chwytam w rękę. Kierowca żąda ode mnie wyższej ceny, niż się umówiliśmy, jednak ja nie zamierzam jej płacić. Oddaję mu wszystkie moniaki i biegnę do autobusu. Okazało się, że mój jeszcze nie przyjechał, ale poprzedni wciąż nie odjechał. Udaje mi się zamienić bilet na autobus, który teraz czeka już tylko na mnie. Oddaję bagaż w trakcie wyjmując buty z plecaka, zakładam je w pośpiechy. Jeszcze zdjęcie z bagażowym, który strasznie o to prosi. Jedziemy do Nazci.

 

IMG_53831
Huacachina – Peru

IMG_53811

IMG_53681

IMG_53571

IMG_53491

IMG_53211

IMG_53141

IMG_53891

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *