Hiszpania – Pampeluna: w gonitwie do byków

Długi majowy weekend. Tak, Hiszpanie też go mają. Wszyscy jak zwykle wyjeżdżają gdzie się da. Ja też chciałam. Tym razem postanowiłam pojechać na północ. Strasznie cieszyłam się już na samą myśl wyjazdu, ponieważ nie raz słyszałam, że to najpiękniejszy hiszpański region. Niestety teraz było to wyjątkowo trudne. Najpierw dlatego, że tę podróż chciałam odbyć z kimś.  Po ostatniej podróży autostopem chciałam dzielić z kimś swoje przeżycia- nie chciałam być sama. Na szczęście szybko znaleźli się chętni, którzy zdecydowali się na wspólny wynajem samochodu. Pozostał inny problem. Nie mogłam chodzić . Od kilku dni byłam w domu i nie wychodziłam na zewnątrz. Każde stanięcie na nodze wiązało się z olbrzymim bólem. Postanowiłam jednak nie dać za wygraną i za wszelką cenę zobaczyć północ. Nawet gdybym miała przez cały czas nie wychodzić z samochodu.
Znów wszystko zbiegło się w czasie. Przeprowadzka i wyjazd. Już wcześniej wysłałam większość rzeczy do Polski, zostały mi tylko te najpotrzebniejsze. Część do bagażnika, część do kolegi na przechowanie, bo przecież wciąż nie mam gdzie mieszkać.
Dzień wyjazdu, wszystko spakowane jadę do biura po zarezerwowany wcześniej samochód. Moja inicjatywa wyjazdu, więc samochód też będzie na mnie. Jeszcze nie wiem, czy będę w stanie prowadzić, ale na pewno kierowca się znajdzie.
W biurze jestem pierwsza, tuz za mną ustawia się długa kolejka. Początek długiego weekendu.
Zarezerwowałam Hyundaia i30, za nie całe 100 euro. Pan przy biurku patrzy na mnie dziwnie. A ubezpieczenia Pani nie bierze? Jeśli cokolwiek się stanie będzie musiała Pani zapłacić za cały samochód, to 24 000 euro. Słucham tego z przerażeniem. Ostatnio miałam dużo pecha, nie chcę brać na siebie kolejnej odpowiedzialności, jednak nie mam innej opcji. Ubezpieczenie kosztuje aż 300 euro. Czemu tak dużo? – To sezon- nie wiem gdzie dostaliście tak niską cenę za wynajem, ale to aż niemożliwe.- odpowiada nieuprzejmie Pan.
Zastanawiam się. Nie mam gdzie mieszkać w Madrycie.  Nie mam innej możliwości. Biorę. – bierze Pani na siebie olbrzymie ryzyko – próbuje mnie przekonać konsultant.
Wiem, ale mam nadzieję, że wszystko będzie dobrze. Jeśli nie, wrócę do Polski z wielkim długiem, albo nie wrócę, bo mnie nie wypuszczą z Hiszpanii.
Idę po samochód. Nr 47, mijam go ale wydaje mi się, że to jakaś pomyłka. Idę  dalej, jednak się nie pomyliłam. Zamiast Hyundaia dostałam Fiata 500…. L. Nigdy wcześniej nie widziałam tego cuda. To taki fiat 500, tylko  powiększony, podwyższony, z większym silnikiem. OMG. Po co nam taki samochód. Chyba będę w nim spała. Tym bardziej, ze za niego odpowiadam.
Wsiadałam ze strachem w oczach. Nie dość, że nie jeździłam kilka miesięcy, to jeszcze nie wiem, czy nie będzie bolała mnie noga. Strach szybko przeszedł i została sama radość z jazdy. Przez czas mieszkania w Madrycie już prawie zapomniałam jak bardzo kocham jeździć samochodem.
Pojechałam po moją wyjazdową ekipę. Polka, polak i hiszpan. Właściwie nie znamy się. Wcale nam to nie przeszkadza. Jedziemy. Przystanek pierwszy Pampeluna. Miasto na północy Hiszpanii znane z gonitwy byków urządzanej na ulicach oraz z Drogi Życia.  Mojego ukochanego filmu
Ze lekkim opóźnieniem, bo podczas drogi zgubiliśmy się kilka razy, ale w końcu dojeżdżamy do Pampeluny. Wszyscy mamy nadzieję ujrzeć wyjątkowe i sławne miasto. Przeliczyliśmy się.  Kiedy nie ma tu gonitwy, Pampeluna to całkiem zwyczajne małe, wymarłe miasteczko, które można zwiedzić w ciągu godziny.  Wielki park z ruinami zamku, mini zoo, starówka i chyba koniec. Pojechaliśmy jeszcze do miasteczka uniwersyteckiego, które miało być takie cudowne. Nie było. Zwykłe budynki uniwersyteckie i nic więcej. W drodze do miasteczka pozwoliłam Radkowi prowadzić. Nie zauważył plamy farby olejnej na ulicy i przejechał po niej samochodem. Teraz nasz czarny samochód jest w białe kropki a farba nie chce schodzić. Gdy próbujemy ją zetrzeć, jeszcze bardziej się rozmazuje. Mam nadzieję, że jak zaschnie, to będzie łatwiej, bo jeśli nie… sama nie chcę myśleć, co wtedy. Wtedy  24000 euro długu zawiśnie na moim koncie. Może nie powinnam brać na siebie takiej odpowiedzialności. Staram się o tym nie myśleć. Od teraz tylko ja siadam za kółko. Nikt więcej prowadził nie będzie.
Pampeluna na naszej mapie została odhaczona, jedziemy do San Sebastian.
 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *