Taniec i Hiszpania – wyjazd z salsą i bachatą do Walencji: Albufera, Cova Tallada, tapas, wina i słoneczne plaże. Profesjonalne lekcje salsy i bachaty. Wyjątkowa wyprawa w tanecznym stylu!
4600PLN
Wybierz się na wycieczkę do Hiszpanii i weź udział w najsłynniejszej na świecie bitwie na pomidory – La Tomatina. To wyjątkowe doświadczenie połączymy z aktywnym odkrywaniem śródziemnomorskiego wybrzeża: kajaki i snorkeling w Cova Tallada, rowerowe trasy wzdłuż dzikiego wybrzeża oraz wizytę w malowniczym miasteczku Peñíscola oraz Altea. Czeka nas także rejs o zachodzie słońca po…
4900PLN
Wietnam – wyprawa 15 dni: Hanoi, Zatoka Ha Long, Sa Pa, Hoi An, Da Lat, Ho Chi Minh i Delta Mekongu Odkryj Wietnam w 15 dni! Trekkingi po górach i tarasach ryżowych Sa Pa, rejsy po zatoceHa Long i Delcie Mekongu, warsztaty kulinarne, noclegi u lokalnych rodzin, plaże Hoi An i górskie krajobrazy Da Lat.…
6900PLN
Wybierz się na wyprawę do Hiszpanii i przeżyj niezapomniane zaćmienie słońca 2026. Kajaki i snorkeling w Cova Tallada, rowerowe trasy wzdłuż wybrzeża, malownicze miasteczka Peñíscola i Altea, rejs łodzią o zachodzie słońce po Albufera. Nauka gotowania paelli i wieczory salsy w Walencji. Przyroda, kultura i niezapomniane widoki w jednej podróży dla miłośników przygód i astronomii.
5100PLN
Rodzinna podróż do Meksyku na Día de los Muertos. Piramidy, Xochimilco, miejsca z filmu Coco, piñata i plaże Puerto Vallarta. Święto Zmarłych w Meksyku dla rodzin z dziećmi. Wyjątkowy wyjazd do Meksyku.
9400PLN
TOP
Image Alt

Gdzieś w kolumbijskich górach

Gdzieś w kolumbijskich górach

Zanim zaczniesz czytać, włącz muzykę. Moje podróże bez niej wyglądałyby całkiem inaczej.

Wizyta u Luisa miała jeszcze jeden pozytywny aspekt.  Astrid, druga dziewczyna którą poznałam u niego w domu miała rodzinę w górach Rodzinę, która wytwarza kawę i panelę, a ja koniecznie chciałam zobaczyć jak robi się kawę. -Jeśli chcesz, to możesz do nich jechać na kilka dnia -powiedziała nawet nie zapytana przeze mnie.  Jasne, że chciałam. Marta – kuzynka Astrid – mieszka z dwójką dzieci w małej miejscowości położonej w okolicy Manizales –  to właśnie w tych rejonach wytwarza się najwięcej kolumbijskiej kawy i paneli. Dla tych co nie wiedzą, panela jest tak naprawdę cukrem, wytwarzanym tutaj z tej samej rośliny, co zwykły cukier, jednak suszy się go w inny sposób….
O 6 rano wsiadłam do autobus w Medellin i po 5 godzinach jazdy (miało być 3 godziny) dojechałam do Rio Susio. To taka mała miejscowość z dwoma kościołami, małym rynkiem i właściwie niczym do zobaczenia. Na stacji czekała na mnie Marta: niska, krępa kolumbijka z małymi oczami (tak opisała mi ją Astrid w wiadomości). Tak też właśnie wyglądała. Ciężko było określić jej wiek, jednak miała ok 38 lat. Przywitała mnie uśmiechając się oszczędnie  i wypytując o podroż. – musimy czekać do 3 ponieważ o tej godzinie mamy auto do domu- powiedziała
– a pieszo nie możemy pójść?  – zapytałam
Marta popatrzyła na mnie ze zdziwieniem – pieszo? to zdecydowanie za daleko
-ile trzeba iść? –
-nie wiem, ja zawsze idę tak długo aż dojdę –  odpowiedziała jakby czas nie miał dla niej najmniejszego znaczenia.

W czasie oczekiwania na auto kilka razy obeszłyśmy miasto, wypiłyśmy kawę, zrobiłyśmy zakupy a do 3 wciąż pozostało dwie godziny.
– pojedziemy na motocyklu- zdecydowała Marta prosząc swojego sąsiada o podwiezienie.
Tym razem to ja byłam zdziwiona. przecież ja mam ze sobą mój duży plecak, mały plecak, torbę i mnóstwo zakupów. To niemożliwe. Nie odezwałam się jednak ani słowem i zapakowałam się na motocykl z tymi wszystkimi rzeczami. Marta z druga połową zakupów, na drugi motocykl. Jedziemy. Już po chwili asfalt się skończył i wjechaliśmy na drogę z dużą ilością kamieni. Sąsiad nie zwolnił. -czy on wie, jakie to niebezpieczne? – pomyślałam modląc się w duchu abyśmy się nie przewrócili, a ja z całym swoim ładunkiem nie poleciała gdzieś w przepaść. Na szczęście, po półgodzinnej jeździe po stromej, kamienistej drodze, cali dojechaliśmy na miejsce. Przed nami malutki, biały domek na wzgórzu.  Oto jesteśmý.

Tutaj wszyscy się znają, a jak tylko pojawia się nowa twarz, staje się miejscową atrakcją. Tak też stało się ze mną. Sąsiedzi specjalnie odwiedzali Martę i jej rodzinę, aby mnie zobaczyć i móc ze mną porozmawiać. Naszą ulubioną zabawą stała się nauka angielskiego, bo przecież pomimo szkolnych lekcji, po angielsku nikt tu nie mówi. Kilka dni spędzonych na odpoczynku (pomimo nierobienia niczego, Marta ciągle kazała mi odpoczywać), jedzeniu arepy i nauce  robienia paneli szybko minęło. Oj bardzo szybko.

W międzyczasie chodziłam po górach 9oczywiscie z obstawą, bo przecież sama mogę się zgubić) i uczyłam tańczyć ballenato, bo każdy miejscowy, to profesjonalny tancerz. 🙂

 

 

IMG_802211

 

IMG_80281

IMG_80081

IMG_80021

IMG_79961

IMG_79921

IMG_79621

IMG_79581

IMG_79511

IMG_79481

IMG_80881

Post a Comment

Informacje odnośnie przetwarzania danych osobowych znajdziesz w polityce prywatności. Ta strona korzysta z plików cookies (ciasteczka), w celu zapewnienia jak najlepszego jej funkcjonowania, na zasadach wskazanych w regulaminie. Czy wyrażasz na to zgodę?

You don't have permission to register