Barcelona – miasto przeznaczenia

O ile w piątek na ulicach Barcelony nie musiałam przeciskać się przez tłumy turystów, o tyle w sobotnie popołudnie było ich mnóstwo. Od samego rana przygrzewało słońce i zachęcało do pójścia na plażę. Nie mogłam się oprzeć.  W międzyczasie szukałam jeszcze noclegu na CS. Co prawda miałam zaproszenia, ale od osób, które nie miały czasu pokazać mi miasta, a ja właśnie tego chciałam. Chciałam poznać kogoś, kto pokaże mi  niekomercyjne zakątki, powie ciekawe historie, wymieni się doświadczeniami, zje wspólną kolację. Już po chwili dostałam kilka zaproszeń. Pozostało tylko wybrać odpowiednie. Jak na razie moja intuicja nigdy mnie nie zawiodła. Zobaczymy jak będzie tym razem.
Po późnym śniadaniu z moim niedużym bagażem pomaszerowałam na plażę, przechodząc przy okazji przez dzielnicę Gotycką. Jest piękna, olbrzymia katedra, do której trzeba dotrzeć przechodząc wąskimi uliczkami przepełnionymi motocyklami, małymi sklepikami i turystami. Nawet nie zauważasz, kiedy nagle przed oczami ukazuje się plac z Katedrą. Usiadłam na chwilę obserwując turystów i pokazy tancerzy.
Catedral de Barcelona
 
Po chwili odpoczynku, zdecydowałam jednak nie marnować tej pięknej pogody i jak najszybciej znaleźć się na plaży. Ku mojemu zdziwieniu tam też były tłumy. Z trudnością znalazłam miejsce dla siebie i rozłożyłam się na kocyku. Mój błogi stan co chwila przerywały pytania plażowych sprzedawców, czy aby nie chcę super taniego masażu pomagającego na wszystko, świeżego mojito albo tatuażu z Hello Kitty.
Podczas mojego plażowania zadzwonił telefon. To mój pierwszy barceloński znajomy z CS. Jest blisko plaży i chętnie pójdzie na kawę. Super! Pomimo jego bardzo europejskiego wyglądu okazało się, że Guillermo pochodzi z Peru.  W Madrycie mam mnóstwo znajomych z tego dalekiego kraju. Pomimo niepochlebnej opinii jaką mają Hiszpanie o Latynosach, ja darzę ich wielką sympatią… no i mają taniec we krwi.
Poszliśmy na kawę do najbardziej znanego hotelu w Barcelonie „W”, położonego nad samą plażą. Pomimo ekskluzywnego wyglądu, dowiedziałam się, właściciel tego hotelu ma też siedmiogwiazdkowy hotel w Dubaju, a w Barcelonie kupił taki podrzędy hotelik…. Yyyyy. Podrzędny? – pomyślałam. Jeśli te nowoczesne wnętrze i wysokie ceny to podrzędny hotel,  jestem ciekawa jak wygląda ten w Dubaju.
W Barcelona
 
Podczas picia piwa i zajadania przepysznych owoców morza: ośmiorniczki, kalmary, krewetki -wszystko palce lizać- mój nowy przyjaciel opowiadał mi o życiu w Peru. Moje obecne wyobrażenie, tego 30 milionowego kraju nie było najlepsze. Dużo nasłuchałam się o biedzie jaka tam panuje. Teraz szeroko otwierałam oczy ze zdziwienia słysząc całkiem inne opowieści. Dowiedziałam się, że Lima to nowoczesne miasto, w którym co prawda panuje duża różnorodność ale dlatego, że żyje tam aż 8 ml mieszkańców. Guillermo nie należał do tych, którzy uciekli z kraju z powodu biedy. On po prostu  miał inny pomysł na życie. – Gdybym tam został- mówił – też miałbym dobre życie. Moi rodzice nie są biedni. Skończyłem dobrą szkołę, nie mogę narzekać. Chciał podróżować, mieszkał już w wielu krajach i miejscach, jak na razie tylko Barcelona zatrzymała go na dłużej.
Z Barcelony już blisko do Ibizy, 8 godzin promem. Guillermo mieszkał tam przez miesiąc i nie widział tam nic, co mogłoby mu się spodobać. Co prawda plaże piękne, kluby olbrzymie i wiecznie świeci słońce, jednak Ibiza to miejsce, do którego jedzie się tylko na imprezę. Pary uprawiające sex w klubie, publiczne orgie, wszechobecne narkotyki i wiecznie lejący się alkohol. Tak wspomina życie tam.
Długo rozmawialiśmy o życiu i planach a czas nieubłaganie mijał. W końcu nadszedł ten moment, kiedy musiałam iść na spotkanie z moim dzisiejszym gospodarzem. Pożegnaliśmy się, mając nadzieję, że jeszcze kiedyś się spotkamy. W końcu świat jest mały.
Dzisiejszy nocleg miałam w jednym z najpiękniejszych miejsc Barcelony, przy samej Sagrada de Familia. Jorge podjechał na motocyklu, dopiero co wrócił z plaży, gdzie grał w siatkówkę. Przywitał mnie płynnym angielskim bez hiszpańskiego akcentu. Okazało się, że jest z Portugalii. To wszystko wyjaśnia.
Mieszka w Barcelonie od 10 lat i nie zamierza się wyprowadzać, po tylu latach nadal bardzo podoba u się to miasto, ma tu przyjaciół, dobrą pracę i świetną pogodę do jazdy na motocyklu.
Po długiej rozmowie mieliśmy jechać na kolację. Szybki prysznic, sukienka i jestem gotowa. Jorge popatrzył na mnie ze zdziwieniem gdy wyszłam z łazienki. Kiedy podał mi kas zrozumiałam o co mu chodzi. W sukience na motocyklu? Przecież nie uprzedził mnie, że mamy jechać motocyklem! Szybko się przebrałam i z kaskiem w dłoni byłam gotowa do roli plecaka, której tak bardzo nienawidzę. Zawsze chcę jeździć sama i wychodzę z założenia, że albo tak, albo wcale. Tym razem sytuacja mnie do tego zmusiła. Na co szczególnie nie narzekałam. Jego mała CBR 250 okazała się świetnym motocyklem na miasto. Szybko i bezszelestnie przemieszczaliśmy się między samochodami. Jechaliśmy po nocnej Barcelonie podziwiając mijające budynki. Było cudownie.
Dotarliśmy na miejsce, gdzie czekał już jego przyjaciel. Restauracja mieściła się w jednej z obecnie najsławniejszych dzielnic. Barceloneta. Kiedyś biedna dzielnica rybacka, gdzie nikt nie chciał mieszkać, dziś jedna z najbardziej modnych dzielnic Barcelony, położona nad samym brzegiem morza przyciąga chętnych mieszkańców z całego świata.
Na kolację zamówiliśmy mnóstwo dań. Wcale nie przesadzam. Były kalmary, ośmiorniczki, mule, sałatka i tradycyjna katalońska potrawa, czyli tzw. Bomba (ziemniak wypełniony mięsem polany palącym sosem) do tego wino. Chciałam, żeby ten pyszny czas nigdy się nie kończył.
Po kolacji znów wsiedliśmy na motocykl. Tym razem Jorge był moim prywatnym przewodnikiem. Pokazał mi plażę, na którą chodzą miejscowi, przejechaliśmy przez dzielnicę gotycką, widzieliśmy wszystkie najsławniejsze budowle Gaudiego. Gdy wracaliśmy już do mieszkania, nagle Jorge zatrzymał motocykl.-wiem, że chcesz się przejechać i ufam, że umiesz jeździć- powiedział. Przez chwilę oczy mi się zaświeciły ale już po kilku sekundach zgasły. Przecież piłam dzisiaj alkohol! Nie mogłam prowadzić. Może nie byłam pijana, ale nie wybaczyłabym sobie,  żeby przez taką głupotę straciła jedną z moich największych pasji. Ciężko było to powiedzieć, ale odmówiła.
 W ciągu godzinnej przejażdżki  zobaczyłam więcej i przeżyłam więcej, niż w ciągu całego dnia, motocykl zmienia punkt widzenia, wzbudza większe emocje. Poczułam coś, czego trochę się bałam… mogłabym zamieszkać w Barcelonie. 
skutery na Plac de Catalunya
 
Sagrada familia
 
 
 

2 thoughts on “Barcelona – miasto przeznaczenia

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *