Semana Santa – procesje w Kordobie

Miałam zostać w Kordobie tylko na jeden dzień, jednak Alberto namówił mnie na jeden więcej. Niby wszystko już wiedziałam, ale dopiero dzisiaj – w niedzielę palmową- rozpoczynają się obchody Wielkiego Tygodnia, czyli Semana Santa. W końcu po to przyjechałam do Andaluzji. Nie mogłabym tego opuścić.
Po salsowej nocy wcale nie było łatwo się podnieść. Na poprawę humoru zostałam ugoszczona tradycyjnym hiszpańskim śniadaniem: tosty z oliwą i zmiksowanym pomidorem, świeżo wyciskany sok z pomarańczy i kawa. Dla takiego śniadania chce się wstawać z łóżka. Około południa zdecydowaliśmy w końcu wyjść z mieszkania. Słońce już nieźle dawało popalić. W wąskich uliczkach spacerowało nam się cudownie, jednak gdy tylko wyszliśmy na otwartą przestrzeń, od razu robiło się zbyt gorąco.
Dziś ulice wyglądały inaczej. Pewnie dlatego, że były na nich tłumy. Ludzie spacerujący w eleganckich ubraniach z gałązkami palmowymi. Alberto śmiał się, że specjalnie na ten dzień kupują nowe stroje. A ja w spodenkach i koszulce, nie czułam się odpowiednio.
Gdy przyszła pora na lunch, długo nie mogliśmy znaleźć wolnego miejsca w żadnej restauracji. Wszędzie rezerwacje. W końcu zdecydowaliśmy nie szukać dłużej i pozostać przy tapas.
 
Procesja 
 
Po lunchu i kolejnym spacerze, czułam się już na tyle zmęczona, że czas na drzemkę. Oby nie za długą, bo dziś zamierzamy zobaczyć procesję.
Z drzemki szybko obudził mnie Alberto. – wstawaj, już czas- ponaglał- mamy tylko kilka minut, bo się spóźnimy. Wybiegliśmy z mieszkania zmierzając do domu jego przyjaciół. Mieszkają dokładnie na trasie jednej z procesji. Będziemy mogli zobaczyć wszystko z tarasu. Niestety nie okazało się to takie proste, bo ludzie już od kilku godzin czekali na ulicy na nadchodzący orszak. Ciężko było przecisnąć się przez tłumy i dotrzeć do drzwi. Na szczęście się udało.  Weszliśmy na taras. Pogoda dopisywała. Podobno jeśli pada deszcz, procesje nie wyruszają. Czasami czekają kilka lat na słoneczny dzień. W tym roku się udało.
Na dole widzieliśmy tłumy czekające na procesję. Dlaczego nie pójdą w miejsce, gdzie ona właśnie przechodzi. Zastanawiałam się bezskutecznie. Przecież nie musieliby czekać kilku godzin na prażącym słońcu. Wokoło nie było hałasu, wszyscy wyczekujący. Tylko dźwięk łuskanego słonecznika (hiszp. pipas)  przerywał idealną ciszę. Nadchodzą! Na początku mnisi w długich szatach z pozakrywanymi głowami, jak członkowie ku klux klanu. Szli kilka kroków i zatrzymywali się co chwilę. Za nimi tacy sami mnisi niosący krzyże, niektórzy

boso, w ramach postanowienia po wszystkich  kamiennych uliczkach Kordoby. Tuż za nimi księża i olbrzymia figura Chrystusa zrobiona ze srebra, ozdobiona naturalnymi kwiatami i palącymi się świecami. Figura z daleka wyglądała, jakby kołysała się na wietrze. Dopiero z bliska można było zauważyć, że pod nią znajdują się ludzie. Wszyscy mężczyźni, którzy niosą tę olbrzymią i ciężką figurę. To dlatego cały orszak idzie tylko kilka kroków i odpoczywa. Nikt nie byłby w stanie unieść takiego ciężaru bez wystarczającej ilości tlenu. Oni też nie. Za każdym razem, kiedy na nowo podnosili figurę, tłum klaskał. Bo przecież to nie lada wyczyn.

Gdy figura doszła do na naszego okna, cały orszak znów przystanął. Ciszę przerwał dobiegający z przeciwległego balkonu śpiew chłopca. Wszyscy stali zasłuchani. Za chwilę orszak znów ruszył. Za nim szły płaczki, czyli kobiety ubrane na czarno, jakby w strojach żałobnych. Później orkiestra i żołnierze. A za nimi już tylko tłum ludzi, którzy postanowili towarzyszyć orszakowi w tej kilkugodzinnej drodze.  Takich procesji w Kordobie jest kilka, wychodzą z każdego najważniejszego kościoła i idą przez cały dzień, do późnych godzin nocnych. Nie byłam w stanie sobie wyobrazić, jak można tego dokonać.
Tłum oddalał się powoli.  Na ulicy zostały tylko pestki słonecznika. –Podobało Ci się- zapytał Alberto, który jak większość jego przyjaciół jest negatywnie nastawiony do tego typu wydarzeń. – Bardzo mi się podobało- odpowiedziałam zamyślona. Bo było piękne i doniosłe, ale jednak spodziewałam się czegoś innego. Może tego, że ten tłum podążający za figurą będzie większy, może tego, że ludzie będą się modlić. Sama nie wiem. W każdym razie wszystko odbywało się tak jakby w innym świecie, bez uczestnictwa ludzi. – jak pojedziesz do Sevilli, tam dopiero zobaczysz jak ludzie uczestniczą – Alberto próbował rozwiać moje wątpliwości. – Tam są tłumy, ludzie szaleją, śpiewają, płaczą- mówił jakby opowiadając o jakimś przedstawieniu. A ja się cieszyłam, że już jutro będę jego uczestniczą w Sevilli. 
 
 
 
 
okna przystrojone na Semana Santa
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

One thought on “Semana Santa – procesje w Kordobie

  1. Oglądam co roku procesje w Madrycie ,hiszpanie są bardzo ekspresyjni,co mnie poczatkowo bardzo zdziwiło teraz już nie,taka nacja. Lubię to

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *