Samaipata – zostanę tu nawet na zawsze!!!!

Podczas naszego krótkiego pobytu w Samaipata postanowiliśmy jak najlepiej spożytkować spędzony tam czas. Poranek na rowerach do schroniska dla zwierząt. Boliwijskie schroniska zamiast psów, jak w Polsce mają małpy, lamy, konie, papugi i wiele innych nieznanych mi zwierząt. Tuż za wejściem spotkaliśmy moich nowych znajomych z Litwy, których poznałam w drodze do Boliwii. Nie mieli dla nas czasu, bo byli zajęci czyszczeniem klatek i karmieniem zwierząt. Dopiero później znaleźli chwilę. Już same miny wskazywały niezadowolenie z miejsca.  – praca jest ciężka, musimy codziennie wcześnie wstać, karmić zwierzęta, czyścić klatki, opiekować się nimi, nie mamy czasu na odpoczynek – powiedziała rozżalona M. – Chociaż wieczorem chcielibyśmy odpocząć, ale w naszym pokoju nie da się spać, mieliśmy mieć normalny nocleg, a sąsiadujemy z klatką małp. Nawet nie chodzi o hałas, ale o smród, który dociera przez okno wychodzące na klatkę, tam nie da się mieszkać – powiedziała.IMG_00711

– nie ma innego pokoju? – zapytałam ze zdziwieniem – przecież w zamian za taką pracę, powinniście mieć normalne miejsce do spania, no i wyżywienie – dodałam

– jest, jednak trzeba dopłacać do niego 50 dolarów tygodniowo, bo tylko ten z małpami jest w pakiecie wolontariatu. A jedzenie? Wczoraj nawet nie było obiadu, bo się skończyło i nie było komu po nie pojechać –  dodała.

Właścicielka refiugio to holenderka, która z niepełnosprawnością ruchową znalazła sobie tutaj miejsce do życia. Cały czas pobiera pensje z Holandii, więc tutaj ma kokosy, stać ją nie tylko na utrzymanie Refrugio, ale też na bardzo dobre życie. Dodatkowo za wstęp tutaj trzeba płacić i to wcale nie tak mało, bo aż 20 bolivianos. Nie ma żadnego pracownika, wszystkie osoby u niej to wolontariusze, którzy pracują za nocleg i jedzenie, ale jak widać nawet tego im nie zapewnia.

IMG_00931
Niespotykane w Polsce zwierzęta, w Boliwii są bardzo popularne

 

Dużo osób podróżujących po świecie korzysta z takich wolontariatów. Normalnie pracują ok. 5 godzin dziennie w zamian miejsce do spania i cos do jedzenia. Zostają kilka tygodni planując dalszą trasę i ruszają dalej. Niektórzy niestety ich wykorzystują dając im warunki, w których nie da się żyć.

Weszłyśmy do ich pokoju. Od razu po przekroczeniu drzwi doleciał mnie straszny odór małpich odchodów. W pokoju nie było okna wychodzącego na przeciwległą stronę. Mały, ciasny, obskurny i ten smród. Ja nie zostałabym tutaj nawet jednej nocy, za to ona tak. Wszystko ze względu na jej chłopaka, który jest weterynarzem i chciał poprzebywać ze zwierzętami, jednak teraz nawet on już nie chce.

Pożegnaliśmy się z nimi, mając nadzieję, ze jak najszybciej się stamtąd wydostaną.

Pojechaliśmy na obiad. W markecie spotkaliśmy dwóch Peruwiańczyków, którzy przyjechali do Samaiptaa tą samą taksówką. Oni również dzisiaj wracali.

IMG_00861
Uwaga! Lama szalona i z furiaka

Chcieliśmy bardzo iść na wodospady, ale nie wiedzieliśmy czy od razu zabrać tam swoje rzeczy, czy może później wrócić po nie do miasta. Droga powrotna do Santa Cruz przebiegała tuz obok, jednak zazwyczaj taksówki jeżdżące tam były już zapełnione.

-jeśli chcecie, to złapiemy taksówkę z dwoma wolnymi miejscami i Was stamtąd zabierzemy – zaproponował jeden z nich . Nie mogliśmy nie przystać na taką propozycje. Umówiliśmy się, że o 16 będziemy czekać na nich przy wejściu do wodospadów.

Najedzeni, zaopatrzeni w kilka empanadas na wynos i szczęśliwi ze spotkania z Peruwiańczykami zabraliśmy wszystkie rzeczy i pojechaliśmy do wodospadów.

Było ich 3. Przy każdym tłumy Boliwijczyków, którzy postanowili kąpać się w ubraniach. Podobno taka tuta kultura, że są bardzo wstydliwi. Dziewczyny w czarnych spodenkach i koszulkach przyglądające się mojemu kolorowemu bikini. Teraz to ja poczułam się nieswojo, ale mimo wszystko nie zamierzałam zakładać ubrań w tym upale.  Nabil szybko odnalazł się w klimacie, zaczął biegać po wodospadach, wspinać się po skałach i skakać do wody zachwycając przy tym innych młodych chłopców. A ja spokojnie leżałam na kawałku plaży walcząc z zamykającymi się oczami. Byłam taka śpiąca.

IMG_01621Zbliżała się 16. Zebraliśmy swoje rzeczy i wyruszyliśmy na drogę, aby tam czekać na Peruwiańczyków. Wolelibyśmy być tam wcześniej. Usiedliśmy na poboczu przy wejściu do wodospadów, tak aby na pewno mogli nas zauważyć.

To było piątkowe popołudnie, więc co chwila mijały nas taksówki.

Szybko zaczęliśmy się nudzić, wiec zaczęliśmy tańczyć wprawiając w niemałe zdziwienie mijających nas kierowców i dzieci czekajace po przeciwnej stronie drogi. Mieszkańcy Boliwii często nie mają odwagi na spontaniczne zachowania, boją się wyróżnić, zostać ocenionym, wszystkiego co mogłoby być inne.

Taksówka z Peruwiańczykami wciąż nie przyjeżdżała. Do głowy powoli zaczęły wdzierać się czarne myśli – co jeśli nie przyjadą? Pewnie się spóźnią, bo przecież tu wszystko zależy od taksówkarza- tłumaczyliśmy sobie.

Stanęła taksówka, wysiadły z niej dwie osoby. Taksówkarz zapytał nas, czy nie chcemy z nim jechać. Popatrzyliśmy po sobie niepewnie, jednak odmówiliśmy. Bo co jeśli przyjadą a nas nie będzie?

Bez żadnej pewności, jednak z zaufaniem do ludzi postanowiliśmy jednak poczekać.

To był błąd. Minęła 16.00 i 16.30 a peruwiańczyków wciąż nie było. Próbowaliśmy zatrzymać którąś z mijających nas taksówek, jednak wszystkie były pełne. Postanowiliśmy wrócić do miasta, aby tam złapać  pustą. Szliśmy próbując zatrzymać kogoś na stopa, jednak to też się nie udawało. Zaczynało się robić ciemno. Boliwia nie jest najlepszym miejscem dla spacerów po nocach.IMG_01071

Nabil zaczął się denerwować, tym bardziej, że usiłował nie pokazywać tego po sobie.  W końcu stanęła taksówka. Bez negocjacji zgodziliśmy się na cenę i wcisnęliśmy siebie i bagaże do bagażnika. Wszystkie miejsca siedzące były już zajęte. Cieszyliśmy się z tego, że w końcu udało nam się coś zatrzymać. Jechaliśmy zadowoleni w bagażniku kręcąc filmy i robiąc zdjęcia a pod koniec już trochę przysypiając. Wróciliśmy do Samaipaty. Wyskoczyliśmy przy wjezdzie do miasta zabierając swoje rzeczy i płaca umówioną kwotę, mając nadzieję, że jak najszybciej uda nam się złapać taksówkę jadąca do Santa Cruz. Na postoju czekało ok. 6 osób, co oznaczało, że może nie być łatwo. Każdy chciał się wydostać z miasta. Czekaliśmy jak najbliżej ulicy, żeby jako pierwsi wskoczyć do nadjeżdżającej taksówki. Podjechała. Wcisneliśmy się do niej bez oglądania się na innych. Cieszyłam się tym bardziej, ze jutro w Cochabamba zaczyna się festiwal tańca tradycyjnego, na który bardzo chciałam dotrzeć, a to jeszcze 10 godzin jazdy autobusem z Santa Cruz.

Wyjeżdżaliśmy z Samaipata, dookoła nas majaczyły góry. Byliśmy zmęczeni ale szczęśliwi. Przed nami 3 godziny drogi więc chciałam spożytkować czas na obejrzenie zdjęć. Rozejrzałam się dookoła, aby wyjąć kamerę z mojej torby… Torby, którą dałam Nabilowi w opiekę. Torby, której z nami nie było.

-Nabil , gdzie jest moja torba? – zapytałam go z paniką w oczach.

Nerwowo rozejrzał się po taksówce. Już wiedział, że jej nie m. – Musiałem zostawić ją w poprzedniej taksówce – powiedział z przerażeniem.

W torbie była nie tylko moja lustrzana, ale również drugi telefon z polskim numerem, prawo jazdy, jakieś inne dokumenty…  Wszystko to, co było mi bardzo potrzebne.

-Nie wyjadę stąd bez mojej kamery. Mam tam wszystkie zdjęcia. Poproś taksówkarza, żeby się zatrzymał.- starałam się zachować spokój.

– nie znajdziesz jej, w Boliwi nic nie wraca do właściciela – powiedział Nabil – odkupię Ci kamerę.

-Poproś go! Nie ustępowałam – zapłacę mu za całą drogę, albo nawet podwójnie, niech tylko mnie odwiezie do Samaipata.

Kierowca zgodził się zawrócić za całą stawkę przejazdu, jednak to nie było dla mnie istotne. Chciałam odzyskać mój sprzęt za wszelką cenę.

Wróciliśmy do miasta, płacąc tylko połowę ceny, to i tak miło z jego strony.

Wysiedliśmy w tym samym miejscu, w którym wcześniejszy kierowca wysadził nas z taksówki. Zaczęliśmy pytać ludzi o kierowcę. My nie kojarzyliśmy nic, ani jaka to była firma, ani jak wyglądał kierowca, wydawał nam się jednak, że miał wąsy. Byliśmy w mieście pełnym białych taksówek, które wyglądały tak samo. Niby jak mamy znaleźć tą odpowiednią?

DSC_21631
Nabil z moją torbą w taksówce

Zaczęliśmy pytać ludzi, na ulicy. Wszystkich dookoła, być może ktoś z nich widział danego taksówkarza, a może chociaż kojarzy kogoś z wąsem.  Zapytani ludzie podawali jakieś imiona, jednak nikt tak naprawdę nie wiedział, kim był ten taksówkarz. Zaczęłam iść w kierunku centrum, nie zważając na to, czy Nabil idzie ze mną, czy zostaje. Wiedziałam tylko, że nigdzie nie ruszę się bez tej torby, choćbym miała zostać w Samaipata na zawsze. Szłam po oświetlonych ulicach patrząc na przejeżdżających taksówkarzy i zaglądając im do bagażników. Wierzyłam w to, że torba wciąż tam jest. Postanowiła pójść na policję.

Policjant w milczeniu słuchał o tym, jak zostawiłam torbę ze wszystkimi dokumentami – musiałam powiedzieć o dokumentach, bo w innym wypadku nikt by jej nie szukał. –Zna Pani chociaż nazwę firmy, numery taksówki, albo cokolwiek? – zapytał

Nie znałam nic.  – to nie będzie łatwe, u nas rzeczy raczej się nie odnajdują a z Pani informacji również niewiele wynika. Muszę poznać jakieś szczegóły – powiedział.

Wyszłam zdesperowana na ulicę, znów rozglądając się dookoła. Było już ciemno i  prawie pusto. Zły czas na poszukiwania zguby. Przez chwilę usiadłam na ławce trzymając głowę w rękach i myśląc nad tym jak mogę odnaleźć torbę. Prosiłam Boga o pomoc. Wstałam i znów zaczęłam isć bez celu, mijając miejscowy market uświadomiłam sobie, ze przecież robiliśmy zdjęcia w taksówce. Szybko przejrzałam zdjęcia z telefonu, byliśmy na nich tylko my. Żadnych szczegółów. Ale przecież była jeszcze kamera gopro, tylko, że nie miałam przy sobie niczego, na czym mogłabym odtworzyć film. Weszłam do pierwszego miejsca. – już zamykamy – powiedział chłopak trzymając w dłoni klucze.

– proszę, muszę tylko obejrzeć jeden z film, bez niego nie odnajdę zaginionych dokumentów i nigdy nie wyjadę z Boliwii- poprosiłam zrozpaczona. Zgodził się. Otworzyłam film.  Było na nim widać nazwę firmy przewozowej. Szybko spisałam nazwę i wybiegłam na ulicę aby wrócić na policję z nowymi szczegółami.  Na ulicy zobaczyłam Nabila. Szedł zmęczony z przeszklonymi oczami w ręku trzymając moją torbę. –Skąd ją masz? – nie wierzyłam własnym oczom.

– Chodziłem po ulicy pytając o taksówkarza. Wskazano mi dwa imiona, które usiłowałem znaleźć. W końcu ktoś powiedział mi, gdzie może mieszkać jeden z nich. Poszedłem do domu. Jego nie było, ale żona czekała na nas z torbą. Jej mąż odwiedził już wszystkich pasażerów taksówki, a kiedy okazało się, że torba nie należy do żadnego z nich, postanowił przechować ją dla nas w domu. Nie oddał jej na policję, bo wiedział, że wtedy byśmy jej nigdy nie odzyskali.

Otworzyłam torbę. Nic nie zginęło.  Nie mogłam uwierzyć w swoje szczęście. – wiesz, że to jest prawie cud- powiedział Nabil poważnie.

Wiedziałam i tym bardziej nie mogłam uwierzyć w swoje szczęście i w swoją naiwność, że znów komuś zaufałam i powierzyłam coś, co jest dla mnie bardzo ważne.

-Nienawidzisz mnie – powiedział poważnie słowa, które tak całkiem niedawno słyszałam.

Powoli wróciliśmy na przystanek, tym razem nie wpychając się do żadnej taksówki. Nie wiedzieliśmy nawet, czy o tej godzinie uda nam się jeszcze wrócić. W końcu przyjechał autobus, który nas zabrał. Usiedliśmy na innych siedzeniach, czasami tylko spoglądając na siebie z wyrzutami bez słowa spędziliśmy tak pięć godzin.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *