Rio de Janeiro – walcz aby przezyc

– witaj na wojnie – powiedział M kiedy wsiadłam za kierownicę jego samochodu. Nie chodziło mu tylko o sposób jazy miejscowych, który każdego Europejczyka może doprowadzić do szaleństwa. Tutaj obowiązuje jedne prawo i nie jest to bynajmniej prawo sporządzone na papierze przez brazylijski rząd, jest ono zapisane w umyśle każdego brazylijskiego kierowcy: większy i mocniejszy ma pierwszeństwo. Nie licz na to, że ktoś Cię przepuści, zwolni, kiedy chcesz wjechać na drogę. Wepchaj się, albo zgiń! A światła? Wydaje mi się, że są one tylko ozdobą , bo nikt ich tu nie przestrzega. Nawet jeśli masz zielone, lepiej zwolnij przed skrzyżowaniem.
Wojna w Rio nie dotyczy tylko kierowców, ale też życia codziennego w każdym jego aspekcie. Dostrzegana jest tu na każdym kroku. Wyobraź sobie, że w favelach (dzielnicach biedy) żyje 25 % społeczeństwa Rio. Czyli co czwarta osoba spotkana na ulicy, wraca wieczorem do domu, do dzielnicy, do której zazwyczaj nie dociera policja z powodu zbyt wąskich ulic. Do dzielnicy w której rządzą przestępcy a elektryczność doprowadzona jest nielegalnie. Mieszańcy faveli raczej nie napadają na siebie wzajemnie. Przejeżdżąją przez całe miasto, aby okraść turystów w najbardziej popularnych dzielnicach w centrum i przy plaży. Słynne zbiorowe rabunki na plaży to nie bajki. W ciągu kilku minut na plaże wbiega grupa nawet kilkuset osób, by kraść wszystko co się da. Przecież nikt im się nie przeciwstawi. Nie dotyczy to tylko dorosłych. Jeszcze do niedawna miejscowa policja miała prawo zatrzymywać grupki dzieci, które zmierzały w kierunku plaży i zabraniać im dotarcia do niej. Było to spowodowane grupowymi rabunkami organizowanymi przez dzieci. Jednak prawo zniesiono, bo przecież samo zmierzanie na plażę to nie przestępstwo. Od tego czasu turyści na Copacabana znów nie mogą czuć się bezpiecznie. W związku z tym w okolicy postawiono posterunki policji, która powinna strzec turystów. Zamiast tego policja nie wtrąca się w kradzieże zazwyczaj jednak na końcu dnia zabiera część łupów… nigdy nie oddając ich właścicielom. Część spotkanych przeze mnie ludzi, nigdy w życiu nie była w faveli. No bo po co? – mówią – żeby szukać problemów?
Nie obchodzi ich wygląda tamtejsze życie i co można zrobić, aby pomóc miejscowym. Minimalna pensja w Brazylii to 800 reali. Wynajęcie pokoju to dokładnie taka sama kwota.
Skoro ¼ populacji to mieszkańcy faveli, znaczy że tak duży odsetek mieszkańców to przestępcy? Na pewno nie. W favelach zamieszkują też normalni ludzie, dojeżdżający codziennie do pracy, mający rodziny i dzieci. Aby pomóc mieszkańcom rząd wprowadza programy dzięki którym ich uspołecznia Część faveli, to tzw favele partycypujące, czyli biorące udział w karnawale… bo karnawał w Rio właśnie tam powstał. W favelach partycypujących dużo się zmienia. Pojawiają się specjalne jednostki policyjne na motocyklach. Otwierane są szkoły. Aby zmusić dzieci do nauki rząd stosuje nietypowe środki. Płaci rodzinie. Jeśli dziecko chodzi do szkoły, rodzina dostaje pieniądze.
W Rio kobiety nie mają łatwo. Ich sytuacja nie należy do najciekawszych. W każdym metrze jest specjalny wagon: tylko dla kobiet. Bynajmniej nie jest to spowodowane etyką religijną, bo zdecydowana większość Brazylijczyków, to chrześcijanie. Bezpieczne wagony spowodowane są narastającym molestowaniem ich przez mężczyzn. Tylko, że na całe metro wagon dla kobiet jest tylko jeden. To nie załatwia tym bardziej sprawy, że wcale nie likwiduje problemu, bo skoro nie idziesz do tego wagonu, to sama się o to prosisz.
Największe wrażenie zrobiło na mnie centrum. Nigdy w życiu nie widziałam na ulicy tylu bezdomnych. Zazwyczaj szukają sobie spokojnych miejsc, gdzie nie będą nagabywani przez przechodniów. W Rio jest inaczej. Aby przejść chodnikiem trzeba uważać pod nogi żeby nie potknąć się o leżącego narkomana niewiele robiącego sobie z mijających go tłumów. To nie on powinien się bać, ale wszyscy inni jego. Do tego całe centrum śmierdzi odchodami.
Uwielbiam parki. Zawsze siadam na ławce by poobserwować miejscowych. Rio szybko oduczyło mnie tego zwyczaju. Kiedy tylko zbliżyłam się do miejskiego parku, zauważyłam nagiego mężczyznę załatwiającego potrzebę w fontannie a później bez skrępowania podmywającego sobie tam tyłek. Tutejsze parki na pewno nie są dla turystów.
Rio nie jest bezpieczne. Tu można zostać napadniętym nawet w biały dzień, kiedy idzie się z grupką znajomych. Pomimo to podobno powoli zmienia się na lepsze. Powoli, bo aby zmienić życie 25% społeczeństwa potrzeba wielu lat…

IMG_06031

IMG_05541

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *