Powrót do Limy i nowy rozdział w podóży

Andres pojechał ze mną na lotnisko, aby dotrzymać mi towarzystwa do ostatniej chwili. Byłam podekscytowana, bo w ciągu najbliższych 4 dni, miałam 3 razy lecieć samolotem. Wszystko po to, żeby dotrzeć do Barranquilli i uczestniczyć w drugim, największym karnawale na świecie. Arequipa – Lima – Bogota- Barranquilla. Plan był prosty.  Pewnie nie poleciałabym tam, gdyby nie zbieg dat karnawału z moimi urodzinami. To był mój  własny urodzinowy prezent.

Lot z Arequipy do Limy był szybki i przyjemny, dostaliśmy coś do jedzenia i picia. Zanim się obejrzałam, wylądowaliśmy w Limie. Stanęłam w kolejce do wyjścia z samolotu.

– cześć, co słychać- zagadał do mnie ok 40 letni chłopak. Skąd jesteś? – zapytał przyjaźnie. Zaczęliśmy rozmawiać. Jose jest Peruwiańczykiem , mieszka w Cusco, ale kilka lat spędził na okrętach pływając po świecie. Przyleciał do Limy, aby odwiedzić rodzinę i sprzedać mieszkanie, bo nie chce tu więcej mieszkać. Ani jego angielski, ani uroda, nie zdradzały jego pochodzenia. – Gdzie jedziesz- zapytał? Jak chcesz- to pomogę Ci złapać taksówkę -zaproponował. Na kartce miałam napisany adres restauracji, gdzie miałam spotkać mojego Coucha. Nie miałam pojęcia, w której części miasta się znajdowała.
Pokazałam Jose mój adres. – To blisko lotniska- jak chcesz, to mogę Cię tam podrzucić. Mój kierowca czeka na mnie. Spojrzałam na niego sprawdzając, czy mogę mu ufać. Kierowca, dlaczego ma prywatnego kierowcę pomyślałam. Szybko wyjaśnił mi, że to mężczyzna zawsze wożący jego rodzinę na lotnisko. Zgodziłam się.
Bez tego zapłaciłabym mnóstwo kasy i tak naprawdę nie czułabym się bezpiecznie z obcym taksówkarzem.
Wsiedliśmy do samochodu. Kierowca wziął ode mnie duży bagaż i poprosił o wsadzenie również małego plecaka do bagażnika – odmówiłam. Spojrzał na mnie, ale odpuścił. Wiedliśmy do samochodu. Zapytał dokładnie o nazwę restauracji. Nie pytał o lokalizację, tak jakby dobrze ją znał. Usiedliśmy z Jose z tyłu rozmawiając o podróżach. Jeśli będziesz chciała przyjechać do Limy, to zapraszam, na pewno przez miesiąc tu będę – powiedział.
Dojechaliśmy pod restaurację. Może jeszcze kiedyś się spotkamy, pożegnaliśmy się z Jose…..
Do spotkania z moim CS miałam jeszcze godzinę. Przez ten czas spokojnie mogłam napić się kawy. Weszłam do restauracji.-  Kawa?- popatrzył na mnie kelner- kawy nie mamy, ale za to mamy jedzenie, cole, spite…. Ale ja chcę kawę! Kelner kazał mi chwilę poczekać, poszedł do kuchni dyskutując o czymś zawzięcie.
Wrócił i oznajmił, że kawa będzie. Faktycznie była. Ktoś najwidoczniej wybrał się do sklepu i kupił jedną torebkę kawy rozpuszczalnej, którą później mogłam dawkować do woli.:)·

Mój CS, czyli Pedro, ma typową peruwiańska urodę. Jest fotografem i w wieku 35 lat wciąż mieszka z rodzicami i bratem. Dziś będę spała w jego domu. W czasie drogi do domu Pedro oznajmił -moi rodzice nie wiedzą, że się nie znamy, więc musimy ustalić wspólną historię, gdzie się poznaliśmy. Nie udało nam się znaleźć miejsca, w którym wspólnie byliśmy, więc wymyśliliśmy Dominikanę, gdzie Pedro kiedyś pracował. Cała rodzina mieszka w domu na przedmieściach Limy, w jednej z dobrych dzielnic miasta. Tata jest ginekologiem, a mama zajmuje się domem. Do tego jeszcze brat, który w wieku 25 lat 3 razy rzucał studia i obecnie nie wie, co ma ze sobą zrobić. Weszliśmy do domu, tuż w salonie stała figura Virgen de la Calendaria, bo wszyscy są katolikami, a przynajmniej rodzice.
Usiedliśmy na kanapie, Pedro zaczął zasypywać mnie pytaniami, o życie, pdróże, moje przygody. Słysząc cześć z nich nie mógł się nadziwić. Do salonu zaczęła wchodzić ciekawa rodzina, która zadawała jeszcze więcej pytań i jeszcze bardziej dziwiła się moim przygodom. – ale opowiedz mamie, kto Cię dzisiaj przywiózł z lotniska – zachęcał Pedro i zmuszając mnie do opowiadania tych samych historii drugi raz. – a jak szłaś sama po nocy na Machu Pichu – dopytywał ponownie.
Brata nieszczególnie interesowały moje przygody, raczej, czy przypadkiem nie mam jakichś monet z polski, bo on kolekcjonuje. Długo szukałam po bagażu aż w końcu udało mi się znaleźć 1 grosz. Lepsze to niż nic. Zmęczona po długim dniu, szybko zasnęłam. Wiedziałam, że rano czeka mnie n owa przygoda. Nowy kraj i nowa kultura.

Obudziłam się z samego rana. Wiedziałam, że o 11 muszę znaleźć się na lotnisku. Mama Pedro przygotowała śniadanie składające się ze wszystkiego, co można sobie wyobrazić. Musiałam wszystkiego spróbować, no bo przecież inne. Pedro zaoferował, że odwiezie mnie na lotnisko. Super, ucieszyłam się. Wiedziałam, że autobusy w Limie, w okolicach lotniska do najbezpieczniejszych nie nalezą. Nie wiedziałam tylko, ze wraz z nim wybierze się również mama i brat. To nawet w Polsce taka ekipa nie odwozi mnie na lotnisko. Cała rodzina zapakowała się do samochodu. Brat wziął ze sobą karty, żebym w ostatniej chwili zdążyła jeszcze nauczyć go jakiejś polskiej gry. Dojechali my na lotnisko, myślałam, że się pożegnamy i mnie tam zostawią, a oni wszyscy ze mną…
Zrobisz odprawę i będziemy na Ciebie czekać po drugiej stornie. Niestety znów zgubiłam dokumenty wjazdowy z Peru i znów musiałam za niego zapłacić. Jeszcze wczoraj był włożony do paszportu a dzisiaj wyparował. Mam dziwne podejrzenia, ze jakiś mały skrzat specjalnie nie chce mnie wypuścić z Peru, albo chce zrujnować mój budżet.
Godzina odprawy a rodzina wciąż czeka cierpliwie. Wróciłam do nich, wiedząc, że już na mnie czas. Pora się pożegnać. – szkoda, że nie miałaś więcej czasu,mamy nadzieję, że jak wrócisz, to na dłużej – żegnają mnie czule jak członka rodziny machając mi na pożegnanie. Przechodzę przez bramki wiedząc, że za nimi, czeka na mnie inny świat. Świat bardzo bliski mojemu sercu, bo to w końcu Kolumbia, świat tańca i zabawy, a zarazem świat bardzo niebezpieczny przed którym każdy mnie przestrzega… a jak będzie w rzeczywistości… zobaczymy…

 

 

 

2 thoughts on “Powrót do Limy i nowy rozdział w podóży

  1. Uważaj na siebie w tej Kolumbii – „czujny jak pies podwójny” – to hasło powtarzaj sobie każdego dnia 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *