Paraty – wyprawa bez butów

DSC_12411

To było trzecie podejście do wyjazdu do Paraty. Za pierwszym razem, kiedy byłam jeszcze w Sao Paulo, namówilam Leo żeby pojechał tam ze mną samochodem. Nie chciałam spędzić 6 godzin w autobusie. W piątek w nocy zarezerwowalismy hostel. W sobotę obudziła mnie ulewa. Nie ma sensu jechać na plażę w taką pogodę. Zostaliśmy.
Później miałam jechać z Rio. Tym razem namówilam Raphaela. 🙂 Potrzebujesz wakacji-przekonywalam go usiłując zdobyć towarzysza i zapobiec pięciogodzinnej jeździe autobusem. Kiedy mieliśmy wyjeżdżać w niedzielne popołudnie zaczęło lać. -O nie!!- krzyknęłam zrezygnowała wiedząc, że nie mogę zostać dłużej w Rio.
Rafael w ramach pocieszenia zabrał mnie do swojej rodziny a później do domku na wsi położonego pomiędzy przepięknymi górami. Motocykl, basen, cisza spokój i deszcz
….DSC_1109
Po dniu spędzonym w Terespolis,mimo brzydkiej pogody postanowiłam wyruszyć do Paraty. To ostatnia próba, już bez odwołania.
Zarezerwoalam hostel aby przypadkiem nic mi nie wypadło.
-Odwieź mnie na dworzec-poprosilam R.
-Pojechałbym z Tobą- ale muszę pracować- powiedział
widziałam w jego głosie nutkę zawachania i postanowiłam ją wykorzystać.
-Pracować? Jak chcesz pracować skoro pada deszcz? Przecież w taką pogodę nikt nie chce latać. Nie masz ciekawszego zajęcia a odpoczynek na plaży na pewno Ci się przyda -przekonywałam ale nie naciskałam.
Kiedy dojechaliśmy do Rio, Raphael zamiast odwieźć mnie na dworzec pojechał do domu.
. Aby zabrać ubrania:)
Padało i nic nie zapowiadało, żeby pogoda miała się zmienić.
-Jeśli w Paraty będzie padać wracasz ze mną do Rio- żartował
Na szczęście w chwili kiedy przyjechaliśmy świeciło słońce .:)
Paraty to przepiękne kolonialne miasto położone nad samym brzegiem morza. Małe, białe domki z kolorowymi drzwiami i oknami, ulice wyłożone kamieniami… DSC_1165Nad rzeką zacumowane łodzie którymi można dopłynac do okolicznych wysp. Dookoła park narodowy w którym można spędzać dnie wspinajac się na szczyty i oglądać dzikie zwierzęta. No i plaże- piękne długie, piaszczyste plaże ze śnieżnobiałym piaskiem, położone w zatokach pomiędzy górami..to z jednej strony bardzo turystyczne z innej bardzo dziewicze miejsce.
Z samego rana nie było śladu po deszczowych chmurach, słońce prażyło niemiłosiernie. Nawet zaczęłam się zastanawiać czy na pewno lubię upał. Wilgotność była tak wysoka, że tuż po prysznicu, czułam, że powinnam wziąć kolejny i kolejny.
Postanowiliśmy skorzystać z takiej pogody i wybrać się na plażę. 20 km od Paraty położone jest Tridiad,mała miejscowość z przepięknymi plażami. pierwsze co zdziwiło Raphaela to ceny, bo wszystko było dużo tańsze niż w Rio. W Brazylii wszędzie jest taniej niż w Rio 🙂DSC_12671
Poszliśmy na pierwszą plażę gdzie turyści leżeli w hamakach popijając cairpirinie. Gwarantuje że w tym słońcu, po drugiej, byli już pijani. Poza tym plaża była brudna a woda zamulona.
Wyruszyliśmy w poszukiwaniu lepszego miejsca. Wystarczyło przejść kawałek przez las aby dotrzeć do czystej, przepięknej plaży. Mimo przezroczystej wody nie zdecydowałam się na kąpiel, fale były za wysokie. Za to Raphael czuł się… Jak ryba w wodzie..DSC_11911
Ja wciąż chciałam pochodzić po dżungli, dlatego namówilam Raphaela na poszukiwanie Wodospadów. -Spytaj, czy powinniśmy zmienić japonki na normalne buty- prosiłam.
-oszalałes,przecież to nie jest trudna droga, na pewno nie trzeba- odpowiedział z uśmiechem. Spojrzałam na mapę – poziom trudności szlaku – średni.Nauczona doświadczeniem mimo wszystko spakowalam buty trekkingowe do plecaka. Wyruszyliśmy.
Najpierw ścieżka odbiegająca od plaży, która wiodła do lasu. Ścieżka docierała do kamienistej rzeki i tam się kończyła. Skoro to wodospad, to prawdopodobnie trzeba iść w górę rzeki. Nie zastanawiałam się ani przez chwilę tylko podążałam za Raphaelem. Tutaj buty były całkowicie zbędne, bo trzeba było przechodzić przez śliskie kamienie, co chwila wpadajac do wody. Nie obeszło się bez upadków i potluczonego tyłka.
-To jest średni poziom trudności?- zastanawiałam się patrząc na coraz większe skały do pokonania- w takim razie nie chce wiedzieć jaki jest trudny.
Doszliśmy do małego jeziorka za którym wznosił się olbrzymi głaz.-Nie mam pojęcia jak go pokonamy -powiedziałam Zrezygnowała. Raphael wcale się nad tym nie zastanawiał, tylko wskoczył do wody aby popływać. Wspiął się na kamień i wybuchnal śmiechem. -zobacz -wskazał palcem w kierunku zarosli otaczających rzekę – tam są jacyś ludzie, więc pewnie jest też ścieżka, musieliśmy wcześniej jej nie zauważyć. Faktycznie, tuż obok rzeki biegła wąska ścieżka która można było dojść do wodospadu.a my robiliśmy sobie prawdziwa przeprawe.
Teraz moje buty trekkingowe byłyby przydatne ale byłam już tak podbijana, że nawet nie miałam siły ich zakładać. doszliśmy ścieżka do małego wodospadu przy którym pływali ludzie. Tam ja również odwazylam się wejść na chwilę do wody, aby się orzeźwic i złagodzić ból.
Kiedy wracaliśmy, zauważyliśmy, że aby pójść ścieżka należało tylko przejść przez rzekę, w miejscu w którym my zdecydowaliśmy się pokonywać kamienie.
Wieczorem wróciliśmy do Paraty by wybrać się na spacer po pięknie oświetlonym mieście, a później na imprezę hotelowa.mój znajomy jest jego właścicielem więc cairpirinia była za free.
To był nasz ostatni wspólny dzień bo z samego rana musiałam ruszać dalej…sama jeszcze nie wiedziałam gdzie…

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *