Martynika- Jardin Balata

Znów pada, więc wulkan będzie musiał poczekać. Tym razem postanowiliśmy zwiedzić jardin balata, chciałam zobaczyć prawdziwą dżunglę i myślałam że właśnie tam ją znajdę.
Ogród znajduje się ok kilkunastu kilometrów od Fort de France. Wystarczy pojechać w góry. Można dojechać tam taxi cabem, ale zachęceni łatwością złapania stopa, postanowiliśmy znów spróbować. Wystarczyło stanąć w odpowiednim miejscu. Tylko gdzie ono jest? Stanęliśmy na autostradzie, ale jakoś nikt nie chciał się zatrzymać. Pewnie nikt tam nie jedzie, a zresztą kto może wiedzieć, że chcemy odbić z autostrady i pojechać w góry. Trzeba było znaleźć właściwą drogę. Na mapie to było banalnie proste. Wystarczyło dotrzeć do odpowiedniego rozwidlenia. Tam będziemy mieli pewność, że kierowcy jadą w kierunku, w którym chcemy, czyli w góry. No to idziemy. Autostradą się nie da. Odbijamy w jakąś uliczkę która wygląda jakby ciągnęła się równolegle do autostrady.  Po kilkunastu minutach marszu okazuje się, że autostrada minęła nas tunelem i oddalamy się od niej coraz bardziej. Nie ma możliwości powrotu. Cały czas idziemy przed siebie mając nadzieję, że droga jednak połączy się z autostradą. Przecież musi być jakiś zjazd. Pytamy napotkanego kierowcę busa. Nie mówi po angielsku ale wskazuje nam kierunek. Szkoda, że nie udało mu się powiedzieć, że to tak daleko. Po kolejnych kilkunastu minutach marszu dogania nas ten kierowca. Woła do samochodu i podwozi na właściwe skrzyżowanie. To wcale nie było tak blisko.
3 minuty na skrzyżowaniu i jedziemy. Nasz kierowca włącza karaibską muzykę. Nie mógł zrobić nam większej przyjemności. Jedziemy w góry, rozwiane włosy przez otwarte szyby,  z głośników dochodzą karaibskie piosenki a my podziwiamy wzgórza z małymi, kolorowymi domkami z płaskimi dachami, bądź ocean. Do szczęścia nic więcej nie trzeba.

 

Jardin Balata to podobno jedna z największych atrakcji turystycznych wyspy. Można zobaczyć tam mnóstwo roślin i kwiatów. Kwiaty to też rośliny. A więc można zobaczyć tam dużo drzew, krzaków i kwiatów, no i jeszcze jakieś dziko żyjące zwierzaczki. Wstęp kosztuje 12,80 euro. Jak dla mnie: dupy nie urywa. Przeszliśmy wszystkie wyznaczone ścieżki i mostki, przysiedliśmy na wszystkich możliwych altankach, zjedliśmy prawie cały zapas kanapek przeznaczy na dzisiejszy dzień a buszu jak nie było tak nie ma. Wyspa oferuje dużo więcej ciekawej roślinności w jej naturalnym środowisku, bez żadnej otoczki ścieżek, altanek i mostków. 



 
Zwiedzanie ogrodu zajęło nam dużo mniej czasu niż planowaliśmy. 

 

Na szczęście przezornie zapakowaliśmy do plecaka stroje kąpielowe. Tylko gdzie jest plaża? Usiłowaliśmy złapać stopa na północ wyspy, ale w tamtym kierunku jakoś nikt nie jechał. No bo kto miałby jechać przez góry na koniec wyspy skoro jest autostrada biegnąca nad morzem. Chyba tylko turyści. Skoro na północ się nie da, wrócimy na południe. Złapaliśmy stopa z powrotem do Fort de France. Zajęło nam to całe 2 minuty.  Kierowca przewiózł nas najbardziej luksusową ulicą w mieście, pewnie również na całej wyspie. Duże, drogie wille wybudowane na obrzeżach miasta. Teraz wiem gdzie mieszkają właściciele tych wszystkich drogich samochodów.

 

Kierowca wysadził nas przy wjeździe na autostradę. Odpowiednie miejsce, żeby złapać stopa do Sant Pierre. Tylko dlaczego nikt się  nie zatrzymuje? Podeszliśmy dalej wzdłuż drogi, mając nadzieję, że ktoś się w końcu zatrzyma. Nic z tego.  Zajęło nam to godzinę. Po godzinie jakaś Brazylijka zlitowała się nad nami i podwiozła do plaży oddalonej 7 km od miejsca gdzie staliśmy. Przez godzinę na pewno byśmy to doszli.Wracając do domu, nie chcieliśmy drugi raz popełniać tego same go błędu. Poszliśmy pieszo. 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *