Kubańska rzeczywistość – wyspa bez cenzury

Kto nie marzy, nawet po kryjomu, żeby pewnego dnia postawić stopę na gorącym piasku kubańskiej plaży, zobaczyć jak stara kubanka zwija cygaro na swoim grubym udzie i wypić rum przy dźwiękach salsy rozsławionych na całym świecie. 

Projekt bez tytułu

Teraz, kiedy dosłownie zaledwie rok temu zmarł Fidel Castro – wieloletni dyktator komunistyczny, tym bardziej każdy pędzi na Kubę. Chce zobaczyć ją tuż przed nadchodzącymi, wielkimi zmianami które według nas są nieuniknione. Chcemy zobaczyć karaibską wyspę bez Sturbacksów, MCdonaldów i tłumów amerykanów.

Kuba to wyspa o dwóch twarzach. Pierwszej – pokazywanej mediom. Drugiej – prawdziwej Kuby, skrzętnie ukrywanej przed turystami.

Jaka właśnie jest ta prawdziwa Kuba i dlaczego tak trudno ją poznać?

Kubański, komunistyczny rząd według własnych upodobań kreuje to, co według niego powinniśmy wiedzieć. Specjalne przepisy obejmują ochroną turystów, którzy przyjechali poznać wyspę.

Chętnych do poznania jest dużo, ale od razu muszą zaopatrzeć się w gruby portfel, bo Kuba wcale taka tania nie jest.

Kubańskie waluty

DSC_5159

Na Kubie obowiązują dwie waluty: pesoso kabano (CUP) będąca walutą państwową, oraz peso convertibles (CUC) – waluta dla turystów. Przelicznik to 25 CUP:1CUC.

Oficjalnie obcokrajowcy powinni korzystać z CUC. Wykorzystają ją do płacenia praktycznie za wszystko. Miejscowej waluty mogą używać tylko przy płaceniu za owoce kupione na ulicy.  Nawet dla Kubańczyków wszelkie dobra luksusowe, jak noclegi, alkohol, czy jedzenie w lepszych restauracjach liczone są w CUC.  Mimo to, nie ma żadnego oficjalnego zakazu, który zabraniałby obcokrajowcom korzystania z CUP. Można, trzeba tylko znać hiszpański, mieć dużo cierpliwości i  z uśmiechem przyjąć kubańskie pogardliwe spojrzenie na ich narodową walutę. Kubańczycy nie chcą przyjmować swojej walut nie tylko dlatego, że nie ma prawie żadnej wartości, ale również dlatego, że płacąc w CUC płacimy kilka, kilkanaście, a nawet kilkadziesiąt razy więcej.

Nie wierzycie? Jedzenie w miejscowej restauracji to koszt ok. 15  – 25 CUP. Najtańszy obiad dla turystów to 5 CUC.

Różnicę w cenach widać jeszcze wyraźniej przy przejazdach. Turyści mogą poruszać się po wyspie Via Azul – to oficjalna firma transportowa. Za 3-godzinny przejazd pomiędzy miastami płaci się 15CUC. Kubańskie guagua (autosbuy) mają zakaz zabierania turystów. Nie masz dowodu, na pewno nią nie pojedziesz, ale możesz poznać cenę, za ten sam przejazd kubańczyk płaci ok. dolara.

Alternatywą dla turystów znających hiszpański są camiones – to stare, amerykańskie ciężarówki przerobione na autobusy. W niektórych nawet zamontowano normalne siedzenia, tylko, że zamiast okien są wąskie szpary bez szyb. W tych mniej komfortowych są zwykłe metalowe ławki i oczywiście miejsca stojące – bo na Kubie nie ma żadnych ograniczeń. Ile osób się zmieści, tyle jedzie.

Kierowcy camiones, widząc obcokrajowca od razu kilkakrotnie podnoszą cenę. Zdarzyło mi się, że za przejazd o normalnej cenie 25 CUP chcieli od mnie 40 CUC! To 29 razy więcej!  Negocjacje trwały ponad godzinę. W końcu kierowca ustąpił, kiedy zauważył, że się nie ugnę – wyjęłam krem do opalania i usiadłam na krawężniku mówiąc mu, że mam dużo czasu, pokazując jak świetnie się przy tym bawię. Od środka rozdzierały mnie nerwy, jednak najważniejsze słowo na Kubie to – tranquillo – spokojnie. 🙂

P10700952

 

Kubańskie jedzenie

Na Kubie, tak jak kiedyś w Polsce obowiązuje jedzenie na kartki. W państwowych sklepach można kupić ryż, mąkę, olej, rum i kurczaka. Co z tego, skoro miesięczny przydział wystarcza na jedną porządną kolację dla rodziny.

Kubańczycy nie jedzą owoców, bo ich po prostu na to nie stać. Ich dieta to głównie ryż, fasola i jajko. Jak dobrze pójdzie to jest też kurczak. Nie marzą nawet o wołowinie, bo to zakazane mięso. Na wsiach hoduje się krowy, ale nikt ich nie zabija. Są własnością państwa. Ich mięso idzie do hoteli.  Co by się stało jeśli komuś przyjdzie chrapka na wołowinę? Nie przyjdzie. Za zabicie grozi 20 więzienia. 

dav

 Noclegi

Turysta może spać w hotelach, których na Kubie jest bardzo mało, albo w Casas Particulares. Są to zatwierdzone przez rząd pokoje w prywatnych domach dające złudzenie poznania prawdziwej Kuby. Wyremontowane pokoje mają prywatne łazienki, wyposażone w klimatyzacje, czyste i ładne. Za bagatelną cenę 12 – 25 CUC za noc. Cena wyliczana jest od pokoju nie od osoby. Niemyślący ekonomicznie kubańczyk zaoferuje nam taką samą, bez względu na to, czy jesteśmy w pojedynkę, w 3 (tyle zazwyczaj jest łóżek w pokoju), czy może większą ilością, która chce zaoszczędzić śpiąc na podłodze. Za to bardzo ekonomicznie oferuje nam śniadanie za 4 CUC na którym znajdą się świeże owoce, szynka, soki, ser . Wydaje nam się, że to super cena, ale za śniadanie zjedzone na ulicy zapłacilibyśmy max dolara.

Czy są alternatywy do casac particualres i hoteli? Nie ma! Za przenocowanie turysty w domu bez licencji kubańczykowi grozi zarekwirowanie go przez rząd. Że to nie prawo pisane tylko na papierze niejedna osoba mogła już się przekonać – została bez domu.

P10804032

A ludzie?

Kuba to jednak wyspa – gorąca, latynoska wyspa, gdzie sposobu życia ludzi nie można porównać, do naszego – europejskiego.

Gorący klimat wpływa również na gorące serca kubańczyków, którzy na wszelkie sposoby pokazują jak bardzo chętni są do zapoznania turystki. Z Kubankami wcale nie jest inaczej – zawsze z długimi tipsami i mocnym makijażem nawet w upalne dni, ubrane w skąpe, wyzywające ubrania – bez względu na tuszę i wiek oferują swoje towarzystwo. Kuba to kraj sex turystyki. Z oferty korzystają szczególnie Kanadyjczycy, Niemcy i Włosi, ale innych nacji też nie brakuje. Takie chwilowe, opłacane znajomości często kończą się ślubem, bo kubańczyk marzy o tym, żeby wyjechać.

Nie może zrobić tego legalnie, bo tutaj znów rząd stoi na przeszkodzie. Oficjalnie może wyjechać tylko do Ekwadoru, Brazylii, Gwinei i Rosji – czasami stamtąd usiłuje przedostać się do lepszych krajów. Zresztą i tak nie stać go na paszport i wizę. Małżeństwo z obcokrajowcem jest dużo tańsze i łatwiejsze. Mało kto nie skorzystałby takiej „oferty”.  Nie każdy jednak wie, że ten, który wyjechał prawie zawsze wraca. Za 3, 4, 10 lat wraca do swojej małej ukochanej ojczyzny. Jeśli tego nie zrobi rząd zabierze mu dom, bo po co komu dom jeśli w nim nie mieszka – bardziej przyda się komuś innemu.

Wraca również z tęsknoty. Bo swoje zawsze lepsze. Kubańczycy kochają swoją wyspę – naprawdę! Są bardzo związani z cała rodziną i nawet dzieci z poprzedniego małżeństwa swojej piątej żony traktują jak swoje.  Nawet kiedy wyjeżdżają, przez cały okres wysyłają pieniądze dla wszystkich którzy zostali – nie ważne jak bliska jest to rodzina, czują się zobowiązani do pomocy.

P10200772

Muzyka

To chyba jedna z niewielu rzeczy – poza ryżem z fasolą i rumem – która uszczęśliwia kubańczyka.  To tam powstało tak wiele rodzajów muzyki i tańca, że na samą myśl o nich wszystkich moje neurony zaczynają tańczyć w głowie. Salsa, rumba, bolero, chachacha – prawie każdy ma w domu jakiś instrument muzyczny – często własnoręcznie wykonany i w wolnych chwilach uczy się na nim grać Muzyka to oderwanie od rzeczywistości, chwila zapomnienia. Słysząc muzykę, kubańczyk od razu porywa się do tańca… i zapomina o otaczającej go rzeczywistości, która wbrew temu, co nam się wydaje nie zmieni się tak szybko, bo przecież to nie tworzy jej tylko komunistyczny rząd, ale każdy przywiązany do niej obywatel, który jako wierny fidelista (wielbiciel Fidela)  z jednej strony oczekuje wielkich zmian z drugiej biernie akceptuje wszystko co go otacza.

 P10702422

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *