Kubańczycy zagłosowali w referendum. Demokracji nie będzie

W niedzielę Kubańczycy udali się do urn, by zagłosować za, bądź przeciw nowym zmianom w Konstytucji. Po latach, pierwszy po śmierci Fidela Castro rząd, na którego czele stanął zięć Raula Castro: Miguel Diaz – Canel zaproponował zmiany w konstytucji. Aby procedura zmian przeszła sprawnie, zorganizowano referendum, na którym Kubańczycy mogli opowiedzieć się za zmianami. Tak naprawdę to jedyny słuszny głos. Ani kubański rząd, ani sami Kubańczycy nie zamierzali powiedzieć NIE. Czy nowa konstytucja jest aż tak idealna?

cof

Na początku do konstytucji z 1976 roku zamierzano dodać zapis o możliwości prowadzenia prywatnej działalności gospodarczej, jednak przy okazji rząd postanowił dodać kilka ważnych zmian dotyczących między innymi możliwości zawierania małżeństw homoseksualnych, ustanowienia kadencji prezydenta, czy zapisu, że Kuba wciąż będzie krajem socjalistycznym. 

Po 60 latach kubańskiej rewolucji, kiedy rządy na Kubie objął dyktator Fidel Castro i w ramach wspólnego dobra wprowadził ustrój komunistyczny, Kubańczycy pierwszy raz mogli wyrazić swoją opinię w tak ważnych sprawach.
Prawie 86% uprawnionych do głosowania wzięło udział w referendum. Jak sami mówią, głosowanie jest obowiązkowe. Co prawda nie ma takiego przepisu, jednak jeśli nie stawiliby się w niedzielę przy urnach, nie wyszłoby im to na korzyść. Kubańscy urzędnicy mają kilkudziesięcioletnie doświadczenie w sprawianiu problemów tym, którzy nie udzielają się politycznie, tak jak tego oczekują. Jeśli taki obywatel chce np.: załatwić sobie paszport, może być prawie pewien, że dostanie odmowę.
Kubańczycy wierzyli także, że w salach do głosowania zamontowano kamery i jedyne, co mogą zaznaczyć na karcie, to: TAK. Niektórzy z nich nie wiedzieli nawet, na co głosują. Andreas zapytany o to, czy nowa konstytucja zmieni ich życie na lepsze, odpowiedział: tego nie wie nikt, nawet sami rządzący.
Byli też tacy, którzy odważnie na referendum nie poszli, jednak jak wskazują statystyki, to pojedyncze przypadki. Jose jest taksówkarzem. Nie poszedł na referendum, bo w niedziele pracował tak jak każdego innego dnia. Nie widział nadziei na zmiany, ani szansy na to, że ktokolwiek policzy jego głos. – tu od 60 lat wszystko jest w rządach jednej rodziny. Niby co miałaby się zmienić — powiedział.
Na wyspie oficjalnie nie można prowadzić kampanii politycznych, jednak jak zauważyłam tuż przed referendum w każdym możliwym miejscu na Kubie widniały napisy: Yo voto SI por la nueva constitucion (Głosuję na tak za nową konstytucją).

Ciekawe ile kosztowało rząd umieszczenie napisów i bilbordów na całej wyspie w czasach, kiedy od kilku miesięcy brakuje podstawowych produktów jak jaka, chleb, olej, czy mięso.
Aprobatą konstytucji Kubańczycy zagłosowali również za panującym obecnie ustrojem. Oddając głos na konstytucję zgodzili się na dalsze panowanie rodziny i wysłanników Castro na Kubie. Więc jeśli ktoś oczekiwał wielkich zmian i nadejścia demokracji, to na pewno się przeliczył.

sdr

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *