Jordania-Akaba

Informacje praktyczne: przejazdy, zakwaterowanie, opłaty koszty.
Kraje bliskiego wschodu do najtańszych nie należą, ale jest kilka sposobów na znaczne obniżenie kosztów. Poruszaj się autobusami, nie taksówkami. Cena za przejazd jest dużo niższa a przy okazji zobaczysz, jak podróżują miejscowi.
Przejazd z Jordanii do Jerozolimy: Można przedostać się na kilka sposobów. Postanowiliśmy przejechać z Akaby do Ammanu . Dalej przez Most Króla Husajna i most Allenby’ego do Jerozolimy. Autobus z Akaby do Ammanu kosztuje 7 JOD, odjeżdża z Dworca głównego znajdującego się naprzeciwko Heliotu.  Z Ammanu na most codziennie o 7.00 (tylko o tej godzinie) odjeżdżają autobusy JETT. Polecam ten środek transportu, ponieważ jest to jedyny środek komunikacji dozwolony na moście. Spóźnialscy mogą wynająć taksówkę (ok.  30 JOD), która dowozi do mostu. Opłata za Vizę to 20 JOD + taksa klimatyczna 8 JOD. Po załatwieniu wszystkich formalności, trzeba czekać na autobus przejeżdżający przez most. Kursują one co godzinę. Dalej czeka na nas kolejna granica, tłumaczenie się ze wszystkich pieczątek w paszportach i walka o niewstawianie pieczątki wjazdowej. Udało mi się wjechać bez pieczątki. Pieczątkę stemplują na oddzielnej kartce. Z mostu po stronie Izraelskiej bez problemu można dojechać do Jerozolimy taksówką, bądź busem. Zdecydowaliśmy się na jazdę busem. Cena to 7,30 szekla.
Komunikacja w Jerozolimie jest bardzo dobrze rozwinięta. Można korzystać z autobusów bądź tramwajów. Bilet godzinny kosztuje 6,40 Szekla. Na tym bilecie dojedziemy do Central Station, gdzie kursują autobusy w każdą część Izraela. Autobusy z Jerozolimy do Eliatu
( przejście graniczne z Jordanią), odjeżdżają co kilka godzin. Autobusy firmy Egged jadą trasa nr. 90, która wiedzie przy samym Morzu Martwym. Zdecydowaliśmy wyprawę do Ein Gedy nad Dead Sea (cena 31,75), a później do Eliatu (47 Szekli ).
Przejście graniczne w Eliacie otwarte jest tylko dla turystów. Opłata wyjazdowa z Izrela wynosi 103 Szekle. Tam też udało mi się przejść bez pieczątki.

Jordania.. dlaczego

Kolejny niespodziewany wyjazd. Szukałam tanich biletów na Maltę, a tu nagle last minute 899 zł do Akaby- Jordanii. Grzechem byłoby nie skorzystać. Nie ważne, że hotel daleko od morza, przecież nie będę wylegiwać się na plaży.
Dzwonię do mamy i mówię jej, o ofercie. Pierwsze jej pytanie było: czy daleko do Jerozolimy. Googlemaps, trochę mnie zawiodło i pokazało mi 38 km. – Mamo, na pewno Cię tam dostarczę.- powiedziałam.  Wtedy jeszcze nie wiedziałam jakie zadanie wzięłam na siebie.
 

Pierwsze spotkanie ze Wschodem

Podróż samolotem minęła szybko. Prawie cały lot przespałam. Nie licząc kilku chwil, które spędziłam na podziwianiu rumuńskich mórz, Istambułu a później już jordańskich widoków.
Już na samym lotnisku poczułam na sobie obsesyjne spojrzenia mężczyzn. Mimo to, że nie jestem blondynką, moja jasna karnacja i niebieskie oczy zdecydowanie wyróżniały się spośród tutejszych kobiet.  Jasnookie kobiety traktowane są w krajach bliskiego wschodu jak księżniczki. Znaczy to tylko tyle, że przyciągają spojrzenia miejscowych mężczyzn, którzy chętnie wzięliby taką kobietę za żonę… kolejną oczywiście, bo Jordania jest krajem w którym przeważa islam, a co się z tym wiąże, monogamia.
Hotel w którym dostaliśmy zakwaterowanie był… co tu dużo mówić. Odbiegał od europejskich norm. I tak miałyśmy dużo szczęścia, że dostałyśmy jeden z największych pokoi, który swoją drogą był naprawdę bardzo ładny, poza tym, że okna wychodziły na zburzone budowle, a szyby były zachlapane błotem, jakby właśnie ktoś skończył remont i nie zdążył jeszcze ich umyć. Za oknami jednak nie było widać śladów remontu wiec nie zastanawiałam się nawet, czy kiedykolwiek były myte. Hotel nie miał również ciepłej wody, tzn. po moich zgłoszeniach była włączana na kilka godzin, po to, aby w ramach oszczędności  ktoś mógł ją znów wyłączyć, mając nadzieję, że turyści, nie upomną się o możliwość kąpieli w ciepłej wodzie. W Hotelu nie było również ogrzewania, a do przykrycia dostaliśmy tylko cienkie nakrycia, które w chłodne noce nie dawały zbyt wiele ciepła.

Spacer po Akabie

Zostawiłyśmy bagaże i jak najszybciej poszłyśmy na nasz pierwszy spacer po Aqabie. Miasto tętniło różnorodnością. Nie różnorodnością kulturową lecz ekonomiczną. Drogie, turystyczne hotele zestawione były z zaniedbanymi domami mieszkańców, w których mieszkały całe pokolenia. Jordańczycy nie mają dachów. Z każdego domu wystają pręty do których później łatwo dobudować kolejną kondygnację i umieścić tam świeżo zawarte małżeństwo. W taki sposób oszczędzają na podatkach, zakupie ziemi, budowie domów, niańkach, bo babcie opiekują się wnukami oraz oddzielnym gotowaniu, ponieważ posiłki zawsze jedzą wspólnie.
Na ulicy widziałam prawie samych mężczyzn. Wszyscy ubrani w swoje narodowe stroje, dziwnie się nam przyglądający. Czułam się bardzo nieswojo. Przywykłam do spojrzeń na ulicach ale żadne z nich nie było tak natrętne jak spojrzenia Jordańczyków.
Spacerując ulicami dotarłyśmy na miejscowy targ. Można było tam kupić rzeczy codziennego użytku, jedzenie aż po drogocenną, kamienną biżuterię i złoto , które podobno w Aqabie ma bardzo okazyjną cenę.
Widząc nas, sklepikarze serdecznie nas pozdrawiali, zapraszali do obejrzenia ich towarów. Każdy z nich uprzedzał, że nie musimy nic kupić, możemy tylko obejrzeć.
ogrom przypraw do nabycia w każdym sklepie
zapakować?
 
 
 
Jeden ze sklepikarzy zatrzymał nas na ulicy i poczęstował herbatą. Powiedział, że koniecznie musimy skosztować wyśmienitej herbaty z jego sklepu, oczywiście za darmo. Chciałyśmy odmówić, ale przekonał nas, że będzie mu bardzo przykro. Przy okazji zaprezentował nam zawartość swojego sklepu. Były tam przeróżne herbaty, kawy, przyprawy, perfumy oraz narodowe stroje. Wszystko prezentowało się niespotykanie i aż zachęcało do kupienia. Zakupy jednak odłożyliśmy na późniejsze dni.  Podziękowałyśmy za herbatę i po złożeniu obietnicy, że kolejnego dnia również do niego wrócimy, poszłyśmy nad morze.
Aqaba leży nad samym Morzem Czerwonym.  Jest tam miejska plaża, ale jak się okazało, aby na nią wejść trzeba przejść przez specjalne bramki. Za bramkami w uzbrojonym radiowozie czekała policja pilnująca porządku. Nie rozumiałam dlaczego. Przecież nie było tam prawie ludzi. Tylko kilka rodzin z dziećmi. Mężczyźni pływali w wodzie, natomiast kobiety plotkowały przy swoich pociechach. Oczywiście kobiety na plaży były w pełnych strojach włącznie z zasłoniętymi twarzami. W kulturze jordańskiej kobiety nie odsłaniają nawet włosów. Oczywiście nasze przybycie wzbudziło ogólne poruszenie. Wszyscy się nam przyglądali, mężczyźni zagadywali, kobiety spoglądały na nas niechętnie.
Nad jordańską plażą znajdowały się ogródki, w których miejscowi sadzili swoje warzywa. Prawdopodobnie okolice plaży, to najbardziej żyzna ziemia w całej pustynnej Jordanii.
 
warzywa uprawiane nad brzegiem morza
 
Spacer po plaży miał swoje uroki. Z brzegu można było dostrzec światła Izraelskiego Eliatu oraz egipskie wybrzeże. To tak jakbym miała na wyciągnięcie ręki trzy podobne, a jednak całkiem różne państwa. Państwa, które mają za sobą mnóstwo konfliktów i które nadal nie darzą się sympatia. Tylko dlaczego? Czy to uwarunkowanie kulturowe, czy może chęć zagarnięcia ziemi, czy też inna religia. Przecież wszyscy wierzymy w Boga bez względu na to, jak on się nazywa. W każdej religii obliguje  On nas do czynienia dobra i miłowania bliźniego. Tylko dlaczego nikt o tym nie pamięta i tłumacząc się świętą wojną grabi dobra sąsiadów. Jak nie wiemy o co chodzi, to chodzi o pieniądze.
Wracając na kolację, przez cały czas mijały nas trąbiące taksówki. Na początku myślałam, że to sposób na przywitanie bądź ich reakcja na białe kobiety. Na szczęście tym razem miło się zawiodłam. Taksówkarze trąbią, gdy chcą dać znać przechodniom, że w tej chwili są wolni i chętnie zawiozą ich choćby na koniec świata– im dalej, tym więcej pieniędzy dla nich.
 

O „pomocnych” rezydentach 

Po kolacji było spotkanie z opiekunem grupy. Usiłował namówić nas na wycieczki fakultatywne oferowane przez biuro podróży. Ceny oczywiście były astronomiczne. Na głos powiedziałam, że chyba sobie żartuje. Nie dość że miałabym zepsuć sobie wyjazd jeżdżąc z 20-sto osobową grupą, to jeszcze za duże pieniądze. Nigdy w życiu. Moją uwagę podchwyciły dwie siedzące obok turystki, w wieku ok. 40 kliku lat: Ela x2 Powiedziały, że chętnie dołączą się do nas, jakbyśmy na własną rękę organizowały jakiś wyjazd. Bardzo chętnie, wypożyczenie samochodu dla dwóch osób to jednak spory wydatek, dla czterech będzie znacznie taniej. 
Podeszłam do rezydenta, mając nadzieję, że udzieli mi kilku rad dotyczących wypożyczenia samochodu i przekroczenia izraelskiej granicy. Jak się okazało, typowy urzędas powiedział, że granicy nie można samodzielnie przekraczać a wycieczki bez grupy będą dużo droższe niż grupowe. Oczywiście wspomniał też, że taksówkarze chętnie zawiozą nas gdziekolwiek chcemy, jednak ostateczna cena kilkakrotnie przewyższy tą umówioną przed wyjazdem. Będą zmieniać ją co kilka minut. – A dworzec autobusowy?- zapytałam  – z tego co wiem, to w Aqabie nie ma żadnego czynnego dworca. – odpowiedział niechętnie.
„Podziękowałam za pomoc” i skomentowałam, że i tak będę podróżować na własną rękę, z jego pomocą, lub bez. Do końca wyjazdu nie zamieniliśmy ze sobą już ani jednego słowa.
Mojej dyskusji z nim przysłuchiwało się dwóch mężczyzn: Ryszard i Andrzej, którzy również chcieli się dostać do Jerozolimy. Możemy organizować wyjazd wspólnie – w grupie raźniej.
W tym momencie z nas dwóch, zrobiła się szóstka poszukiwaczy przygód: ja, mama, dwie Ele, Ryszard i Andrzej.
 
 
Całą ekipą wyruszyliśmy na miasto, żeby znaleźć wypożyczalnie samochodów. Szybko okazało się, że wypożyczenie samochodu z kierowcą jest tańsze, od wypożyczenia samego samochodu. Dla 6 osób idealny był bus. Znaleźliśmy wypożyczalnię, której właściciel był przesympatycznym człowiekiem. Okazało się, że jego wujek jest Polakiem i ma nawet polski cennik, co było raczej bajką dla turystów, ponieważ gdyby tak było, w cenniku nie byłoby tyle błędów językowych.  Ku jego niezadowoleniu oficjalne  ceny nie znaczyły dla nas nic, więc długo i namiętnie zaczęliśmy się targować. Było o co. Chcieliśmy wynająć kierowcę na dojazd do Petry, Wadi Rum i opcjonalnie nad Morze Martwe. Trzy całodniowe wyjazdy.  Zeszliśmy już o 1/3 ceny, a nam jeszcze było mało. Biorąc właściciela na przetrzymanie opuściliśmy wypożyczalnię.
Postanowiliśmy zastanowić się jeszcze nad wynajęciem samochodu, mając nadzieję,  że właściciel zejdzie z ceny  a w tym czasie poszukać dworca autobusowego. Tak bardzo chciałam podróżować z miejscowymi. Okazało się, że dworzec autobusowy jest naprzeciwko wyporzyczalni. Patrząc na rozkład jazdy, postanowiliśmy pojechać do Ammanu, a stamtąd jakoś na Most Króla Husajna, gdzie znajduje się przejście graniczne. Tylko dwa autobusy w ciągu doby odjeżdżały do Ammanu: o 8 rano i 8 .30 wieczorem. Dlatego, że jeszcze nie wiedzieliśmy kiedy będziemy mogli się tam wybrać, podziękowaliśmy za informację i wróciliśmy do wypożyczalni samochodów.
 Zaczęliśmy nasze targowanie od początku. Zdezorientowany właściciel słuchał naszych argumentów, szczególnie tych mówionych po polsku przez moich towarzyszy. W końcu spuścił z ceny tylko dzięki „ dużym oczom” jednej Eli. Jej uroda zachwycała miejscowych. Była typowo słowiańska. Jasne włosy, niebieskie oczy i duży, wyeksponowany biust, do tego ubranie w wyrazistych kolorach. Było na co popatrzeć. 
Po umówieniu się z kierowcą na kolejny dzień, wyruszyliśmy na dalszy spacer po mieście. Akaba nocą wygląda niesamowicie. Biały meczet królujący nad miastem, światła Eliatu odbijające się w morzu, przy brzegu ekskluzywne hotele w których większość gości stanowili Rosjanie.
 
Pięknie oświetlony meczet
 
Podczas naszego spaceru zobaczyłam chłopaka jeżdżącego na wielbłądzie. Było to dla mnie niespotykane zjawisko. Jeździec ok. 19 lat wyglądał trochę jak Alibaba. Miał śmieszne alladynki i wyszywaną kamizelkę. Wielbłąd objuczony był skórami i kolorowymi matami. Chłopak  dostrzegł, gdy usiłowałam ukradkiem zrobić mu zdjęcie. Był to dla niego doskonały pretekst do rozmowy. Chciał namówić mnie na przejażdżkę za jednego dinara. Nie skorzystałam, ponieważ bałam się, że mógłby mnie wywieźć gdziekolwiek by chciał. Mimo mojej odmowy tak łatwo nie dał za wygraną i jeździł za nami przez cały czas naszego spaceru, zagadując i  uśmiechając się do mnie.
Po spacerze zdecydowaliśmy się wstąpić na kieliszek wina do restauracji.  Wino nie zachwycało swoim smakiem, a cena za nie, zdecydowanie była zbyt wygórowana. 10 dinarów za kieliszek wina słabej jakości to zdecydowanie za dużo.  Na szczęście panowie zaoferowali, że tym razem oni nas zapraszaj i uregulowali rachunek.  
Lekko weseli wróciliśmy do hotelu, pogawędziliśmy jeszcze trochę przy polskiej wódce i położyliśmy się spać, wiedząc, że o 8 będzie czekał na  nas kierowca, który zawiezie nas do Petry.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *