Guayaquil – piękne miasto omijane szerokim łukiem

Wielki Piątek.  W Polsce znów  świąteczna pogoda nie dopisała, a w Guayaquil żar leje się z nieba. Termometry wskazują ponad 35 stopni w cieniu, nie chcę wiedzieć ile jest na słońcu. Mimo wszystko postanowiliśmy zwiedzić miasto i przy okazji przyjrzeć się tutejszym tradycjom wielkanocnym.  Tutaj Wielki Piątek jest ważniejszy od niedzieli .Ludzie tłumnie wyruszają do kościoła by święcić zioła, również tego dnia jada się tradycyjną potrawę: fanesca, którą mama Francisco dała mi do spróbowania.  To ryba z wieloma odmianami fasoli. Każdy rodzaj powinno się gotować oddzielnie, dlatego przygotowanie zajmuje kilka godzin.

Dojechaliśmy do centrum. Było zdecydowanie ładniejsze, niż  sobie wyobrażałam. Stare kamienice poprzeplatane z luksusowymi hotelami, kolorowe domki i kościoły. Tuż nad rzeką znajduje się długi, kilkukilometrowy deptak na który miejscowi przychodzą na spacery z dziećmi. Zatrzymują się w kawiarniach by wypić strasznie drogą jak na Ekwador kawę za ponad 4 dolary. My  robiliśmy dokładnie to samo. Pospacerowaliśmy po deptaku wspięliśmy na jeden z wielu punktów widokowych, bo poprzyglądać się pływającym po rzece łodziom i wyspie, do której można dostać się tylko przez jedną drogę i która jest dla mieszkańców cząstką dżungli położoną blisko centrum miasta.

IMG_976312
deptak w Guayaquil

 

Wypiliśmy kawę podziwiając przy tym otaczające nas sklepy z męską, pozłacaną, kwiecistą odzieżą zastanawiając się kto kupuje takie ubrania. Podobno mężczyźni ze wschodu miasta, które jest biedniejszą jego częścią, tą do której żadnej turysta nie powinien się zapuszczać nawet w biały dzień.

Wybraliśmy się do Parku de los Iguanas, gdzie aż pełno od tych olbrzymich jaszczurek, które nie robią sobie kompletnie nic z turystów. Wychodzą na chodniki, wygrzewają się na fontannach, siedzą na drzewach. Czasami tylko słychać krzyk przechodniów, którzy nie patrząc w górę chcieli przejść pod wielkimi drzewami i zostali niezauważanie obrzucani odchodami.

Tuz przy Perque de Iguanas znajduje się katera. Tego dnia tłumnie oblegany eleganckimi ludźmi, którzy przyszli poświęcić zioła. Weszłam na chwilę, a F został na zewnątrz bojąc się chociażby przekroczyć drzwi tego miejsca.

Wybraliśmy się również na wzgórze Santa Ann, od którego powstało miasto. Ponad 400 schodów do przejścia w pełnym słońcu i upale wcale nie było tak łatwym zadaniem. Za to mijając już wszystkie wąskie uliczki i kolorowe domki ukazał się nam nieziemski widok na miasto i odległe wzgórza. Warto było pokonać te wszystkie schody.

IMG_983912

F zabrał mnie też do marketu w którym pracuje, aby pokazać mi wszystkie nietypowe owoce w Ekwadorze .Wydaje mi się, że prawdziwym powodem zabrania mnie tam była chęć pokazania kolegom „białej” dziewczyny. Wywnioskowałam to z jego reakcji na teks, że ma ładną dziewczynę. Nie zależało mi na tłumaczeniu, że to nieprawda. Oj nie zależało.

Kupiliśmy zapas przeróżnych owoców, by zrobić sobie prawdziwą ucztę. Postanowiłam też odwdzięczyć się moim gospodarzom za gościnę przyżądzając im rybę po grecku.  Niestety F nie wspomniał, że połowa rodziny nie lubi ryby, więc sama zjadłam prawie całą.

Spędziliśmy wieczór na rozmowach z rodzicami, który byli ciekawi życia w Polsce. Szczególnie ojciec,  który z twarzą Pablo Escowaro zawzięcie wypytywał o wojny i nazistów.

Pomimo tego, że Guayaquil nie było w moich planach i na pewno nie jest też w planach wielu turystów, warto zawitać tam chociaż na jeden dzień, ponieważ jako nieliczne z dużych latynoamerykańskich miast ma naprawdę wiele do zaoferowania – i wszystko za free.  🙂

 

IMG_982812
barrio sant Ann

 

IMG_981612

IMG_980311
katedra

 

IMG_979012
Parqu de los iguanas

 

IMG_977912

IMG_977812

 

IMG_981012

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *