Edynburg


Szkocja
 
Tak, jestem szczęściarą-pomyślałam, siedząc w autobusie jadącym z Londynu do Edinburgha… W końcu udało mi się spełnić plan zwiedzania UK z plecakiem…. 
Podróż autobusem do Edynburgha była bardzo męcząca, prawie dziesięciogodzinna, nocna jazda zaskutkowała bolącymi wszystkimi mięśniami. Ale czego oczekiwać od autobusu za 23 funty? Mimo wszystko uważam, że wart był swojej ceny. Polecam wszystkim którzy chcą tanim kosztem przemieszczać się po Wielkiej Brytanii. Dzięki temu zaoszczędziłam dużo na przejeździe i na jednym nocleguJ
Edynburg
Obudziłam się w okolicach Edinburgha, pierwsze co ujrzałam,to cudowny…,powtórzę: cudowny wschód słońca nad morzem. Niezapomniany widok, szkoda, że  nie udało mi się zrobić zdjęcia. Po wyjściu z autobusu zostałam niemile zaskoczona-automat z parasolkami?? Nie! To wielka przesada! Czy tu naprawdę pada aż tak często?  Chyba tak, bo mimo braku opadów, większość przechodniów niosła w dłoni parasolki. Nie znoszę deszczu i mam nadzieję, w trakcie pobytu go nie zobaczę.
Półgodzinny marsz do mojego miejsca noclegowego był bardzo miłym doświadczeniem, ponieważ dzięki temu miałam pierwsze spotkanie z miastem. Wystawy sklepowe na których stoją „szkockie spódniczki”-wszędzie krata, krata,krata.. blee, chociaż może ma to swój styl… Mnóstwo zabytków i zieleni, przepiękne kamienice do których wnętrz można spokojnie zajrzeć ponieważ w oknach nie ma firanek. Chwała za to, bo wnętrza mają duszę-starodawne meble,żadne nowoczesne rupiecie. Wszystko urządzone z klasą, z nutką lekkiego przepychu, właśnie tego oczekiwałam od tego miasta.
Co najważniejsze pomocni ludzie- widząc biedną zagubioną dziewczynkę studiującą mapę, podchodzili i pytali czy mi pomóc-już lubię to miasto. Zobaczymy co będzie później.

Nocleg

Znaleziony wczoraj na stronie internetowej, jak zwykle na ostatnią chwilę. Nie najtańszy jak na wynajem pokoju u prywatnej osoby:stargowałam na 25 funtów za noc.Jak się później okazało to była świetna cena. Bardzo ładna okolica obok parku, śliczna kamienica. Jednak nadal nie wiem jak jest wewnątrz i nie wiem kto tam mieszka. Jestem za wcześnie, więc czeka mnie jeszcze chwila niepewności.
Nie wiem co mam powiedzieć, ten nocleg… żeby nie skłamać…jest super!!! 4 piętro w kamienicy z widokiem na pole golfowe. I to jakiej kamienicy. Urządzonej dokładnie tak klimatycznie jak tylko mogłabym sobie wymarzyć! Wcale  nie mały pokój zajmuje wielki łóżko, kilka nie najmłodszych sosnowych komód i też taka szafa, coś na  kształt kominka, dodaje klimatu pokojowi. Całe mieszkanie jest olbrzymie: 4 pokoje i salon, wielka kuchnia. Dzielę to wszystko tylko z 2 turystkami… Właścicielem jest rodowity Szkot (Chris)-taki z krwi i kości. Nie nosi spódniczki, a przynajmniej nie był w niej w tym momencie. Był bardzo wyrozumiały dla mojego angielskiego, i zaraz pokaże mi puby..juppi…
W ciągu dnia, zdążyłam zobaczyć już większą część starego miasta, hmm… do czego je porównać…według opowiadań Chrisa, trochę podobne do Krakowa, może dlatego, że bardzo turystyczne, nie tak komercyjne jak Warszawa. Za to bardzo piękne, te kamieniczki mnie zachwycają. Zdążyłam nawet skorzystać  z moich okularów przeciwsłonecznych, bo na chwilę wyszło słońce, za to na wyrównanie pogody później padało. Zdążyłam się już do tego przyzwyczaić w Londynie.
Nie marnowałam deszczowych chwil, tylko odwiedziłam National Scotish Moseum. Sama zaskoczyłam się swoją opinią, ale jest bardzo interesujące. Jestem pewna, że nawet zatwardziali przeciwnicy muzeów, polubią to miejsce. Bardzo dużo różnorodnych działów, m.in.: historia Szkocji, insygnia królewskie, meble… aż do zwierząt. Na każdym z nich gry i zabawy edukacyjne nie tylko dla dzieci. Serdecznie polecam. Wstęp bezpłatny

Festiwal

Trafiłam na okres festiwalu, co też uważam za bardzo miłe zrządzenie losu. Festiwal w Edynburgu podobno jest największym europejskim festiwalem występów artystycznych. Trwa on aż miesiąc. Bez względu na dzień tygodnia, na ulicach widać grupy zachęcające do obejrzenia swojej sztuki  oraz pełno turystów chętnie oglądających przedstawienia. Muszę przyznać, że kilka krótkich wystąpień zaciekawiło także mnie. Głównie są to młodzi, ale bardzo ambitni i zdolni ludzie przyjeżdżający tu z całego świata,również z Polski.  Już po pierwszych kilku minutach spaceru główną ulicą, natrafiłam na grupkę ulicznych artystów z Polski. Chris też opowiadał, że jego wujek trafił na przedstawienie w języku polskim.  Miło wiedzieć, że Polacy też chcą pokazać swoje umiejętności. 
 
Uliczna Syrena 
 
Po spacerze mam całą kolekcję kolorowych flayerów, każdy inny, ciekawy…tylko teraz na co się wybrać? Przedstawienia nie są bardzo drogie: za 6 funtów można już coś obejrzeć-pewnie jakąś mało znaną niskobudżetową grupę. Ceny były dużo niższe na początku Sierpnia, dlatego wszystkim chętnym zobaczenia festiwalu na własne oczy polecam przyjazd w tych właśnie dniach.

Puby

Szkockie puby są trochę podobne do angielskich:stare,piękne, zatłoczone, jednak z tą różnicą, że w każdym jest telewizor do oglądania meczów na żywo i codziennie występy innych grup muzycznych,które są naprawdę zdolnymi zespołami i nie jednemu wróżę światową karierę, a przynajmniej życzę im tego.J
Piwo nie zostanie moim najukochańszym piwem: jasne, lekki trochę dziwne w smaku.  Tak naprawdę Szkoci piją Calsberga bądź inne światowe piwo, a pewnie turyści chętnie smakują narodowych smaków. Mimo wszystko polecam do spróbowania. Czym byłaby wizyta w Szkocji bez kufla piwa z pianką. Zastanawiam się, dlaczego piankę nazywają „head”..Czy to z powodu umiejscowienia w kuflu, czy może raczej z powodu ważności. Stawiam na druga opcję, bo dla mnie pianka jest najważniejszą częścią piwa. Jest przepyszna.
W pubie miałam okazję poznać drugiego prawdziwego Szkota. Przynajmniej ten był trochę rudy.. ach, kocham rudzielców, jednak podobno jest ich zdecydowanie więcej na północy kraju, nie w Edinburghu. Chyba powinnam zmienić miejsce zamieszkania. Nie wiem dlaczego, ale akcent Szkotów odpowiada mi dużo bardziej niż akcent Londyńczyków. Nawet jak mówią szybko, można ich zrozumieć.Jednak ciągle powtarzałam chłopakom, że mój angielski jest na tyle słaby, że muszą mówić wolniej żebym ich zrozumiała, czego Chris chyba nie brał na poważnie, bo ciągle nadawał jak KatarynkaJ
Zostałam zaskoczona, gdy nie pozwolił mi wypić czwartego piwa… Dlaczego!? Czy większa ilość piwa jest niedozwolona dla kobiety? W wyjaśnieniu usłyszałam, że jeśli bardzo chcę, to mogę wypić kolejne piwo, jednak i tak wypiłam już dużo, więc martwi się o mnie. Co?? Proszę o takich mężczyzn w Polsce, a nie żeby tylko dolewali do kieliszkaJ

Poranek

Po otworzeniu oczu nie mogłam uwierzyć w to, co wiedzę… Z mojego wielkiego łóżka dokładnie widzę okno, a za nim.. ani jednej chmurki na niebie. Mimo wczesnej godziny ludzie chodzący w spodenkach…Od razu miałam na ustach wielkiego banana. Nie wiem dlaczego, ale bardzo często śmieję się sama do siebie, może po prostu cieszę się z życia, a może jak twierdzą znajomi,jestem szalona i tyle. wole się nad tym nie zastanawiać… Teraz na pewno mam powód do radości, bo Chris obiecał zabrać mnie dzisiaj na ARTUr’s Seat- wzgórze położone nad miastem. Już nie mogę się doczekać, bo tam muszą być piękne widoki-zwłaszcza w taka pogodę.
Jak to zwykle w Szkocji bywa, pogoda zepsuła się bardzo szybko. Ledwo zdążyliśmy wyjść z domu, a już słońce schowało się za chmurami i zrobiło się zimno. Mimo to ambitnie postanowiliśmy zdobyć szczyt. dwudziestominutowy marszu było wielką przyjemnością. W międzyczasie dowiedziałam się, że najbardziej znanym kwiatem w Szkocji nie jest wrzos ale oset. Faktycznie, kwiatów ostu było bardzo dużo i to zdecydowanie większych i piękniejszych niż w Polsce. Mimo swojej nieukrywanej niechęci do kwiatów,zastanawiałam się, takiego nie posadzić w doniczce. Trochę pasuje do mnie: piękny ale za to bardzo niebezpieczny….:)

 

Widok ze szczytu był śliczny- rzędy kamienic łączących się z morzem…ja chcę nad morze!! Patrząc z góry, okazało się, że Edynburg jest bardzo małym miastem w którym prawie wcale nie ma nowych budynków. Dlaczego to miasto się nie rozrasta? Czy wszyscy uciekają stąd do Londynu? Przecież ludzie nie wyglądają na biednych,a wręcz przeciwnie-na bardzo zamożnych, statecznych mieszkańców. Może ciężko nowym osobom wbić się w rynek pracy…hmm…patrząc  na liczbę mieszkających tu Polaków, ciężko mi w to uwierzyć.
 
Jak postanowiłam tak też zrobiłam… wyruszyłam na poszukiwania morza. Niestety moja mapa jest zbyt mała i nie obejmuje tej części miasta, ale przecież widziałam je ze wzgórza-na pewno jest niedaleko. Niestety, po ponad dwugodzinnym marszu dotarłam tylko do małej rzeczki, a morza jak nie było, tak nie ma. Zmęczona i zrezygnowana, wróciłam do domu. To chyba jednak nie był dobry pomysł. Dopiero później dowiedziałam się, że chyba zwariowałam, bo morze wcale nie jest tak blisko-szczególnie  jeśli chcę iść pieszo.

piękne uliczki Edynburga

 

Piątek-jak zwyczaj przykazuje, trzeba gdzieś wyjść. W pubie już byłam, więc postanowiliśmy iść do klubu. Zobaczymy gdzie Chris mnie zaprowadzi. Oby to nie był klub z narodową szkocką muzyką…

Kluby

Duży, trzypiętrowy klub bardzo przypominał mi warszawską 70. Podobny wystrój, ten sam typ komercyjnej muzyk, tylko wstęp bezpłatny, jak w większości klubów tutaj. szkoda, że w Londynie tak nie ma. Mimo północy, klub był jeszcze prawie pusty. Podobno tu się przychodzi do klubu o 2, wcześniej wszyscy pija w domu lub w pubach. Nie przeszkadzałby mi pusty parkiet- więcej miejsca dla mnie, gdyby tylko muzyka była lepsza. To zdecydowanie nie jest mój typ muzyki. Chris z litości nade mną postanowił zabrać mnie do EL Barrio-klubu z muzyką latino. Już dawno nie byłam tak podekscytowana, tęsknie za salsą jak za niczym innym. Tak naprawdę nie tańczyłam już od ponad miesiąca-to bardzo, bardzo długo.
Wstęp do klubu kosztował 5 funtów. Pierwsze co zobaczyłam, to staromodne, brzydkie wnętrze… ale przecież nie po to się tu przychodzi, żeby czuć się jak w luksusowym hotelu. Dużo mixów latino i salsy cubany. Nie przeszkadzało mi, że nigdy nic z tego nie tańczyłam. Szybko wykorzystałam swoje taneczne umiejętności i zjednałam sobie nauczyciela salsy, który jako jeden z nielicznych tam osób naprawdę umiał tańczyć. Jest to jedyny klub latino w tym mieście, a poziom jest bardzo niski.Nie szkodzi,za to ludzie byli bardzo przyjaźni i sympatyczni. Dzisiaj też tam idę!!

 Gdzie jest Chris?

Gdy otworzyłam oczy, była już 11. No tak, trzeba było odespać piątkową noc. Po przeszukaniu domu, stwierdziłam, że Chris chyba zapadł się pod ziemię. Dopiero sms od niego, przypomniał mi, że dzisiaj poleciał na wakacje do Hiszpanii. A ja nawet się z nim nie pożegnałam. Poczułam się strasznie głupio i samotnie.
Na szczęście pogoda za oknem zachęcała do wyjścia. Szybkie śniadanie i dalsze zwiedzanie miasta.
………………………………………………………..
Jeszcze noc się nie skończyła, a dzień się nie zaczął, a ja muszę..Nie, nic nie muszę- chcę popisać. Rano mogę nie mieć już tych samych emocji, zapomnieć o szczegółach, ekscytacja minie… No dobra, znów byłam na salsie i…. obrosłam w pawie piórka. Dzisiaj czułam się jak gwiazda. Zostałam nazwana:Aniołem, Snem, Marzeniem, cudowną tancerką i już sama nie pamiętam kim jeszcze. Ludzie podchodzili do mnie, żeby powiedzieć mi, że pięknie tańczę. Mam już grupkę fanów, którzy będą na mnie głosować, jak tylko wystąpię w You Can denceJ . Najmilsze było to,że większość komplementów słyszałam od kobiet. Gdybym tylko chciała tu zostać, to mam już posadę nauczycielki tańca. Szkoda tylko, że ja tak naprawdę wcale nie tańczę tak świetnie… po prostu to kocham, mam z tego duży fun… nie oszukujmy się,poziom taneczny tutaj nie jest wysoki… Zresztą, jak można tańczyć na parkiecie który ma powierzchnię  „fal Dunaju”.Przecież to jest prawie niewykonalne.
Tej nocy, pierwszy raz będąc za granicą, wstydziłam się, że jestem Polką. Wszyscy najbardziej pijani ludzie w tym klubie to Polacy, oczywiście nikt z nich nie potrafił tańczyć niczego. Jedynym trzeźwym Polakiem był ochroniarz.
Muszę podzielić się sytuacją z której będę się jeszcze długo śmiała:
Podchodzi do mnie najbardziej naje… koleś w klubie:
-Do you wont to dance with me?
Oczywiście nie miałam ochoty ani z nim tańczyć ani rozmawiać:
-Sorry, Idon’t speak English.
-You are very beautiful dancer……..
-Sorry, Idon’t understand
-Where are you from?
-Poland
-Trzeba było tak od razu, po polsku będzie dużo łatwiej…..
W taki oto sposób pierwszy raz nie udało mi się zbyć kolesia. Nauczka na przyszłość: Najlepiej udawać, że nie rozumiem niczego i nie odpowiadać!!!
 
 

a jednak morze

W słoneczne niedzielne popołudnie, jeszcze raz podjęłam decyzję o zobaczeniu morza. Tym razem postanowiłam, że nie wracam do mieszkania, dopóki nie dotrę do morza… Przecież widać je ze wzgórza.. musi być niedaleko. Wybrałam azymut i dzielnie maszerowałam poprzez bardzo znane dzielnice kamienic, aż do miejsc, gdzie były już tylko jednorodzinne domki. Naprawdę myślałam, że nie ma tu nowego budownictwa, a jednak. Zwykłe szeregowe domy, wyglądem przypominające warszawskie osiedla. Nawet w Londynie nowe budynki stawiane są często w starodawnym stylu, a tu niestety zburzyli całe moje wyobrażenie o pięknie tego miasta… Przedmieścia są brzydkie, niezadbane,nudne… Tak więc „podziwiając” piękno tutejszych budynków, po dwugodzinnym marszu, dotarłam w końcu do jakiej rzeki. Jak jest rzeka, to pewnie niedaleko jest też morze, wystarczy tylko iść z jej nurtem… Jeszcze półgodziny spaceru wzdłuż rzeki i…jest. Moje upragnione morze. Przyspieszyłam tempa, żeby znaleźć zejście na jakąś plażę. Niestety,tam nie było plaży… to tylko stara przemysłowa dzielnica, w której ktoś wpadł na pomysł wybudowania centrum handlowego- jedyne jakie widziałam w Edinburghu… To po to szłam tyle czasu….??!!
Zawsze staram się w każdej sytuacji znaleźć jakieś plusy, więc w tej też coś musi być…hmm…pomyślmy… niedziela, miasto zalane tłumami turystów. Żeby przejść chodnikiem trzeba się przeciskać, a ja spokojnie spacerowałam obrzeżami miasta  i w końcu zobaczyłam morze z bliska-no tak, to jednak była udana niedziela J

„Lany” poniedziałek

Mój ostatni dzień w Edinburghu, a tak naprawdę, to ostatnie godziny, bo o 14 mam autobus do Glasgow. Dzisiejszy poranek był naprawdę bardzo ciężki. Przez pół godziny oddzielałam swoje pozlepiane powieki. Chyba dostałam zapalenia spojówek, bo ciągle cieknie mi z oczu. Dobrze, że świeci słońce, przynajmniej mogę zasłonić je okularami przeciwsłonecznymi. Poza oczami, dostałam uczuleniana całym ciele.. jakby tego było mało, akurat dzisiaj, przypomniał mi o sobie odcisk, który zrobiłam sobie jeszcze w Londynie. Zachciało mi się chodzić w nowych sandałkach- sandałki z „koziej pałki”…wrrr Po wczorajszej wyprawie nad morze, musiałam wyrzucić baletki w których zazwyczaj chodziłam… Dobrze, że zabrałam ze sobą buty, które 4 lata temu dostałam od mamy. Rzadko je nosiłam bo są bardzo brzydkie. Niestety firma  „new balance” nigdy nie miała ładnych butów, ale za to bardzo wygodne (to nie jest reklama) Na szczęście mamusia postawiła na jakość i uratowała mi tym życie.:) Dzięk.i mamoJ
Czyżby mój organizm źle reagował na myśl o wyjeździe stąd? Nie chcę wyjeżdżać, bo na samą myśl o spaniu w tanim Hostelu w 6 osobowym pokoju przechodzą mnie ciarki po plecach. No dobra, nie jestem jakąś wielką paniusią i mogę spać nawet pod gołym niebem, ale jednak mój ostatni pokój był tak piękny….Widok z okna kojarzył mi się z moim kochanym Wrocławiem….w takim miejscu mogłabym zamieszkać i wiem, że byłabym szczęśliwa… przez miesiąc oczywiście, bo później zaczęłabym się nudzić… Jednak moje ADHD nie jest przygotowane na mieszkanie w jednym miejscu… z żalem opuściłam mieszkanie… Jeszcze tu wrócę….jak już zwiedzę cały świat.J
 

Edynburg-rady praktyczne

 Na pożegnanie tego miasta, kilka praktycznych rad, dla wszystkich którzy chcą tu przyjechać.
Moje ulubione miejsce: McDonald- nienawidzę jedzenia tutaj,ale jest bezpłatne WiFi i pyszne lody, tak więc jeśli posiadasz własnego notebooka, możesz spędzić tu cały dzień, surfując po necie i nikt Cię nie wygoni. Tylko czy na pewno chcesz spędzić tu tyle czasu, gdy za oknem tyle ciekawych rzeczy?
Jeśli interesujesz się sztuką, teatrem itd… koniecznie musisz przyjechać tu podczas festiwalu. Masz na to cały Sierpień. Jeśli natomiast nie zamierzasz wybierać się na żadne przedstawienia, zdecyduj się na spokojniejszy miesiąc. Ceny noclegów są dużo tańsze, miasto nie jest tak bardzo zatłoczone. Wtedy możesz zobaczyć prawdziwe uroki tego miasta.
Jedzenie: w moim przewodniku było bardzo dużo miejscowych knajp na każda kieszeń, z których nie mogłam nie skorzystać. Za 10 funtów możesz zjeść lunch i wypić szkockie piwo, które niestety nie zachwyca smakiem.  Jednak czym byłaby wyprawa do Szkocji bez zjedzenia słodkich ziemniaków i świeżych owoców morza. W wolnej chwili wrócę do tego tematu i opiszę wszystko ze szczegółami.
Komunikacja: Bilet jednodniowy autobusowy kosztuje ok 4 funtów, podobno jest tu też metro,tylko po co korzystać z komunikacji miejskiej jeśli miasto jest tak małe, że spokojnie możesz polegać tylko na własnych nogach.
…a teraz.. czas na Glasgow…
 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *