Chilayo – peruwiańska gościnność i miejscowe ruiny

 

 

Dojechałam do Chiclao kiedy było już ciemno. Nie planowałam przyjazdu tutaj, więc o mieście nie wiedziałam absolutnie nic. Na dworcu wzięłam „bezpieczną taksówkę” i poprosiłam o zawiezienie mnie do najtańszego hostelu. Kierowca szybko odwiódł mnie od tej decyzji, ponieważ najtańszy hostel nie miał ani Internetu, ani ciepłej wody. Po jego namowach przystałam na hotel za 40 soli, z Internetem , ciepłą wodą i dużym łóżkiem tylko dla mnie. Była sobota, jednak po wyczerpującym dniu nie miałam nawet siły tańczyć. Tylko na chwile wyszłam do sklepu, poznając przy tym miejscowych, którzy wmawiali mi, że bardzo dobrze znają Polskę – przecież leży obok Nowego Jorku.

Szybko wróciłam do hotelu i zasnęłam.

Obudziłam się sięgając po pilot od klimatyzacji. Było gorąco. W końcu jestem na wybrzeżu. Ubrałam się w jakieś luźne ubrania i mijając mało przyjemną recepcjonistkę udałam się na wielką wyprawę. Chciałam zobaczyć Museo de Sipan . To miejsce położone niedaleko Chiclayo, w którym zgromadzono rzeczy wydobyte z odnalezionego grobowca Senior de Sipan. Poza wiekowymi strojami, przedmiotami codziennego użytku, rzeźbami i maskami, znajduje się tam ponad 2000 kawałków złota. Senor de Sipan został pochowany w piramidzie, takiej w stylu egipskim. Uważa się, że część piramid peruwiańskich jest starsza od tych odnalezionych w Egipcie.

Wyruszyłam w poszukiwaniu przystanku autobusowego, z którego będę mogła dojechać do muzeum. Nie interesowały mnie zorganizowane wycieczki, które za wygórowaną cenę przewożą turystów po wszystkich miejscowych atrakcjach i nie zostawiają czasu nawet na zrobienie ciekawych zdjęć. Jak zwykle chciałam jechać sama. Niestety nikt nie wiedział, jak mogę tam dojechać. Napotkani przechodnie wskazywali inne miejsca odjazdu autobusów, a zapytane policjantki powiedziały, że mogę dojechać tylko taksówką. W końcu, po godzinnych poszukiwaniach odnalazłam plac z małymi busami. Przy wejściu do busa spotkałam miejscowego mężczyznę– Luisa, który niedzielne przedpołudnie również postanowił spędzić na zwiedzeniu muzeum – oczywiście po raz kolejny w jego życiu. Luis miał ok. 40 lat, wciąż mieszka z siostrą i za wszelką cenę chciał pokazać mi peruwiańską gościnność, w ramach której zapłacił za mojego busa, wstęp do muzeum oraz obiad. Koniecznie chciał też, żebym została na jeszcze jedną noc w Chiclayo, ale w innym, lepszym hotelu – bo mój jest słaby. Oczywiście on a niego zapłaci. Stanowczo odmówiłam, jednak Luis jakby nieświadomy, tego o co go podejrzewam powiedział:

– przecież, gdybym był w Europie, ludzie na pewno zrobiliby to samo-

Nie chciałam uświadamiać go jak jest w Europie, chciałam jednak, aby wrażenie bezinteresownej gościnności nie było tylko złudną opowieścią, ale prawdą.

Kiedy Luis w ramach zwiedzania miasta chciał pokazać mi galerię handlową, stwierdziłam, że czas uciekać i to jak najszybciej. Pomimo tego, że na najbliższy autobus musiałam czekać 4 godziny, kupiłam na niego bilet. Abym tylko nie musiała zostać dłużej w Chiclayo.

IMG_028512
IMG_028422

IMG_028312

IMG_027712

IMG_027512

IMG_03052

IMG_03022

IMG_03002

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *