Brazylijskie zycie – taniec i jedzenie

Mój czas w Sao Paulo dobiegał końca. Zamierzałam jak najszybciej wydostać się z tego olbrzymiego miasta i pojechać gdzieś gdzie jest cisza i spokój, czyli na plażę. Parati, to miasto położone na drodze do Rio. To tylko 350 km i aż 6 godzin jazdy autobusem. Ile? Zapytałam z niedowierzaniem, kiedy usłyszałam czas. 6 godzin – powtórzyła Pani sprzedająca bilety. Nie stracę przecież całego dnia na jazdę. Wpadałam na inny pomysł. Postanowiłam przekonać Leonarda, żeby wybrał się tam samochodem, w końcu ma wolne
Przekonywanie poszło mi bardzo szybko i na kolejny dzień zarezerwowaliśmy hostel przy samej plaży. Pobudka o 7.00. Deszcze nie pada… leje. W taka pogodę wyjazd na plażę nie ma najmniejszego sensu. Pozostało mi złapanie pierwszego autobusu do Rio (bo tam podobno nie pada) i stracenia dnia w autobusie, albo zostanie w Sao Paulo i znalezienie zajęcia w deszczowe popołudnie a do Rio wybrać się nocą.
Zostałam w Sao Paulo. – śpimy jeszcze godzinę- postanawiamy wspólnie z Leo. On spał 3! Około południa leniwie zeszliśmy na dół, żeby zjeść śniadanie przyżądzone w miejscowy sposób. Omlet z maki z manioku, za którym ja nie przepadam albo ciastka. Wolałam ciastka. Do tego obowiązkowo mała, czarna niesamowicie słodka kawa. Z trudem udało mi się przekonać Leo o przygotowanie mi kawy po mojemu, czyli z mlekiem i bez cukru.
DSC_02981
Po śniadaniu i chwili na hamaku (bo Leo w przepięknym zabytkowym domu ma hamak) przyszedł czas na… obiad
Wciąż padało, więc wszelkie ambitne plany dotyczące zwiedzania miasta na rowerze i oglądania cmentarzy zostawiliśmy na przyszłość.
Pojechaliśmy do miejsca, w którym mogłam sobie dowolnie wybrać co chcę jeść. W całej gamie wspaniałego jedzenia nie łatwo było wybrać coś, co nie ociekało tłuszczem po smażeniu. Brazylisjak kuchnia to tak naprawde mix kuchni portugalçskiej, wloskiej, afrykanskiej a nawet niemieckiej. Ryż i fasola to podstawa każdego dania. Do tego wielki wybór mięs grilowanych na różne sposoby. Poza farinha – maka z manioku uzywana jest do wszystkiego. Na szczęście w Brazylii popularne są również owoce morze i to je zawsze wybieram jako mięsny składnik moich dań. Są świeże i przepyszne.
Po pół dnia spędzonym na jedzeniu, należało je spalić. Najlepszym miejscem są lekcje forro. Niestety z powodu dnia wolnego od pracy lekcje zostały przełożone na kolejny dzień . Za to pobliski bar nie przełożył muzyki. Brazylijczycy grający muzykę na żywo i do tego miejscowi tańczący forr no i ja… co chwilę depcząca Leo po palcach, bo kroki forro myliły mi się z krokami salsy.
Zastanawiam się, dlaczego w Polsce nie tańczy się forro. Nie znam ani jednej szkoły tańca, gdzie można nauczyć się tego brazylijskiego stylu. Za to we Francji czy Hiszpanii bez problemu można je znaleźć. Może to czas aby pomyśleć o własnej szkole?

 

 

 

 

DSC_03251

DSC_03131

DSC_03111

DSC_02941

DSC_02931
caipirinha – brazylisjki drink…. 🙂

 

DSC_02901

 

DSC_03061
maniok – to z niego wytwarza se brazylisjaka make

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *